Ekspertka od mowy ciała wychwyciła w przemówieniu Mateusza Morawieckiego sprzeczność z tym co mówił, a co pokazywało jego ciało.
Ekspertka od mowy ciała wychwyciła w przemówieniu Mateusza Morawieckiego sprzeczność z tym co mówił, a co pokazywało jego ciało. Zrzut ekranu z Twitter.com / @DariaDomaradzkaGuzik

PiS zaprezentowało w sobotę nowy program społeczno-polityczny o nazwie Polski Ład. Na konwencji przemawiali wszyscy najważniejsi politycy Zjednoczonej Prawicy, którzy skupili się głównie na pozytywach przedstawianego planu. Tyle tylko, że jak zauważyła ekspertka od mowy ciała Daria Domaradzka-Guzik, widać było, że politycy, mówiąc o dobrych rzeczach, jakoś specjalnie się nie cieszyli.

REKLAMA
Na sobotniej konwencji Prawa i Sprawiedliwości oprócz przedstawienia, na czym będzie polegał program Polski Ład, nie zabrakło peanów dotyczących tego, "jak to w kraju za rządów PiS jest wspaniale". Liderzy Zjednoczonej Prawicy prześcigali się w zachwalaniu osiągnięć swoich ugrupowań, ale ich gestykulacja pokazywała co innego.
Tę niespójność wyłapała ekspertka od mowy ciała Daria Domaradzka-Guzik, która swoimi spostrzeżeniami podzieliła się w mediach społecznościowych.
"'To cieszy mnie najbardziej... że Polska się rozwija!' Radość bez uśmiechu, zaciskanie ust, opuszczone kąciki. Każda niespójność pomiędzy komunikacją werbalną (słowem) a niewerbalną (gestem, mimiką, postawą) to sygnały zakłopotania a często nieszczerości" – napisała na Twitterze ekspertka.
Zapytaliśmy ją, jak ocenia występ pozostałych polityków Zjednoczonej Prawicy i całą konwencję.
***
Po pani wpisie na Twitterze można wywnioskować, że Mateuszowi Morawieckiemu bliżej zachowaniem do Jarosława Gowina, bo mówił o Polskim Ładzie, ale się nie cieszył...
(śmiech) Rzeczywiście, to prawda. Ostatnio politycy partii rządzącej ogólnie mają taką tendencję do przedstawiania kłopotliwych informacji. Nie mnie oceniać je pod kątem merytorycznym, ale faktycznie z punktu widzenia obserwacji i to nawet nie takiej wnikliwej, jest parę sygnałów, które powodują, że mamy pewną wątpliwość, że to, co słyszymy, jest szczere i uczciwe.
To znaczy, że premier Morawiecki był nieszczery w tym co mówił?
Nie wiem, jakie zamiary miał premier i jakie były jego intencje, ale rzeczywiście kiedy nie mamy spójności między komunikacją werbalną a niewerbalną, czyli tym, co słyszymy a między tym, co widzimy, jeżeli to nie pasuje do siebie, to w znakomitej większości mamy do czynienia z nieszczerością.
Na Twitterze pozwoliłam sobie wyciągnąć tylko jeden fragment komunikatu werbalnego, ale ogólnie w wystąpieniu premiera było bardzo dużo pozytywnych słów. Pojawiały się w nim stwierdzenia, że będzie w Polsce jeszcze lepiej, przywoływał sukcesy, czyli na poziomie werbalnym padło dużo optymistycznych rzeczy.
Ale przekaz werbalny to jest jedno. Jeżeli za tym nie idzie to, jak dana osoba się zachowuje i wspiera ten przekaz, to mamy rozdźwięk. Widać to doskonale na przytoczonym przeze mnie przykładzie. Mateusz Morawiecki mówi, że "Polska się świetnie rozwija". To jest taki komunikat, po którym spodziewalibyśmy się uśmiechu, radości w głosie, być może też gestykulacji, którą premier ma już coraz lepszą, ale ciągle zbyt słabą jak na piastowane stanowisko i dużą bytność w mediach.
Daria domaradzka-Guzik
o zachowaniu Mateusza Morawieckiego na konwencji PiS

Radość pojawia się nam więc tylko w słowie, bo widzimy polityka bez uśmiechu, jego opuszczone kąciki ust i oczu, zaciskanie ust, przymrużone spojrzenie, z którym notabene mamy ciągle do czynienia obserwując wystąpienia premiera.

Jeżeli na to nałożymy jeszcze ograniczoną gestykulację, która u tego polityka jest bardzo wyuczona, a powinna iść za tym, co słyszymy, do tego jego pochyloną postawę i te grymasy zamiast uśmiechu to dla mnie niestety oznacza to, że mamy do czynienia z pewnym kłopotem u mówiącego.
Taka niespójność zapala u mnie czerwoną lampkę i mam wrażenie, że możemy tutaj iść nie tylko w stronę zakłopotania, ale i nieszczerości ze strony tego polityka.
A jak na konwencji PiS spisał się prezes partii, Jarosław Kaczyński? Polityk stroni od mediów i nie pokazuje się zbyt często publicznie, przez co utarło się powiedzenie, że jest "tajną bronią" PiS, która partia używa tylko wtedy, jak jest źle. Czy teraz "dał radę"?
Prezesa Kaczyńskiego o tyle łatwo i trudno oceniać, że rzeczywiście nie często pojawia się w mediach i podczas jego oceny należy na niego nałożyć dwa "filtry".
To znaczy?
Łatwo, bo jest dość czytelny i zazwyczaj to, co leży mu na sercu, to ma na języku. Trudno, ponieważ jest to osoba, która, tak myślę, niezbyt chętnie poddaje się technikom PR-owskim oraz temu, jak należy wystąpić.
Biorąc pod uwagę te dwa "filtry" oraz szalenie ważną okoliczność, jaką jest przecież rozpoczęcie nowego etapu działania, które według wielu komentatorów wygląda jak wstęp do kampanii wyborczej, to możemy odnieść niemały zawód.
Widzimy bowiem pana prezesa, szefa wszystkich szefów, który wychodzi z taką swoją przywarą, mlaszcze, drapie się i opowiada o rzeczach, które mają nami wstrząsnąć i sprawić, że "znowu będzie cudownie". Dodatkowo tak jak u Morawieckiego: nie widać tej ekspresji, radości. Powiem więcej, nawet nie widać żadnego podekscytowania. Mam wrażenie, że jest to dobrze przydzielona rola, która została w miarę sprawnie odegrana.
Czytaj także:
Proszę pomyśleć, skoro ma się do zakomunikowania coś wspaniałego, przełomowego, coś, nad czym pracowała grupa ekspertów, która ma odmienić życie wielu ludzi, wszystko jest przygotowane, są na to pieniądze, to przecież jest to bardzo radosna sprawa. To gdzie jest ta radość? Ja jej nie widziałam, a z każdym kolejnym wystąpieniem było tylko gorzej. Z tego wszystkiego wybronił się tylko Ziobro.
Tak, bo on był chyba przeziębiony.
Dokładnie, więc łatwiej mu było zasłonić się chorobą i zamaskować na przykład brak modulacji głosem. Jeżeli prawdą jest, że był lekko przeziębiony, to oceniać go nie będę. Ale proszę za to zwrócić uwagę na dobór prowadzących...
Idąc tym tropem Morawieckiego i Kaczyńskiego, to u nich też nie słychać było radości w głosie...
Tak, oni także są ciekawym przykładem niespójności komunikacji werbalnej z niewerbalną. Mam wrażenie, ze ktoś nie odrobił zadania i źle dobrał temperamenty osób prowadzących konwencję. Jeśli mamy bowiem komunikować radość, szczęście, nowe warunki życia to powinno to być opatrzone osobami ekspresyjnymi, radosnymi, które faktycznie są charyzmatyczne i cieszą się z tego wydarzenia.
Tutaj tego zabrakło. Prowadzący byli mocno sztuczni, wystraszeni. Te peany, które padały na przykład przy zapraszaniu na scenę prezesa Kaczyńskiego, brzmiały po prostu patetycznie i monotonnie.
Ale PiS jedną rzecz zrobił dobrze, prawda? Pisała pani o tym w oddzielnym poście...
Tak, to prawda, chodzi o dość sprytne wykorzystanie faktu pandemii i ograniczonych możliwości jeśli chodzi o publiczność. Teraz przecież nie mogliśmy zobaczyć tłumów na widowni, które trzymają sztandary, flagi, klaszczą i wiwatują. Dlatego sprytnie pokazano zwolenników Zjednoczonej Prawicy łącząc się z nimi bezpośrednio i wyświetlając ich za sobą w tle.
Widać, że dobrano dość precyzyjnie narzędzia, siły i środki, aby kreować przekaz manipulacyjny. Ponadto było to dobrze zaplanowane, ponieważ widać było, że te osoby klaszczą do kamery. Normalnie jak rozmawiamy z kimś przez internet, to nie widać na ogół naszych rąk. Tutaj każdy miał tak wykadrowany obraz, żeby widać było oklaski.
Czyli z jednej strony mamy dopracowane i przygotowane elementy konwencji, a z drugiej polityków, którzy już chyba zbyt długo są u władzy, bo widać, że im się nie chce...
Widać, że im się nie chce. Można to było zauważyć zwłaszcza przy podpisywaniu dokumentów. Jeżeli robi się coś dla dobra kraju, dla Polaków, można to zrobić razem, to powinna być ta radość wśród polityków. Nawet jak się chce ją powstrzymać, to i tak ją powinniśmy widzieć. Z kolei my byliśmy świadkami takiej mszy pogrzebowej z grobowymi nastrojami i lukrowanymi opowieściami.
Czytaj także:
logo