Polscy siatkarze zagrają w niedzielę w finale Ligi Narodów, rywalem wielka Brazylia
Polscy siatkarze zagrają w niedzielę w finale Ligi Narodów, rywalem wielka Brazylia Fot. FIVB

Polscy siatkarze w niedzielę zagrają w finale Ligi Narodów i mają szansę na pierwsze w sezonie trofeum. W Rimini stawią czoła Brazylii i zanosi się na twardą walkę, choć ten mecz to nie jest cel naszej drużyny sam w sobie. To tylko etap na długiej drodze do medalu olimpijskiego. Bardzo ważny etap. Pierwszy gwizdek o godzinie 15:00.

REKLAMA

Finał Ligi Narodów jako środek, a nie jako cel

Finał Ligi Narodów, do którego nasi siatkarze dotarli po raz pierwszy w historii - nie wliczamy do tego zestawienia wyników w Lidze Światowej, poprzedniczce VNL - musi cieszyć, tak samo jak gra Biało-Czerwonych. Ale niezależnie od wyniku, nie powinien sprawiać, że ocenimy nasz zespół jako dzieło kompletne. Wręcz przeciwnie, musimy pamiętać o tym że to co w tym roku najważniejsze jest dopiero przed nami.
Czytaj także:

Celem numer jeden, któremu od 2018 roku podporządkowano wszystko w kadrze siatkarzy, są igrzyska olimpijskie w Tokio i pragnienie zdobycia medalu. Na ten czekamy 45 lat, czyli od czasów sukcesu złotej drużyny Huberta Jerzego Wagnera. I nawet jeśli po drodze mamy się kilka razy potknąć, to niech te potknięcia posłużą temu, by w trakcie igrzysk wpadek uniknąć.

Euforia w finale Ligi Światowej, a potem klapa w Londynie

Odebraliśmy już srogą lekcję niemal przed dekadą, gdy w finałach ówczesnej Ligi Światowej w Sofii nasz zespół ogrywał wszystkich - 3:2 Brazylie, 3:0 Kubę (z Wilfredo Leonem w składzie), 3:0 Bułgarię oraz w finale 3:0 USA. Biało-Czerwoni grali znakomitą siatkówkę, wszyscy wieszali im na szyjach nie tylko medal, ale w ogóle złoto igrzysk w Londynie.
I wyprawa po medal zakończyła się klapą, choć początki były niezłe. Polacy przegrali jednak sensacyjnie z Australią (1:3) w fazie grupowej turnieju olimpijskiego, a później trafili na Rosjan w ćwierćfinale i odebrali gorzką lekcję od późniejszych mistrzów olimpijskich (0:3). Sukces w Lidze Światowej do dziś gorzko smakuje, bo wszyscy pamiętają klęskę w Londynie. A chyba najlepiej Piotr Nowakowski, Bartosz Kurek i Michał Kubiak, bo oni pozostali w tej drużynie do chwili obecnej.

Pierwszy raz w finale, znów przeciw Brazylii

Vital Heynen stara się pracować od dawna nad nastawieniem siatkarzy do gry w kolejnych wielkich imprezach. Wszystko po to, by demony nie powróciły po latach i żeby nie powtórzyć błędów z Londynu. Finał z Brazylią ma wielkie znaczenie, poza szansą na trofeum to pewnie najbardziej wartościowy sprawdzian dla naszych przed wylotem do Tokio.

W niedzielę zobaczymy zapewne naszą najsilniejszą siódemkę i zespół walczący z Canarinhos o triumf. Nie tylko prestiżowy czy cenny sportowo, ale też pewnie ambicjonalny. W ostatnich latach gdy nasz zespół gra w finale wielkiej imprezy (poza mistrzostwami Europy rzecz jasna), to po drugiej stronie siatki stoją właśnie Canarinhos. I na razie statystyki są dla nas znakomite, bo dwa razy ograliśmy rywali w finałach MŚ.

W niedzielę zagrają - co zaskakujące - dwie ekipy, które nie zdołały dotąd dotrzeć do finału Ligi Narodów. Brazylia dwa razy była czwarta, Polacy w 2019 roku wywalczyli brąz w Chicago. W meczu o medal ograli w trzech setach... Canarinhos. Wcześniej zespół z Kraju Kawy zdominował Ligę Światową (9 zwycięstw, 20 medali), a nasi wywalczyli raz złoto (2012) oraz raz brąz (2011). W niedzielę historię napiszą na nowo.
logo