
W czwartek warszawski sąd orzekł, że znana dziennikarka nie jest kłamcą lustracyjnym i nie można jej uznać za współpracowniczkę tajnych służb PRL.
W 2006 roku nazwisko Ireny Dziedzic znalazło się na opublikowanej w mediach liście dziennikarzy, którzy współpracowali ze służbami PRL. Również IPN utrzymywał, że Irena Dziedzic była agentką służb w latach 1958-1966. Miała nosić pseudonim “Marlena”. W czwartek Sąd Okręgowy Warszawa-Praga orzekł jednak, że nie ma dowodów na to, że dziennikarka rzeczywiście współpracowała z kontrwywiadem MSW, o co ją podejrzewano.
Wirtualnemedia.pl
Dziennikarka wniosła o tzw. autolustrację po tym, jak w 2006 roku media podniosły zarzuty wobec niej. Od początku twierdziła, że jest niewinna.
Wirtualnemedia.pl
Dzisiejsza decyzja jest finałem drogi sądowej, która rozpoczęła się w 2010 roku, kiedy Sąd Okręgowy uznał Dziedzic za lustracyjnego kłamcę. Decyzję tę uchylił Sąd Apelacyjny rok później i sprawa wróciła do SO.
Zobacz: IPN stracił siedzibę. Kosztuje miliony, zatrudnia tysiące pracowników. Warto wciąż go utrzymywać?
Jak donoszą Wirtualnemedia.pl, Dziedzic skomentowała wynik słowami: “Są jeszcze sędziowie w Warszawie".
Więcej na: Wirtualnemedia.pl
