Lotnisko Chopina.
Tłumy na Lotnisku Chopina. Fot. Twitter/ @PawelWronskigw

Jeden z dziennikarzy "Gazety Wyborczej" był świadkiem zatrważającej sytuacji. Na warszawskim Lotnisku Chopina tłumy ludzi czekały w ścisku na odprawę, która przeciągała się ze względów pandemicznych.

REKLAMA
Tłumy w hali przylotów na Lotnisku Chopina są rezultatem kolejki do zapisów na obowiązkową dla części podróżnych kwarantannę po powrocie z wakacji. Na miejscu był dziennikarz "Gazety Wyborczej", który wieczorem 6 czerwca wracał z jednej z greckich wysp.
"Najciekawiej, że pielęgniarka z punktu pobrań na lotnisku błagała, by nie przychodzić [na testy wykrywające koronawirusa], bo kolejka na dwie godziny. Zaś funkcjonariusz służby granicznej stwierdził zrezygnowany: 'Nikt się nie spodziewał tylu samolotów' – tweetował.
Pod wpisem na Twitterze pojawiło się wiele komentarzy osób, które doświadczyły podobnych "przyjemności" na Okęciu. Część twitterowiczów pisała, że na innych uczęszczanych przez nich lotniskach wszystko przebiega sprawnie. W Warszawie kolejki teoretycznie mogły ominąć osoby zaszczepione, jednak w praktyce często było to niemożliwe, gdy posiadały dzieci.
– To było pandemonium, masa ludzi skierowanych w jedno miejsce. A na ścianach plakaty z przestrogami przed zakażeniem się – relacjonuje Paweł Wroński i dodaje, że w Grecji nie widział takich scen.
Rzeczniczka Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej Dagmara Bielec-Janas przekonuje w rozmowie ze "Stołeczną", że kontrole na Lotnisku Chopina przebiegają "w miarę sprawnie i rzetelnie". Stwierdziła również, że odprawy "mogą się delikatnie przeciągać" przez rosnącą po pandemii liczbę lotów.
Czytaj także:
logo