Połączenia alarmowe 112 z Warszawy odbierają w Białymstoku.
Połączenia alarmowe 112 z Warszawy odbierają w Białymstoku. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Kuriozalną sytuację na swoim profilu na Twitterze opisał doktor Łukasz Szelecki. Gdy na warszawskim Gocławiu zobaczył pod swoim oknem wypadek, zaczął wzywać pomoc dzwoniąc pod numer alarmowy 112. Rozmowa została skierowana do centrum powiadamiania ratunkowego w Białymstoku.

REKLAMA
Doktor Łukasz Szelecki przebywał w mieszkaniu, gdy usłyszał straszny huk i od razu pobiegł na balkon, by zobaczyć, co się stało. Okazało się, że samochód wjechał w rowerzystę – nieprzytomny mężczyzna leżał na ulicy bez ruchu. Świadek zdarzenia natychmiast zadzwonił pod numer alarmowy 112, gdzie chwilę po odebraniu telefonu przełączono go na inną linię. Gdy znów podał miejsce zdarzenia, usłyszał, że nikt nie wie, o co chodzi.
"Nagle mówią, że system przełączył mnie z Warszawy do Białegostoku. Sąsiedzi krzyczą z balkonów, że ich też łączy z Białymstokiem. Po chwili dzwoni do mnie ktoś z Białegostoku pytając, po co dzwonię, skoro inni dzwonią" – napisał Szelecki w kolejnym wpisie.
"Karetka przyjeżdża po 10 minutach. Facet na szczęście żyje. System 112 nie żyje" – podsumował w trzecim tweecie.
"Gazecie Wyborczej" udało się dotrzeć do jednej z operatorek numeru alarmowego, która przyznała, że brakuje coraz więcej ludzi do pracy – stąd przekierowanie z Warszawy aż do Białegostoku.
Beata, operatorka numeru alarmowego w Warszawie

Jest nas coraz mniej, doświadczeni operatorzy odchodzą, bo są wypaleni. A chętnych do pracy brakuje. Kiepskie pieniądze, dużo stresu i ogromna odpowiedzialność. Wiemy, że to niebezpieczne, bo operator z Białegostoku nie zna topografii Warszawy i na odwrót. Czasem może to wydłużyć czas wezwania pomocy.

Czytaj także:
logo