
Co najmniej 44 osoby nie żyją, a ponad 100 zostało rannych – to najnowszy bilans tragedii, do której doszło w wyniku wybuchu paniki przy grobie rabina Szymona bar Jochaja w Izraelu. Ultraortodoksyjni Żydzi zebrali się tam na całonocną modlitwę i taniec.
Obchody były pierwszym, legalnym zgromadzeniem religijnym, odkąd Izrael praktycznie w całości wyszedł z lockdownu dotyczącego epidemii koronawirusa. Na górze Meron w północnej części kraju, zebrały się dziesiątki tysięcy ultraortodoksyjnych Żydów. To w czasie tego wydarzenia doszło do tragedii.
Według relacji izraelskich mediów, na miejscu wybuchła panika, a wiele osób udusiło się w ścisku.
Niestety, do tej pory nie jest znany dokładny bilans ofiar. Część mediów informuje o 44 zabitych, z kolei inne donoszą o 65. Izraelska narodowa służba ratunkowa Magen David Adom potwierdziła, że rannych zostało ponad 100 osób. Do sieci trafiły nagrania z miejsca zdarzenia, na których widać, jak wielu ludzi znalazło się w pułapce bez wyjścia.
Głos w sprawie tragedii zabrał już m.in. premier Benjamin Netanjahu, który nazwał zdarzenie "straszną katastrofą". Jej dokładne przyczyny na razie nie są znane. Wstępnie mówiło się o zawaleniu konstrukcji, gdzie zgromadzili się uczestnicy obchodów. Później "Haaretz" podawał, że cały dramat zaczął się to po tym, jak część osób pośliznęła się na schodach, powodując upadek dziesiątek innych.
źródło: BBC

