
Przy braku przepisów regulujących działanie kamer monitoringu, Polska staje się domem "Wielkiego Brata". Nie wiadomo, co dzieje się z danymi zbieranymi przez kamery. RPO i GIODO chcą, by rząd wreszcie uregulował te kwestie i powstrzymał rozwój monitoringu. Przekonują też do tego badacze, którzy argumentują, że przez kamery stajemy się bierni wobec przestępstw.
Dr Wojciech Wiewiórowski, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, zażądał od Ministerstwa Spraw Wewnętrznych uregulowania kwestii monitoringu w miejscach publicznych. To coraz większy problem, bo liczba kamer wzrasta, coraz więcej danych jest przechowywanych, a wciąż nie ma ustawy, która regulowałaby te kwestie.
Czytaj też: Inteligentny monitoring w polskich miastach. Nasza prywatność jest zagrożona, ale prawo na to pozwala
Zajmujący się miejskim monitoringiem w Warszawie Jacek Gniadek przekonywał, że mieszkańcy chcą, aby monitoringu było więcej. Argumentował, że dzięki nim spada przestępczość. Jednak Katarzyna Szymielewicz z Fundacji Panoptykon przestrzega przed nadmiernym zadowoleniem, bo przecież złodzieje mogli się przenieść w miejsce, gdzie nie ma kamer. Poza tym nie są one jedynym rozwiązaniem – zwiększona liczba policyjnych patroli czy po prostu lepsze oświetlenie mogą dawać lepszy efekt, a nie naruszają prywatności.
Zapominają jednak, że często jedna osoba pilnuje kilkudziesięciu kamer, a część z nich wcale nie jest nadzorowana i nagranie służy tylko jako dowód. A i to nie jest zbyt pewne, bo najczęściej nagrania są zbyt słabej jakości. Przeprowadzone w USA badania pokazują, że biegli błędnie wskazywali podejrzanego. Choć na okazaniu nie było osoby z filmu, eksperci zapewniali, że sprawca przestępstwa jest w przedstawionej mu grupie. Kamery mają też zgubny wpływ na rozwój psychiczny i społeczny młodych ludzi.
Zobacz również: Michael Palm: „Wielki Brat patrzy, a my jesteśmy jego Małymi Siostrami”. Świat z perspektywy kamer przemysłowych
Zamiast wychowywać młodych, straszy ich się nagraniami z kamer. Młodzi nie rezygnują z przemocy dlatego, że wiedzą, że to złe, ale dlatego, że boją się kamer. A większość nauczycieli zadowolona ze spadku przestępczości w szkołach rezygnuje z pracy wychowawczej.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
