
"Stare dobre City", "Bolesna porażka", "Wielki dzień zmienił się w koszmar", "Największa porażka Guardioli", "Złe decyzje i zły wynik" - to tylko niektóre nagłówki brytyjskich gazet po porażce faworyzowanego Manchesteru City w finale Ligi Mistrzów z Chelsea Londyn. Winny klęski mistrzów Anglii jest jeden człowiek. Josep Guardiola.
REKLAMA
Eksperci nie mogą się nadziwić decyzjom personalnym i jedenastce, na którą postawił Hiszpan. Krytykują wystawienie do gry Ilkaya Guendogana, który nie był w pełni sił. Nie mogą też zrozumieć, dlaczego na ławce rezerwowych zasiedli Rodri oraz Fernandinho. Pytań jest wiele, a menedżer mistrzów Anglii odpowiada na nie spokojnie i rzeczowo.
Czytaj także:– Zrobiłem to, co uważałem za najlepsze dla drużyny. Podczas wybierania składu dałem z siebie wszystko. Tak było też w poprzednich sezonach. Dokonałem jak najlepszej selekcji, aby wygrać ten mecz i moi zawodnicy zdają sobie z tego sprawę – tłumaczył po porażce z The Blues opiekun The Citizens.
Chelsea Londyn wyszła na prowadzenie tuż przed przerwą, bramkę strzelił Kai Havertz. Po zmianie stron broniła się niemal całym zespołem i dopięła swego, zwyciężając na Estadio do Dragao 1:0. – W drugiej połowie zagraliśmy znacznie lepiej niż w pierwszej. To był zacięty mecz – tłumaczył się Guardiola, który zagrał w finale Ligi Mistrzów po raz trzeci i pierwszy raz zaznał smaku porażki.
– Naszym celem jest teraz odpoczynek. A potem będziemy się przygotowywać do kolejnego sezonu. To był pierwszy raz, kiedy znaleźliśmy się na tym etapie Ligi Mistrzów. Mam nadzieję, że ponownie zjawimy się tutaj w przyszłości – zakończył Josep Guardiola.
