
Podczas globalnej (oczywiście – jak przystało na czas, w którym żyjemy – online'owej) premiery Richard Yu, prezes Huawei, przypominał Alfreda Hitchcocka: zaczął od trzęsienia ziemi. Później zaś napięcie nieprzerwanie rosło.
REKLAMA
Na tzw. dzień dobry firma z Shenzhen zaprezentowała bowiem autorski system operacyjny HarmonyOS, który ma ponoć zrewolucjonizować świat technologii, a następnie pierwsze urządzenia, które mają z niego korzystać. Czy mamy do czynienia z szaleństwem, w którym naprawdę jest metoda?
Przenieśmy się do roku 2019, czyli momentu, w którym rozpoczyna się cykl wydarzeń spełniających wymogi formalne tragedii szekspirowskiej. Administracja Donalda Trumpa umieszcza wówczas Huawei w wykazie podmiotów, które nie mogą utrzymywać jakichkolwiek relacji handlowych z amerykańskimi przedsiębiorstwami, z biegiem czasu zaciskając pętlę coraz mocniej (czytaj: nakładając kolejne dotkliwe sankcje).
Dodajmy, iż na ową "czarną listę" trafiło całe mnóstwo przedsiębiorstw z różnych stron świata, włączając tak poważnych graczy z Państwa Środka, co telekomunikacyjny gigant ZTE oraz "imperium dronów", czyli DIJ.
Ba, parę dni przed zaprzysiężeniem Joe Bidena Donald Trump zdążył jeszcze stwierdzić, że Xiaomi wcale nie jest lepsze, tak więc rzutem na taśmę wpisał na indeks i ową spółkę (co, dodajmy, skończyło się procesem sądowym i wygraną Chińczyków).
Nic dziwnego, że Huawei należało do firm wizualizujących sobie nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych jako rycerza odzianego w lśniącą zbroję, który – galopując na białym koniu – wyłania się zza horyzontu, aby zdecydowanym ruchem miecza zmienić decyzje podjęte przez poprzednika.
Okazało się jednak, że życie to nie bajka, a więc pozostało robić swoje. Czyli: kontynuować wycieńczającą walkę z mnóstwem przeciwności – począwszy od problemów związanych z zakupem komponentów elektronicznych do swoich urządzeń, a skończywszy na tym, co najboleśniej odczuli użytkownicy "posttrumpowskich" sprzętów mobilnych z logiem Huawei, czyli odcięciu od usług Google'a.
Podejrzewam, że gdybym znalazł się na miejscu Richarda Yu, to już dawno temu – po kolejnych etapach walki z wiatrakami (czytaj: administracją Stanów Zjednoczonych) – strzeliłbym focha, rzucił to wszystko i wyjechał w Bieszczady. No ale coż, widocznie dlatego (między innymi dlatego) nie jestem prezesem owej firmy.
Lecz właśnie nadszedł dzień, w którym chińskie przedsiębiorstwo postanowiło wytoczyć swe najcięższe działo. Ową Wunderwaffe jest przełomowy system operacyjny HarmonyOS, nad którym prace rozpoczęto parę lat przed wprowadzeniem amerykańskich sankcji, a światu zajawiono po raz pierwszy – pod nazwą HongMengOS – dwa lata temu.
Zaznaczmy, że dziś mówimy o premierze "pełnoprawnej" wersji 2.0 (HarmonyOS 1.0 zaczęto stosować w telewizorach i routerach Huawei już w roku 2019), która dedykowana jest nie tylko smartfonom i tabletom.
To multiplatformowe oprogramowanie ma trafiać także do smartwatchy, opasek sportowych, telewizorów, rozmaitych sprzętów RTV i AGD, a nawet samochodów. (Obecne) plany nie obejmują natomiast komputerów, bowiem w tym przypadku Huawei uznaje, że co Windows, to Windows.
Czym HarmonyOS ma podbić serca miłośników najnowocześniejszych technologii? Zacznijmy od słowa-klucza, czyli harmonii, rozumianej jako idealna komunikacja pomiędzy różnymi urządzeniami – zarówno stacjonarnymi, jak i mobilnymi – działającymi w tym ekosystemie.
Czyli, mówiąc w największym uproszczeniu, zamysł jest zdecydowanie bliższy idei firmy Apple (od lat dopracowującej gładką współpracę różnorakich sprzętów z systemami iOS i macOS), niż temu, co znamy ze świata androidowego.
… a skoro o tym zielonym robocie mowa: HarmonyOS nie jest zupełnie nowym tworem, lecz bardzo zaawansowaną modyfikacją Androida właśnie. Widać to zresztą po odpaleniu urządzenia wyekwipowanego w nowy system firmy z Shenzhen – nie mamy tutaj do czynienia z interfejsem zmienionym o 180 stopni.
Założenie jest następujące: z czasem HarmonyOS ma stawać się oprogramowaniem coraz bardziej oryginalnym, doposażanym w kolejne autorskie rozwiązania, jednak wszystko będzie odbywało się na zasadzie ewolucji, nie rewolucji. Ta druga mogłaby okazać się zbyt wielkim szokiem dla androidowców.
No dobrze, czas sprawdzić, na czym polega owa harmonia (tudzież multiplatformowość) w interpretacji Huawei, dzięki której wszystkie sprzęty, z których korzystasz, mają stać się jednością. Czyli, używając nomenklatury używanej przez Richarda Yu: super-urządzeniem (Super Device), jakiego jeszcze nie było.
Jakieś konkretne przykłady zastosowań? Proszę bardzo:
– na ekranie swojego smartfona bądź też tabletu możesz wyświetlić centrum sterowania które uwzględnia wszystkie kompatybilne urządzenia i pozwala w łatwy sposób zarządzać ich pracą. Mogą być to nie tylko "sprytne" zegarki, urządzenia audio i komputery ze wspominanym wcześniej Windowsem (firma pracuje nad specjalną wtyczką, która zapewni perfekcyjną integrację z tym systemem). Potencjał obejmuje także pojazdy i sprzęt AGD (od blenderów, po lodówki oraz piekarniki), a także wszelakie akcesoria z kategorii smart home (np. inteligentne żarówki i gniazdka elektryczne).
– HarmonyOS umożliwia na współdzielenie interfejsów przez rozmaite urządzenia. Możesz wykorzystać to np. w trakcie treningu: dane na temat twojego ciała, które zbiera i analizuje sportowy smartwatch, błyskawicznie przerzucisz na ekran smartfona bądź też telewizora.
– Podczas słuchania muzyki na smartfonie albo w trakcie rozmowy telefonicznej chciałbyś skorzystać z głośnika Bluetooth, czy też słuchawek? Zrobisz to w mgnieniu oka, przeciągając odpowiednią ikonę na wyświetlaczu telefonu. Podobną bułką z masłem jest kwestia przenoszenia filmów, zdjęć, gier i rozmów wideo ze smartfonów lub tabletów na ekrany telewizorów i komputerów. Skopiowałeś jakiś tekst? Trafi do specjalnego schowka, do którego masz dostęp z poziomu różnych urządzeń.
– Co istotne, wszystkie sprzęty możesz skomunikować naprawdę szybko i sprawnie. Ot, wyjmij nowy nabytek z pudełka, włącz go, przyłóż do smartfona i… już. Wisienką na owym torcie jest fakt, iż przy okazji telefon może przesłać "nowemu" odpowiednie, spersonalizowane pod kątem twoich oczekiwań, aplikacje i ustawienia.
Jeżeli powiesz w tym momencie: "no ale przecież sporo podobnych funkcjonalności nie żadnym odkryciem Ameryki (sic!)", będziesz mieć rację. Jednak tym, co może okazać się kluczem do wielkiego sukcesu HarmonyOS, jest perfekcyjne dopracowanie komunikacji pomiędzy różnymi urządzeniami.
Jeżeli powiesz w tym momencie: "no ale przecież sporo podobnych funkcjonalności nie żadnym odkryciem Ameryki (sic!)", będziesz mieć rację. Jednak tym, co może okazać się kluczem do wielkiego sukcesu HarmonyOS, jest perfekcyjne dopracowanie komunikacji pomiędzy różnymi urządzeniami.
... czyli kwestia, która w praktyce wciąż – niezależnie od tego, czy korzystamy z Androida, czy też rozwiązań stworzonych w Cupertino – kuleje. W tym przypadku diabeł powinien tkwić w szczegółach: wszystko musi działać szybciej, łatwiej, sprawniej i o niebo bardziej kompleksowo.
Niezmiernie istotne mogą okazać się inne zalety HarmonyOS, które opiewano podczas prezentacji: ponoć to system z jednej strony zapewniający rewelacyjną stabilność, prędkość, wydajność i płynność działania nawet w przypadku najbardziej wymagających zadań. Z drugiej: mający ekstremalnie niskie wymagania, gdyż docelowo ma zadowolić się jedynie… 128 kilobajtami pamięci RAM.
Co jeszcze? Zdaniem przedstawicieli firmy dochodzą tutaj również: optymalizacja bijąca na głowę Androida (pozwala m. in. na znaczne wydłużenie czasu pracy na jednym ładowaniu i gładką pracę nawet przy mocno zapchanej pamięci), utrzymywanie wysokiej wydajności przez 36 miesięcy oraz możliwość instalowania aplikacji androidowych.
Jeżeli owe szumne deklaracje nie okażą się jedynie prężeniem muskułów, to świat otrzymał właśnie idealny system operacyjny, a Huawei trzyma w dłoni naprawdę imponujący oręż, który pozwoli znów nabrać wiatru w żagle. Umówmy się: choć ta firma tworzy urządzenia, które są rewelacyjne pod względem hardware'owym, to brak usług Google'a naprawdę mocno podcina jej skrzydła.
Niedaleka przyszłość (system zaczyna właśnie trafiać na pierwsze urządzenia) pokaże, czy dzięki HarmonyOS karta się wreszcie odwróci, a Richard Yu – stając przed lustrem – będzie mógł stwierdzić, że chyba widzi pewne podobieństwa do wielkiego stratega wojennego Sun Zi.
