
To nie był mecz piłki nożnej, to była prawdziwa bitwa. Bitwa o Wielką Brytanię. Szkoci zatrzymali Anglików na Wembley, byli bliżej odniesienia historycznego triumfu, na który czekają od 1999 roku. Padł remis, najpiękniejszy bezbramkowy remis podczas Euro 2020. I obie drużyny wciąż walczą o awans do 1/8 finału mistrzostw Europy.
REKLAMA
Taki pojedynek zdarza się raz na 25, a czasem i 50 lat. Wygrana Anglików i porażka Szkotów na początek Euro 2020, dobra gra pierwszych, a słabsza drugich, plany jednych i obawy drugich - to wszystko w piątkowy wieczór zeszło na dalszy plan. Liczył się tylko honor, serce zostawione na boisku i poczucie, że zrobiło się wszystko, by zwyciężyć z odwiecznym rywalem. Anglia kontra Szkocja, bitwa o Wielką Brytanię. Na Wembley.
Czytaj także:Gospodarze w każdym meczu swojej grupy uchodziliby za faworyta, w piątek nie było to tak oczywiste. Już w 4. minucie gry agresywni i waleczni goście zaskoczyli defensywę Trzech Lwów, wpadł w pole karne Che Adams i sam chyba tylko wie, jak w tej znakomitej sytuacji posłał piłkę obok bramki Jordana Pickforda. Szkoccy fani tylko jęknęli, Anglicy głęboko odetchnęli.
Zaraz drużyna Garetha Southgate'a ruszyła do ofensywy, odciągając rywali od swojej bramki. I w 11. minucie mogło być 1:0, bo kapitalnie główkował w polu karnym Szkotów John Stones. Piłkarz Manchesteru City wisiał chwilę w powietrzu, uderzył soczyście głową, ale piłka tylko odbiła się od słupka bramki strzeżonej przez Davida Marshalla.
Szkoci opanowali środek pola, zaproponowali Anglikom twardą walkę "box to box", a ci wdali się w szarpaninę i mieli do końca pierwszej odsłony wielkie problemy. Utknęli w ataku, nie byli w stanie pokonać Szkotów fizycznie i sami omal nie stracili gola. W 30. minucie Jordan Pickford popisał się fenomenalną interwencją po uderzeniu Stephena O'Donnella. To powinien być gol.
Jeszcze po rzucie rożnym Che Adams minimalnie chybił, a ostatni kwadrans pierwszej połowy to była po prostu bitwa. Taktyczna, fizyczna, charakterologiczna i poniekąd historyczna, bo oba narody rywalizację ze sobą mają we krwi. Bitwa o Wyspy Brytyjskie nie przyniosła goli, ale Wembley od emocji aż wibrowało. A to zapowiadało świetną drugą połowę meczu.
I tak w istocie było, bo Anglicy rzucili się na rywali po powrocie do gry, a dogodne okazje mieli Raheem Sterling i Mason Mount. Szkocka defensywa trzeszczała w szwach, ale nie pękła, co wyraźnie zaczęło irytować Harry'ego Kane'a. Znakomity snajper cofnął się przed pole karne, próbował dogrywać do kolegów i wesprzeć ich bliżej środka pola.
Szkoci pracowali jak mrówki, biegali jakby mieli w składzie jedenastu maratończyków, a Che Adams po raz kolejny zakręcił rywalami w polu karnym, ale nim doszedł do pozycji strzeleckiej, został pozbawiony piłki. I znów walka trwała "box to box", na wysokim tempie, bez odstawiania nogi, bez cienia zawahania. Jakby jutra już miało nie być.
W 62. minucie gola powinien strzelić Lyndon Dykes, który kropnął z pięciu metrów na bramkę i gdyby nie Reece James, być może padłby gol. Anglik wybił głową futbolówkę, zostając kolejny już raz bohaterem. I już akcja toczyła się pod bramką Szkotów, Jack Grealish próbował podać do Harry'ego Kane'a, ale snajper został odcięty od piłki.
Szkoci przeżyli chwile grozy w 79. minucie meczu, gdy Raheem Sterling padł w ich polu karnym, a kontakt z rywalem był ewidentny. Hiszpański rozjemca nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki, dostał sygnał z VAR, że nie ma do tego podstaw. Błyskawicznie Szkoci skontrowali, okazję miał John McGinn, ale posłał piłkę wysoko nad bramką Anglików.
Bitwa trwała w najlepsze, żadna ze stron nie chciała ustąpić pola. Anglicy w końcówce niemal wepchnęli piłkę do bramki rywali, ale ci kolejny raz się obronili, własnymi ciałami blokując dostęp i zatrzymując piłkę. Epicka, wspaniała, pełna ofiarności walka wreszcie dobiegła końca. 115 bitwa o Wielką Brytanię dobiegła końca. Szkoci od 1999 roku czekają na triumf nad Anglią, ale w piątek zagrali fantastycznie.
W grupie D w piątek padły dwa remisy, więc nadal na prowadzeniu są w niej Czesi przed Anglikami, obie ekipy zgromadziły po cztery punkty. Szkocja i Chorwacja mają na koncie po jednym punkcie, we wtorek (22 czerwca) zagrają o awans do 1/8 finału. Weźmie go zwycięzca, pokonany jedzie do domu. A Anglicy z Czechami na Wembley walczyć będą o prymat w grupie i lepsze miejsce na turniejowej drabince.
Anglia - Szkocja 0:0
Żółte kartki: John McGinn, Stephen O'Donnel
Sędziował: Antonio Mateu Lahoz (Hiszpania)
Widzów: ok. 25 000
Bohater meczu: Billy Gilmour (Szkocja)
Anglia: Jordan Pickford - Luke Shaw, Tyrone Mings, John Stones, Reece James - Raheem Sterling - Kalvin Phillips, Mason Mount, Declan Rice, Phil Foden (63. Jack Grealish) - Harry Kane (74. Marcus Rashford)
Szkocja: Steven Marshall - Kieran Tierney, Grant Hanley, Scott McTominay - Andrew Robertson, Callum McGregor, Billy Gilmour (76. Stuart Armstrong), John McGinn, Stephen O'Donnell - Che Adams (86. Kevin Nisbet), Lyndon Dykes.
Żółte kartki: John McGinn, Stephen O'Donnel
Sędziował: Antonio Mateu Lahoz (Hiszpania)
Widzów: ok. 25 000
Bohater meczu: Billy Gilmour (Szkocja)
Anglia: Jordan Pickford - Luke Shaw, Tyrone Mings, John Stones, Reece James - Raheem Sterling - Kalvin Phillips, Mason Mount, Declan Rice, Phil Foden (63. Jack Grealish) - Harry Kane (74. Marcus Rashford)
Szkocja: Steven Marshall - Kieran Tierney, Grant Hanley, Scott McTominay - Andrew Robertson, Callum McGregor, Billy Gilmour (76. Stuart Armstrong), John McGinn, Stephen O'Donnell - Che Adams (86. Kevin Nisbet), Lyndon Dykes.
