Po wybuchu, do jakiego doszło w krematorium w Strzelinie, fakturą za szkody obciążono rodzinę zmarłego.
Po wybuchu, do jakiego doszło w krematorium w Strzelinie, fakturą za szkody obciążono rodzinę zmarłego. Fot. Unsplash.com

Podczas spalania zwłok w piecu krematoryjnym w Strzelinie doszło do wybuchu. Placówka twierdzi, że eksplodował rozrusznik serca z ciała zmarłego i obciążyła rodzinę kosztami zniszczeń. "Tata nigdy nie miał rozrusznika" - protestują bliscy.

REKLAMA
Na polecenie zakładu pogrzebowego krematorium rachunek za naprawę pieca krematoryjnego wystawiło rodzinie zmarłego mężczyzny – czytamy w "Gazecie Wrocławskiej".
Po kremacji zmarłego na udar mężczyzny pogrążona w żałobie rodzina została wezwana przez zakład pogrzebowy Anubis po fakturę za naprawę pieca krematoryjnego w Strzelinie.
Bliscy zmarłego usłyszeli, że w piecu wybuchł rozrusznik serca, który uszkodził elektronikę urządzenia. Fakturę wystawiono na 800 zł, a po kilku dniach rodzina odebrała nadpalony rozrusznik. Jednak jak twierdzą bliscy zmarłego, nigdy nie miał on rozrusznika serca.
– Tata od marca do maja był w szpitalu przy ul. Borowskiej 3 razy. Ostatni raz przez trzy tygodnie. Wtedy miał badanie Holtera, usg serca. W marcu - rtg płuc. Świętej pamięci mama zawsze skrupulatnie dostarczała wszystkie dokumenty taty do POZ-u, podobnie my – powiedziała "Gazecie Wrocławskiej" synowa zmarłego.
– Było to niezbędne do wypisania właściwych leków dla taty. (...) Tata mieszkał z nami niemal do końca. (...) nie miał nigdy rozrusznika – dodała bliska zmarłego. Potwierdzenie tych informacji rodzina uzyskała w szpitalu i przychodni, gdzie leczył się w ostatnich latach.
Już po pogrzebie zmarłego 24 czerwca przedsiębiorcy ostatecznie zdecydowali, że rodzina zmarłego nie będzie płaciła za uszkodzony piec. Ma odnieść fakturę do zakładu pogrzebowego. Sprawa zostanie wyjaśniona między krematorium a zakładem pogrzebowym.
logo