Agnieszka Niemiec pracowała jako aktorka i wokalistka. W czasie pandemii została programistką i znalazła pierwszą pracę w IT.
Agnieszka Niemiec pracowała jako aktorka i wokalistka. W czasie pandemii została programistką i znalazła pierwszą pracę w IT. Fot. Archiwum prywatne bohaterki

Zastanawialiście się czasem, jak wszystko rzucić, zmienić swoje życie i... nie wyjeżdżać w mityczne Bieszczady? Agnieszka Niemiec pracowała jako aktorka i wokalistka teatralna, ale pandemia zmusiła ją do tego, by spróbowała swoich sił w zupełnie innym świecie: programowaniu. Od ponad pół roku działa w branży IT. W wywiadzie dla naTemat zdradza, jak uczyła się programować oraz co było najważniejsze, żeby odnaleźć się w zupełnie innym zawodzie.

REKLAMA
Postawiła pani swoje życie na głowie.
Zdecydowanie, łatwo nie było. Pracuję w IT od grudnia 2020 r. i funkcjonowanie na innych obrotach to dla mnie cały czas wyzwanie. Pamiętam, gdy pracowałam w teatrze i miałam wolny dzień, a do pracy szłam dopiero wieczorem. Teraz zaczynam pracę rano i kończę ją popołudniu. Duża zmiana stylu życia, ale trzeba się przyzwyczaić.
Jak to wyglądało przed pandemią?
Pracowałam gościnnie w Teatrze Rampa, zagrałam tam w kilku spektaklach. Byłam aktorką musicalową, wokalistką i łapałam się różnych zajęć z tym związanych. Miałam trochę szczęście w nieszczęściu, że wybrałam sobie nową drogę zawodową. Wiadomo, że dla artystów to bardzo trudny czas. A mi udało się dostać pracę w innej branży.
Jak to się stało, że aktorka i wokalistka nagle zaczęła myśleć o programowaniu?
Szukałam czegoś innego od dłuższego czasu, nie do końca czułam się spełniona w zawodzie aktorki musicalowej. Powiedzmy, że zmieniły mi się wartości. Chciałam zacząć bardziej stabilną pracę, która daje możliwość rozwoju.
Mam przyjaciela, który przeszedł w życiu bardzo podobną drogę. Studiował ze mną na Akademii Muzycznej, a potem zamieszkał w Londynie i zaczął się uczyć programowania. On mnie zainspirował, a ta znajomość miała duży wpływ na to, że mi się udało. Mój partner też pracuje w branży IT, chociaż nie jest programistą.
W końcu na Facebooku zaczęły mi się pojawiać różne ogłoszenia, typu "zostań programistką", albo "dołącz do branży IT". Widziałam takie hasła na swoim feedzie i pomyślałam: a może spróbuję? Wtedy kupiłam sobie nawet pierwszą książkę i zaczęłam się uczyć.
logo
Fot. Archiwum prywatne rozmówcy
To był pierwszy krok do zmiany?
Książka okazała się niewypałem, ponieważ nauka programowania z książek to naprawdę nie jest najlepszy pomysł, zwłaszcza na początku. Od razu trzeba kodować i najlepsze do tego są różne platformy online, gdzie samemu można zacząć działać. Robiłam kursy, gdzie tłumaczono mi podstawy tworzenia stron. Tego było dosyć sporo. Krok po kroku wchodziłam w coraz bardziej zaawansowane rzeczy.
Ile czasu minęło od decyzji o zmianie, aż do momentu, kiedy dostała pani pracę w IT?
Dokładnie 16 miesięcy. To był czas, żeby się przestawić na zupełnie inny tok myślenia, przyzwyczaić się do tego, by angażować umysł inaczej. Bycie aktorką czy wokalistką to fizyczna praca na emocjach, a tutaj mamy typowe działanie umysłowe. Oprócz uczenia się samego kodowania, trzeba poznać różne narzędzia, żeby w ogóle można było zaprezentować coś swojego. Wymaga to dużo zapału i cierpliwości.
Łatwo było się zniechęcić?
Były trudne momenty, że coś wydawało mi się nie do przejścia i nie mogłam tego zrozumieć. Musiałam cofać się do podstaw i myślałam, że jestem za głupia, by to pojąć. Do dzisiaj zdarzają się takie sytuacje, bo ta praca to nieustający rozwój. Trzeba poświęcać czas, by uczyć się nowych rzeczy, bo technologii do ogarnięcia jest mnóstwo. Warto też pamiętać, że te technologie cały czas ewoluują. Wychodzą nowe rzeczy i to, co robiło się pięć lat temu jednym sposobem, dziś tworzy się już zupełnie inaczej.
Znalezienie pracy w tej branży w czasie pandemii to było kolejne wyzwanie?
Rozsyłałam CV, ale zanim dostałam pierwszą pracę, byłam na 3-miesięcznym bezpłatnym stażu. Bardzo ważny jest networking, żeby poznawać osoby z branży IT, które mają swoje start-upy, szukają ludzi. Mój pierwszy projekt komercyjny to zrobienie strony dla znajomego. Potem odezwała się do mnie jedna firma, przeszłam rekrutację, i tak udało mi się zacząć pracę.
Branża IT jest bardzo chłonna, jeśli chodzi o pracowników. Teraz wszystko dzieje się online i to raczej się nie zmieni, nawet jak wrócimy do normalności po pandemii. Technologia bardzo ułatwia nam życie.
logo
Fot. Tomasz Szambelan / Agencja Gazeta
Kodowanie i nauka systemów to dla wielu osób pewnie czarna magia, więc zapytam wprost. Na czym polega pani praca?
Zajmuję się front-endem, czyli tworzeniem warstwy wizualnej wszystkiego, z czym użytkownik ma kontakt, kiedy wejdzie na stronę albo korzysta z aplikacji. Interfejsy, przyciski, układ elementów na stronie czy w aplikacji, formularze – to ja piszę kod, który potem umożliwia komuś korzystanie z danej funkcji. Wchodząc bardziej w szczegóły, pracuję m.in. z językiem JavaScript.
Jeśli chodzi o programowanie, najważniejsze jest myślenie logiczne. Nie trzeba mieć super umysłu ścisłego, tylko umieć szukać rozwiązania problemów. Zawsze miałam coś takiego, że lubiłam się uczyć teorii muzyki, ale już z matematyki nigdy nie byłam dobra. Nie powiedziałabym na pewno, że jestem umysłem ścisłym.
Wiele osób pewnie myśli o tym, by odważyć się na taką zmianę w życiu jak pani. To kwestia odwagi czy uporu?
Na moim przykładzie mogę powiedzieć, że najważniejsze jest wsparcie otoczenia i kontakt z ludźmi, którzy zajmują się programowaniem. Przed pandemią chodziłam na różne meetupy, żeby wkręcać się w to środowisko. Trzeba się pogodzić z tym, że przyjdą kryzysy i nie będzie łatwo. Wtedy przydają się znajomości, bo to pomaga wychodzić z takich sytuacji. No i koniecznie trzeba znać angielski. To podstawa, bo cała dokumentacja jest w tym języku.
A upór rzeczywiście jest kluczowy, nie warto się szybko poddawać. Można czuć się juniorem i uczyć się od lepszych. Mam 32 lata, a moim mentorem jest aktualnie chłopak, który ma 23 lata. Dla mnie to nie problem, ale trzeba się liczyć z tym efektem zmiany branży w pewnym wieku. Mam fajne relacje w zespole i nie odczuwam, żeby ktoś patrzył na mnie inaczej. Zresztą wciąż z tym wiekiem nie jest tak źle (śmiech).
Zawsze mi się wydawało, że ten zawód jest zdominowany przez mężczyzn. To prawda?
Coraz więcej kobiet pracuje w branży IT. Jest więcej mężczyzn, ale widzę, że sytuacja powoli się równoważy. Pamiętajmy jednak, że tu nie tylko chodzi o programowanie, bo istnieją inne stanowiska. Na przykład są osoby, które sprawdzają, czy wszystko działa, zanim produkt trafi do klienta. Sporo kobiet pełni też funkcję product lub project managerek, które koordynują pracę programistów.
Pracuje pani w nowym zawodzie już ponad pół roku. Ta zmiana wyszła na dobre?
Plusem jest na pewno stabilizacja, poczucie bezpieczeństwa. Dostaję pozytywny feedback w mojej firmie, ale to też spora odpowiedzialność, by starać się jeszcze bardziej. Korzyści z nauczenia się czegoś nowego są ogromne. Jest też zmiana myślenia, że wiele rzeczy potrafię zrozumieć, co pomaga mi rozwiązywać problemy poza pracą.
To znaczy?
Kiedy szukam błędu w kodzie przez kilka godzin, muszę zrozumieć, dlaczego coś nie działa. To przekłada się potem na życie, bo kiedy coś załatwiam albo uczę się komponować, już wiem, że w internecie znajdę mnóstwo informacji czy tutoriali, które pomogą mi uporać się z problemem. To zmiana nastawienia do życia.
logo
Fot. Steve Smith / Archiwum prywatne rozmówcy
Wspomina pani o komponowaniu, czyli artystyczna dusza jednak została?
To nie jest zamknięty rozdział. Przed trzecią falą mieliśmy grać spektakle w Teatrze Rampa, było już wszystko zaplanowane. Do godziny 16 miałam pracować jako programistka, a wieczorem jechać do teatru, by grać spektakle. Były ambicje, żeby połączyć dwa zawody, ale kilka dni przed rozpoczęciem prób znowu zamknięto teatry. Przez to nie sprawdziłam jeszcze na własnej skórze, jak wygląda łączenie dwóch profesji.
A chciałaby pani połączyć te dwa światy?
Nie będę angażować się w projekty, które zmusiłyby mnie do wzięcia urlopu na kilka miesięcy, by jeździć na próby. Chcę, żeby priorytetem było programowanie, ale zawsze moim marzeniem było nagrywanie swoich rzeczy. Wcześniej nie miałam przestrzeni, by robić własną muzykę, bo po prostu musiałam z tego wyżyć.
Czułam się wyssana artystycznie, a teraz zaczęłam tworzyć coś swojego. Szukam własnego stylu, ale to bardziej hobby. Chciałabym coś wypuścić w świat, jednak już bez presji, że to musi być mainstreamowe i się sprzedać.
logo
Fot. Howard Rankin / Archiwum prywatne rozmówcy
Czytaj także:
logo