
Pełniący obowiązki Głównego Inspektora Sanitarnego Krzysztof Saczka zarzuca doktorowi Pawłowi Grzesiowskiemu popełnienie przewinienia lekarskiego i domaga się jego ukarania. Saczka "zarzuty" wobec lekarza streścił w 60-stronnicowym piśmie, które trafiło m.in. do resortu zdrowia.
REKLAMA
Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Andrzej Matyja był gościem programu "Tłit" w WP.pl, gdzie przyznał, że wczoraj otrzymał kolejne pismo od Krzysztofa Saczki, który pełni obowiązki Głównego Inspektora Sanitarnego.
– Prawie przewróciłem się z wrażenia. Pomimo powagi epidemicznej w naszym kraju, otrzymujemy 60 stron dokumentu z kuriozalnymi zarzutami. Proszę sobie wyobrazić, pracownicy GIS chyba nie mają co robić w epidemii koronawirusa. Otrzymałem 60 stron z kolejnymi zarzutami wobec doktora Grzesiowskiego. Ilu pracowników musiało nad tym pracować? Kuriozalne jest też to, że pan Saczka pisze, że nie powinien być traktowany jako świadek "ponieważ kieruje GIS" – mówił profesor.
W dalszej fazie rozmowy Matyja zarzuty wobec dr. Grzesiowskiego nazwał "kuriozalnymi".
– To są kuriozalne zarzuty wobec dr. Grzesiowskiego, wobec kogoś, kto mówił prawdę. Ja wiem, że prawda potrafi być bolesna. Ale prawda i krytyka powinna nas czegoś uczyć , a nie oburzać się na mówienie prawdy i karać kogoś, kto mówi prawdę. Mam nadzieję, że minister zdrowia przeczytał te 60 stron i podejmie stanowcze kroki – podkreślił ekspert.
Przypomnijmy, że Krzysztof Saczka zarzuca doktorowi Pawłowi Grzesiowskiemu popełnienie przewinienia lekarskiego. Zarzuty mają dotyczyć m.in. rzekomego wprowadzania w błąd opinii publicznej nieprawdziwymi i niepotwierdzonymi informacjami dotyczącymi COVID-19 oraz oczerniania Inspekcji Sanitarnej.
Czytaj także:źródło: Wirtualna Polska
