
Kuriozalną sytuację na swoim profilu na Twitterze opisał doktor Łukasz Szelecki. Gdy na warszawskim Gocławiu zobaczył pod swoim oknem wypadek, zaczął wzywać pomoc dzwoniąc pod numer alarmowy 112. Rozmowa została skierowana do centrum powiadamiania ratunkowego w Białymstoku.
Jest nas coraz mniej, doświadczeni operatorzy odchodzą, bo są wypaleni. A chętnych do pracy brakuje. Kiepskie pieniądze, dużo stresu i ogromna odpowiedzialność. Wiemy, że to niebezpieczne, bo operator z Białegostoku nie zna topografii Warszawy i na odwrót. Czasem może to wydłużyć czas wezwania pomocy.
