
19 lutego 2021 rok miał być jednym z tych wyjątkowo przyjemnych dni. Tadeusz, 5-letni syn państwa Kalewskich, miał świętować urodziny z bliskimi. Niestety wybuchł pożar, czteroosobowa rodzina straciła dom, a z nim dorobek życia. Nie poddają się jednak, chcą wrócić do swojego ukochanego miejsca, dlatego proszą o wsparcie finansowe.
REKLAMA
Dzień, w którym spłonął dom, miał być dniem radosnym, bo były to urodziny państwa 5-letniego syna, co się wtedy stało?
Agata Kalewska:Tadzio bardzo czekał na ten dzień. Przygotowywaliśmy się na przyjęcie gości, były rozwieszone balony. Kiedy wybuchł pożar, syn był w przedszkolu, odebrałam go około godziny 16 i tak naprawdę nie wrócił do domu do dzisiaj.
Była pani w domu, gdy wszystko się zaczęło?
Byłam w domu ze starszym synem. W pierwszej chwili wyłączył się prąd, co się zdarza. Mieszkaliśmy na wsi, więc nie było to nic nietypowego. Pierwszy odruch zawsze jest taki, żeby sprawdzić, czy nie wyłączyły się bezpieczniki. Wszystko było w porządku, ale poczułam zapach jakby topionego plastiku.
Zajrzałam do pomieszczenia gospodarczego, żeby zobaczyć, czy przypadkiem tam coś się nie dzieje. Poza tym zapachem niczego nie zauważyłam, ale usłyszałam szum i ten szum był dziwny, dosyć głośny i połączony z trzaskami, a przecież nie było prądu, więc żadne urządzenia nie działały. Nie wiedziałam, skąd to dochodzi. Rozejrzałam się i wyszłam na zewnątrz.
W pierwszej chwili niczego nie dostrzegłam, ale moją uwagę zwróciły rośliny, krzaki, które dziwnie się uginały, jakby z powodu jakiegoś podmuchu. Wychyliłam się jeszcze bardziej i wtedy zobaczyłam ogromne płomienie, które buchały zza domu.
To było straszne… Rozmawiałam akurat przez telefon z mężem, powiedział, żebym natychmiast zadzwoniła na straż pożarną. Rozłączyłam się, ale nie byłam w stanie niczego zrobić, nie wiedziałam, jak się dzwoni, byłam w takim szoku.
Powiedziałam synowi, żeby szybko się ubierał. Był w krótkich spodenkach – a była to zima – założył tylko kurtkę, buty, ja chwyciłam torebkę i wybiegliśmy z domu. Płomienie były olbrzymie. Kiedy oddaliliśmy się od domu, widać było, że sięgały już bardzo wysoko. Dodzwoniłam się do straży pożarnej, ale okazało się, że ludzie, którzy przejeżdżali, już zdążyli ich zaalarmować. Mąż też już zadzwonił.
Oczekiwaliśmy na straż i patrzyliśmy, jak to płonie. Przybiegli sąsiedzi, a ponieważ nie byliśmy w stanie wyjść z działki, bo byliśmy odcięci, przerzucili mnie i syna przez płot. W samochodzie czekaliśmy na pomoc.
Te obrazy cały czas wracają?
Minęło już parę miesięcy, więc jakoś się z tego otrząsnęliśmy, ale widok tego miejsca – ponieważ tam jeździmy – jest naprawdę bardzo przygnębiający. Nie mówiąc już o tym, że starszy syn, który był ze mną, przez kilka długich tygodni bardzo to przeżywał, budził się w nocy z płaczem. Nie był w stanie słuchać o pożarze, a wiadomo, że rozmawialiśmy z ludźmi na ten temat i trzeba było załatwiać różne sprawy.
Bardzo się bał. Na widok ognia odwracał głowę. Trochę czasu mu zajęło, zanim zaczął normalnie funkcjonować. To było ogromne przeżycie.
Co było przyczyną pożaru, jakieś zwarcie instalacji?
Na to wygląda, tak ostatecznie ustalono. Biegli doszli do tego, że było zwarcie instalacji elektrycznej w ścianie domu, graniczącej z drewnianą wiatą, którą mieliśmy na podjeździe. Najpierw zajęła się ta wiata, a pod nią było pomieszczenie gospodarcze, w którym było dużo naszych rzeczy. Trzymaliśmy tak różne narzędzia, maszyny mojego męża, nie mówiąc o rowerach i innych cennych rzeczach. Wszystko to spłonęło.
Od wiaty zajął się dach naszego domu, więc całe piętro zostało spalone. Strażacy zaczęli to gasić. Dom nie spalił się doszczętnie, ale został zalany. Szkieletowa konstrukcja naszego domu sprawia, że po zalaniu jest on praktycznie nie do zamieszkania.
Czyli straty są bardzo duże?
Straty były olbrzymie. Jak już mówiłam, pod wiatą było pomieszczenie, w którym trzymaliśmy dużo cennych rzeczy. Otrzymaliśmy jednak ogromną pomoc i wsparcie od przyjaciół, sąsiadów i od rodziny.
Przyjaciele odkupili mojemu mężowi narzędzia, więc na szczęście mógł wrócić do pracy. Sąsiedzi przynieśli nam ubrania, choć część ubrań się zachowała. Wiadomo, że rzeczy osobiste zostały utracone.
Główną stratą jest oczywiście dom. Można go zrekonstruować, ale nie ma na to zbyt dużo czasu, bo jeśli postoi w tym stanie dłużej, to nie będzie się nadawać do odbudowy. Konstrukcja domu została zachowana, cała reszta, czyli wszystkie stropy, ściany, nadają się do rozbiórki.
Dom był ubezpieczony, ale ponieważ dom był w kredycie, bank zabrał całą kwotę, przejął odszkodowanie. Dlatego też zorganizowaliśmy zrzutkę. Potrzebujemy pieniędzy, żeby tam wrócić. Jeśli chodzi o jakieś przedmioty, to obejdziemy się bez nich. Taka jest sytuacja i musimy to przełknąć.
To był wymarzony dom?
Mimo tego strasznego widoku – naprawdę wygląda to bardzo źle – nadal uważam, że jest to wspaniałe, ukochane miejsce. Tam jest ogród, który bardzo kocham. Mamy wspaniałych sąsiadów. Okolica jest cudowna.
Czujemy się teraz jak na wygnaniu. Mieszkamy niedaleko, ale nie jest to miejsce docelowe. To są warunki tymczasowe. Bardzo byśmy chcieli tam wrócić. Dzieci też tęsknią. Tam po prostu jest nasz dom.
