Ratownik medyczny opowiedział o kulisach akcji po wypadku, który miał miejsce pod Stalową Wolą.
Ratownik medyczny opowiedział o kulisach akcji po wypadku, który miał miejsce pod Stalową Wolą. Fot. Facebook / Tarnobrzeg 112 - Ratownictwo Powiatu Tarnobrzeskiego

Nie milkną echa po tragicznym wypadku pod Stalową Wolą. Wszyscy zapamiętaliśmy strażaka, któremu zrobiono zdjęcie, kiedy opiekował się osieroconym chłopcem. Na słynnym już zdjęciu znalazł się też ratownik medyczny. Teraz on zrelacjonował, co działo się po tragedii.

REKLAMA
"Dotarliśmy jako trzeci zespół ratownictwa medycznego, więc już ze świadomością, że jedziemy po pacjentkę w stanie krytycznym, ale jest tam jeszcze dziecko. Okazało, że dziecko jest w stanie niezagrażającym życiu, trzyma je w ramionach jakaś przypadkowa pani (...) Należą jej się słowa uznania i podziękowanie, bo była tam na miejscu ogromną pomocą. Dbała, by chłopczyk widział i słyszał jak najmniej, uspokajała go" – opowiedział Tomasz Ziemianin.
Ratownik ze Stalowej Woli postanowił opisać przebieg zdarzeń z wypadku, ale tylko w mailu, który dostała Wirtualna Polska. Jak wspominał, wszystkie siły skupiły się na ratowaniu pacjentki. "Przystąpiliśmy do resuscytacji, ale zorientowaliśmy się, że ona nie miała szans przynieść efektów. Wtedy zaczęło do mnie docierać, że to dziecko może być synkiem tej pary biorącej udział w wypadku" – tłumaczył.

Mężczyzna opisał też, jak trudna była dla niego chwila, gdy zdał sobie sprawę, że chłopczyk już nie ma rodziców.
Tomasz Ziemianin, ratownik ze Stalowej Woli
Relacja z tragicznego wypadku

Choć nic nie mogłem zrobić, bo nie było żadnych szans na ratunek dla tej kobiety, poczułem się jakby winny, że ta pacjentka odeszła. Trudno to oddać słowami. Tych emocji nie da się tak do końca opisać. I jeszcze ta bezsilność, która aż bolała w tamtej chwili. Kolega, który już ma dzieci, otwarcie płakał.

Tomasz Ziemianin podkreślał, że tak naprawdę poczuł ulgę, kiedy zdał sobie sprawę, że to nie on będzie musiał tłumaczyć dziecku, co się stało.
"Trzeba było się skupić na tym, żeby znaleźć chłopczykowi spokojne miejsce w karetce, zabrać go stamtąd, zbadać. Dziecko płakało, wołało mamę... Jedynym światełkiem był wynik badania, który pozwolił stwierdzić, że małemu właściwie nic poważnego nie jest" – dodał ratownik.

Wypadek pod Stalową Wolą

Przypomnijmy, że w sobotę 3 lipca pijany kierowca doprowadził do zderzenia czołowego z jadącą z naprzeciwka inną osobówką. Do zdarzenia doszło niedaleko Stalowej Woli. Zginęło małżeństwo podróżujące tym drugim pojazdem, przeżył tylko ich niespełna 3-letni syn.
Niedługo po zdarzeniu policja ustaliła, że kierowca pierwszego auta w niebezpieczny sposób wykonywał manewr wyprzedzania na drodze wojewódzkiej nr 871 Stalowa Wola - Tarnobrzeg. Później okazało się, że mężczyzna prowadził pod wpływem alkoholu.
W poniedziałek 5 lipca 37-latek został przesłuchany. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.
Czytaj także:

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut