
Trwa festiwal Aliny Szapocznikow w zagranicznych galeriach. Aktualnie prace artystki można oglądać w nowojorskim MoMA, gdzie 7 października rozpoczął się przegląd jej twórczości, zatytułowany „Sculpture Undone 1955-1972”. Wystawa budzi niezwykłe zainteresowanie. Kiedy Zachód poznaje lepiej prace Szapocznikow, w Polsce trwa reinterpretacja jej twórczości przez pryzmat jej biografii i pozostawionych przez nią listów.
REKLAMA
„Nie kocham go już, nie kocham go jako mężczyzny. Ale nie mogę powiedzieć jeszcze jasno – Kocham Cię. Bo co innego szeptać do ucha „najmilszy”. A co innego ludzko, uczciwie, jasno wiedzieć – Kocham go, to mój mężczyzna na zawsze” – niepewność, jaka towarzyszy Alinie Szapocznikow w określeniu swoich uczuć, udziela się także odbiorcom jej prac. „Kroją się piękne sprawy. Listy Aliny Szapocznikow i Ryszarda Stanisławskiego 1948-1971” oddają uczucie zagubienia, które towarzyszyło artystce w jej prywatnym życiu. Teraz zostało obnażone i zamknięte w publikacji Wydawnictwa Karakter.
Alina Szapocznikow urodziła się 16 maja 1926 roku w Kaliszu. Po wojnie uczyła się rzeźby w Czechach, w pracowni Otokara Velimskiego, by później przenieść się do Francji i uczęszczać jako wolny słuchacz do paryskiego École Nationale Supérieure des Beaux-Arts. W 1963 roku wyemigrowała do ukochanego Paryża i osiadła tam na stałe. Walczyła z chorobą nowotworową. Przegrała. Została pochowana na paryskim Montmartre.
Dziś artystka kusi nas swoją historią, jej opowieść zachowana w korespondencji jest gotowym scenariuszem na film. Mamy tutaj wszystko to, czego potrzebujemy do zmitologizowania postaci, by skusić widza i mamić go – to historia artystki, która przeżyła Holocaust i przywykła do życia w traumie. Wierzyła w utopię lepszego świata mocniej od swojego męża, mimo doświadczenia wojny. Miłość i twórczość uratowała Szapocznikow przed szaleństwem, pozwoliła na zamknięcie przeszłości. Artystka, tak dotknięta przez los, odważyła się jednak stwierdzić, że przed nią jest „wolna, jasna, młoda i czysta droga”.
To, co najciekawsze w relacji między Aliną Szapocznikow a jej mężem, Ryszardem Stanisławskim, jest odczuwalne już na początku lektury świeżo wydanego zbioru listów. Czytelnik od razu zdaje sobie sprawę, że ona tutaj jest najważniejsza – ona dyktuje zasady rządzące tym związkiem i określa, gdzie przebiegają granice dozwolonego. On – racjonalny, studzący jej (i swoje) emocje. Ona – pełna pasji, nieokreślonych uczuć i wątpliwości. Szapocznikow pisze namiętnie i nerwowo, śpieszy się w tym pisaniu. Zazdrości, że Stanisławski nie musi nigdzie biec, ale nie lubi też jego niezaradności. Czasami jej „marudzenie” ociera się o komizm.
Zobacz też: Portret artysty XXI wieku
Kiedy Ryszard Stanisławski wysyła jej źle dobraną szminkę i Alina prosi go o nową (koniecznie clair Ritza, jej ulubiony kolor) budzi to serdeczny śmiech w czytelniku. Nie możemy pozbyć się wrażenia, że artystka kochała go na zabój, a pełne uszczypliwości listy są wynikiem samotności. Czytelnikom listy przybliżają natomiast postać Szapocznikow jako kobiety z krwi i kości, przesiąkniętej pragnieniami i chęcią walki o istnienie w pełnym beznadziei świecie.
„Czy Ty naprawdę jesteś taki, jak ja sobie wyobrażam?” – pyta się Alina. My możemy się zapytać: „Czy ona była taka, jak myślimy?”. Czy wyczerpały nam się możliwości interpretacji jej twórczości? W moim przekonaniu – nie. Ale to już czytelnik i odbiorca jej sztuki zadecyduje, gdzie w jego życiu powinno się znaleźć miejsce dla Aliny Szapocznikow.