Lekarz Nawalnego zaginął. Teraz odnalazł się po 3 dniach, ale nie wiadomo, co się z nim działo.
Lekarz Nawalnego zaginął. Teraz odnalazł się po 3 dniach, ale nie wiadomo, co się z nim działo. Fot. Facebook.com/@pitcure-alliance/AA/S. Karacan

Lekarz, który zajmował się leczeniem Nawalnego zaginął w piątek na polowaniu. Pracował w tej samej klinice, co dwóch innych medyków, którzy zajmowali się Nawalnym i zmarli w tym roku. Teraz lekarz został odnaleziony, ale nie wiadomo co się z nim działo.

REKLAMA
Aleksandr Murachowski był szefem szpitala w Omsku. To tutaj po otruciu przyjęto Aleksieja Nawalnego. Murachowski zaprzeczył, jakoby rosyjski opozycjonista miał zostać otruty i utrudniał przetransportowanie go do berlińskiej kliniki Charite. Kilka miesięcy później, latem 2020 r., dostał awans.
Dwóch z zajmujących się Nawalnym lekarzy zmarło w tym roku. Dlatego kiedy ogłoszono zaginęcie Murachowskiego, nikt ne dawał mu wielu szans. Murachowski wyjechał 7 maja z bazy myśliwskiej na quadzie i nie wrócił. 8 maja jego znajomi zgłosili zaginięcie. Policja znalazła porzuconego quada w okolicach bagien.
Murachowski odnalazł się w poniedziałek rano. Według służb śledczych, spędził noc w opuszczonym wagonie kolejowym i przeszedł pieszo 45 km.
– Wszystko jest w jak najlepszym porządku, czuję się dobrze. Zachowam dla siebie, to, jak przeżyłem te kilka dni. Po prostu zagubiłem się w lesie – skomentował w poniedziałek podczas rozmowy z prasą Murachowski.
Szpital w Omsku nie cieszy się ostatnimi czasy dobrą passą. Od czasu otrucia rosyjskiego opozycjonisty z placówki odszedł jeden z pracowników, a dwóch innych czołowych medyków zmarło. Anatolij Kalininczenko, zastępca Murachowskiego, odszedł ze szpitala i zatrudnił się w prywatnej klinice.
Na początku lutego 2021 r. zmarł Siergiej Maksimyszyn z omskiego szpitala, a w marcu 2021 r., z powodu rzekomego ataku serca, odszedł Rustam Agiszew. Obaj lekarze mieli najlepiej znać stan rosyjskiego opozycjonisty. Rosja i Władimir Putin nadal nie przyznają się do otrucia Nawalnego.
Czytaj także:
źródło: The Guardian
logo