
Z jednej strony piłkarska reprezentacja Brazylii. Potęga. Z drugiej - silna Japonia. Po raz pierwszy w historii mecz takich zespołów odbył się w Polsce. We Wrocławiu, we wtorek. Brazylia wygrała 4:0, ale nie sam mecz, nie sam wynik są najważniejsze. Ważniejsze pytanie brzmi: czy tego typu imprezy mogą być częściej organizowane w Polsce? I w jakim stopniu ważne jest zarobienie na nim, a w jakim sam wizerunek?
Sprawę rzekomych strat poruszył Michał Janicki, niedawno odwołany wiceprezydent Wrocławia. W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" stwierdził: "Zdecydowanie sugerowałem Dutkiewiczowi (prezydentowi Wrocławia - red.)- i są na to dokumenty - aby odwołać ten mecz, co uchroniłoby miasto przed kolejnymi poważnymi stratami finansowymi. Prezydent podjął inną decyzję, ryzykując według mnie nawet dwa miliony złotych straty".
Bartosz Skwiercz jest dyrektorem komunikacji i marketingu w Lechu Poznań. - To jest precedens, bo o meczach towarzyskich zwykło się mówić, że nie są istotne, nie cieszą się dużym zainteresowaniem i trudno zapewnić na nich frekwencję. Podam przykład. Ostatnio w Poznaniu zorganizowaliśmy mecz Lecha z niemieckim HSV. Przyszło kilkanaście tysięcy osób. Kilka dni później na mecz kilka dni później z Piastem Gliwice wybrało się jednak więcej osób, bo to był mecz o stawkę, o punkty, a za tym były sportowe emocje - opowiada.
Oni grają w siatkę?
Czy aby na pewno Polska żyła meczem Brazylii? - Brazylia z Japonią? W co oni grają? W siatkówkę? A, to mecz piłkarski. Nawet nie wiedziałam, że takie coś ma miejsce. W mediach jest tylko Polska i Anglia, Polska i Anglia - usłyszałem we wtorek koło południa od koleżanki, która dosyć interesuje się sportem.
Z Kasprzykiem zgadza się Robert Pietryszyn, prezes zarządzającej obiektem spółki Wrocław 2012. W rozmowie dla "Gazety Wyborczej" stwierdził: "Ale stadion nie jest maszynką do robienia pieniędzy! To jest instytucja, za pomocą której należy promować miasto, przyciągać do niego wielkie wydarzenia, wielki biznes. Stadion ma spełniać potrzeby społeczne, to obiekt miastotwórczy". Dodał, że aby taki stadion mógł na siebie zarabiać, muszą minąć trzy, cztery lata.
Po pierwsze, z tą rozrywką i pewnymi zyskami z niej to nie jest do końca prawda. Na stadionach odbywają się różne przedsięwzięcia i różne są ich wyniki finansowe. W USA do organizacji finału niezwykle popularnej ligi uniwersyteckiej miasta potrafią dołożyć kilkanaście milionów dolarów. Po drugie, mówiłem już kiedyś, że aby nasz stadion zarabiał na siebie, potrzeba trzech, czterech lat, i to podtrzymuję. Po trzecie, zarówno impreza na stadionie, jak i wydarzenie w teatrze są dla ludzi dostępne. Nie ja decyduję o tym, że widzowie chętnie przychodzą do nas. Ja mogę zrobić wszystko, by robili to w jak największej liczbie.
Mecz został pokazany w 125 krajach. Sieczko: - To naprawdę dużo. Niełatwo dzisiaj znaleźć imprezy, które są relacjonowane w większości państw świata. Mam tylko nadzieję, że odpowiednio zostanie pokazany sam Wrocław, jako ciekawe miasto, z wieloma atrakcjami. Opłaca się to zrobić zwłaszcza na początku, zanim drużyny wybiegną na boisko.
