
Kto zgłębia świat mediów społecznościowych, z pewnością zetknął się z pracą influencerów. Tak określa się popularne w internecie osoby, które z uwagi na rozległą wiedzę w określonym temacie wywierają niemały wpływ na opinie, poglądy oraz decyzje swoich odbiorców. Na tej działalności w sieci starają się zarabiać poprzez wpłaty od widzów, monetyzację czy współpracę z firmami w ramach marketingu internetowego. Jednak influencerzy budzą nie tylko podziw. Wywołują też kontrowersje, a niekiedy i padają ofiarą hejtu.
Dziewczyna umierała niemal dwadzieścia minut. Rzężąc i telepiąc się na stole. Obserwowana przez kilka tysięcy subskrybentów. Kilka tysięcy, z których tylko troje zdecydowało się zadzwonić na numer alarmowy. Pozostali byli przekonani, że zrobi to ktoś inny. Oczywiście o ile uwierzyli, że to, co widzą, dzieje się naprawdę. Grupa operacyjno-procesowa dotarła na miejsce dopiero po dwóch godzinach. Tyle zajęło ustalenie, skąd dziewczyna nadawała live. Kiedy policjanci weszli do pomieszczenia, kilkaset osób wciąż było online.
Mężczyzna wydawał się spokojny, jego ruchy były nieco flegmatyczne. Zupełnie jak gdyby nic się nie stało, jak gdyby tuż obok nie umierał człowiek. Wykadrował obraz i zaczął robić zdjęcia. Wydawał się zupełnie niewzruszony, ale to były tylko pozory. Wkładał dużo wysiłku w to, by nad sobą panować, by zachować spokój. Jego palce były barometrem emocji. Drżały lekko mieszaniną strachu i ekscytacji. Podniecenia.
Wszyscy wiedzieli, że robi burze mózgów. Nikt ich jednak tak nie nazywał. Prędzej sabatem, zlotem czarownic czy kręgiem piekieł. Niektórzy jeszcze bardziej kreatywnie. Żartobliwie lub złośliwie, zależnie od tego, jaki stosunek mieli do metod Painera i osób, które wciągał w ten swój krąg i styl pracy. Naturalnie komentowano wszystko po cichu, za plecami, nieoficjalnie. Oficjalnie nikogo te spotkania nie obchodziły. Przynajmniej póki Painer wciąż miał takie wyniki, póki uchodził za specjalistę od najgorszych spraw. Śledczego, którego skuteczność była ważniejsza od ekscentryzmu.
Żyjemy w czasach, gdy na każdym kroku towarzyszą nam obiektywy kamer, więc każdy, kto decyduje się popełnić przestępstwo na ulicy, robi to ze świadomością, że może zostać nagrany. Jego wizerunek mogą uwiecznić nie tylko miejski monitoring lub kamery ochrony zamontowane na obiektach, ale przede wszystkim zwykłe osoby, przypadkowi świadkowie, którzy w kilka sekund wyciągną telefony i zaczną nagrywać lub od razu transmitować wydarzenie live.
Również w sieci każdy ruch jest analizowany przez algorytmy i zapisywany na wypadek, gdyby w przyszłości mógł stać się dowodem lub pozwolić uprzedzić przestępstwo. Organy ścigania dysponują więc bronią i technologią, która pozwala im pracować skuteczniej niż kiedykolwiek wcześniej. Dla części przestępców jest to duże utrudnienie, ale dla innych to ogromna szansa.
Technologia jest narzędziem w dostępie, do którego nikt nie jest uprzywilejowany na tyle, by uzyskać niepodważalną przewagę. Tak więc na marginesie kryminalnej historii staram się zachęcić czytelnika, by zastanowił się, jak dalece w dzisiejszych czasach możemy pozostać anonimowi, zatrzeć z sobą ślad i działać w cieniu. Osobną kwestią, podobnie jak w pierwszej części, jest warstwa psychologiczna, a więc pytanie o to, co determinuje nasze postępowanie i co sprawia, że rodzi się w nas zło.
Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona Kryminału.
