
Polscy siatkarze stoczyli zacięty pojedynek w finale Ligi Narodów z Brazylią, ale musieli uznać w Rimini wyższość mistrzów olimpijskich. Canarinhos wygrali decydujące starcie 3:1 (22:25, 25:23, 25:16, 25:14) i po raz pierwszy w historii mogą cieszyć się z triumfu w rozgrywkach. Nasz zespół wykonał znakomitą pracę przez ostatni miesiąc ciężkich rozgrywek, co na pewno zaprocentuje w turnieju olimpijskim w Tokio.
REKLAMA
Brazylia i Polska po raz pierwszy w trzyletniej historii Ligi Narodów dostały się do finału, w którym miały rozstrzygnąć, do kogo będzie należeć tytuł najlepszej ekipy tych morderczych rozgrywek. W finale we włoskim Rimini mierzyli się mistrzowie olimpijscy z mistrzami świata, zapowiadał się więc spektakl na najwyższym poziomie. I przedsmak tego, co czeka nas za niecały miesiąc w turnieju olimpijskim w Tokio.
Czytaj także:Pojedynek rozpoczął się od potężnych ciosów z obu stron, to trafił na skrzydle Ricardo Lucarelli, to odpowiedział mu Michał Kubiak. Kawał pięknej siatkówki widzieliśmy z obu stron, a gdy Paweł Zatorski kosmicznie podbił piłkę po akcji rywali, a nasz kapitan zamienił ją na punkt, było 8:6 dla Biało-Czerwonych. Kapitalnie serwowali nasi siatkarze, w ataku dominował Kubiak, a nieco słabszy moment miał Wilfredo Leon.
I tak nasi przeważali i mieli dwa "oczka" zapasu (12:10), a Brazylia musiała ścigać nasz zespół. Gdy atak popsuł Wallace de Souza, zrobiło się nawet 15:12 dla Polaków, którzy nie zwalniali tempa w ataku. Canarinhos twardo walczyli o swoje, Wallace de Souza wykończył ważną kontrę i znów był remis (16:16). A gdy Wilfredo Leon nie skończył ważnego ataku, Brazylia zyskała prowadzenie po uderzeniu Yoandy Leala (20:19).
Ostatnie piłki w pierwszej partii przyniosły triumf Biało-Czerwonych, a swoją robotę zagrywką wykonał Wilfredo Leon. Najpierw zaserwował z prędkością 121 km/h, rywale nie zdołali przyjąć. Potem poprawił tak, że zadziałał polski blok (23:20). A w samej końcówce partii dwa razy kapitalnie trafił w ataku Bartosz Kurek i było 25:22 dla Polaków.
Canarinhos od początku drugiej partii naciskali i starali się nasz zespół odrzucić od siatki zagrywką i skuteczną grą w ataku (4:2, 7:4). Niestety spore kłopoty miał w ataku Wilfredo Leon, z czego korzystali nasi rywale. Vital Heynen ze spokojem tłumaczył drużynie, co poprawić na parkiecie i po bloku Mateusza Bieńka na Yoandym Lealu zrobiło się 10:10. Emocje buzowały, nikt nie cofał ręki w ataku, to była znakomita siatkówka z obu stron (15:12).
Polacy cały czas ścigali rywali, a ci zaskoczyli nas świetną zagrywką, wykorzystali dwie kontry i prowadzili już 17:12. Trzeba było szybko poprawić jakość gry, wygrywać kontry i odrabiać straty. Mistrzowie świata ruszyli do walki, wygrali trzy kontrataki na siatce (17:18), aż Bartosz Kurek na prawej flance doprowadził do remisu 18:18. Niestety kolejne akcje wygrali nasi rywale (20:18), kluczowy atak trafił Yoandy Leal (24:22), a seta zamknął nieudany serwis Wilfredo Leona (23:25).
Tak jak można się było spodziewać, mecz był niezwykle zacięty, a mistrzowie olimpijscy zaczęli zyskiwać przewagę, bo znakomicie serwowali i opanowali sytuację na siatce (8:6, 12:8). Polacy zacięli się w ataku, a wielkie problemy miał Wilfredo Leon, którego Vital Heynen posadził na ławce, dając szansę gry Kamilowi Semeniukowi. Trzeba było odrabiać straty, bo Wallace de Souza i Yoandy Leal w ataku byli nie do zatrzymania (12:16).
Biało-Czerwoni nie poddali się, Mateusz Bieniek trafił wreszcie zagrywką (15:18), pozostały trzy "oczka" do odrobienia. Zamiast pościgu za Canarinhos nasi zaczęli popełniać jednak błąd za błędem (15:21), a Michała Kubiaka zmienił jeszcze Aleksander Śliwka. Fizycznie nasz zespół zaczynał odstawać od rywali, ci pewnie zmierzali po triumf, bo Kamil Semeniuk zepsuł dwa ważne ataki (15:23). Partię zamknął kolejny nieudany atak naszego skrzydłowego (16:25).
Polacy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji, czwartego seta trzeba było wygrać, więc nasz trener wrócił do podstawowej szóstki. Niestety Canarinhos grali swoje, Wallace de Souza obił nam blok i już Brazylia miała przewagę (7:4). Zerwali się do walki mistrzowie świata, doprowadzili do remisu (8:8) i byli blisko mistrzów olimpijskich, szukając swojej szansy. Niestety dręczyły nas błędy w ataku i na zagrywce, co nakręcało grę rywali (9:12).
Yoandy Leal wygrał kolejną kontrę dla Brazylii i było już 14:10 dla Kanarkowych, po chwili nasz nieudany atak oznaczał już sześć punktów przewagi oponentów (12:18). Polacy byli cieniem samych siebie z pierwszego seta, a rywale szli po swoje i mieli triumf na wyciągnięcie ręki. Nie było tym razem wielkiego odrodzenia w końcówce seta, było tęgie lanie od rywali i porażka, na którą sami również zapracowaliśmy swoimi błędami (14:25).
Brazylia po raz pierwszy w historii wygrała zmagania w Lidze Narodów, tak jak Polacy po raz pierwszy zagrali w finale i wzięli srebro. W meczu o brązowy medal tegorocznej Ligi Narodów Francuzi pokonali w Rimini Słowenię 3:0 (25:20, 25:18, 25:19). Les Bleus, tak jak Brazylia i Polska, wezmą udział w turnieju olimpijskim w Tokio. Słowenia na igrzyska nie awansowała, zagra dopiero jesienią w mistrzostwach Europy.
Brazylia - Polska 3:1 (22:25, 25:23, 25:16, 25:14)
Sędziowali: Vladimir Simonović (Serbia), Juraj Mokry (Słowacja)
Przebieg meczu:
I set: 6:8, 10:12, 14:16, 20:19, 22:25
II set: 8:5, 12:10, 16:12, 20:18, 25:23
III set: 8:6, 12:8, 16:12, 20:15, 25:16
IV set: 8:7, 12:9, 16:11, 20:13, 25:14
Sędziowali: Vladimir Simonović (Serbia), Juraj Mokry (Słowacja)
Przebieg meczu:
Brazylia: Bruno Rezende, Wallace de Souza, Ricardo Lucarelli, Yoandy Leal, Lucas Saatkamp, Mauricio De Souza, Thales Hoss (libero) oraz Alan Souza, Douglas De Souza, Isac Santos
Polska: Fabian Drzyzga, Bartosz Kurek, Wilfredo Leon, Michał Kubiak, Piotr Nowakowski, Mateusz Bieniek, Paweł Zatorski (libero) oraz Łukasz Kaczmarek, Kamil Semeniuk, Grzegorz Łomacz, Aleksander Śliwka.
Polska: Fabian Drzyzga, Bartosz Kurek, Wilfredo Leon, Michał Kubiak, Piotr Nowakowski, Mateusz Bieniek, Paweł Zatorski (libero) oraz Łukasz Kaczmarek, Kamil Semeniuk, Grzegorz Łomacz, Aleksander Śliwka.
