Dlaczego pism przygotowywanych przez urzędników nikt nie jest w stanie zrozumieć?
Dlaczego pism przygotowywanych przez urzędników nikt nie jest w stanie zrozumieć? Fot. Shutterstock.com

Załatwianie spraw urzędowych jest katorgą nie tylko ze względu na przedłużające się terminy, czy kolejki do okienka. Byłoby o wiele łatwiej, gdyby obowiązujący w urzędach język był choć odrobinę bardziej zrozumiały. - To język ezoteryczny - mówi naTemat językoznawca, prof. Jerzy Bralczyk.

REKLAMA

Bo jak zrozumieć na przykład to:

Niezrozumiała treść pisma urzędowego jest często powodem poczucia krzywdy obywatela. Ludzie mają prawo do przystępnie sformułowanych decyzji CZYTAJ WIĘCEJ

Irena Lipowicz

Rzecznik Praw Obywatelskich

Przytoczone przykłady to tylko kropla w morzu urzędniczych szarad językowych. – Niezrozumiała treść pisma urzędowego jest często powodem poczucia krzywdy obywatela. Ludzie mają prawo do przystępnie sformułowanych decyzji – mówiła serwisowi samorządowemu PAP przed rokiem prof. Irena Lipowicz, Rzecznik Praw Obywatelskich. I od tego czasu nieprzerwanie prowadzi kampanię przeciwko mieszaniu obywatelom w głowach urzędniczym bełkotem.

Obywatel ma prawo zrozumieć Językoznawcy pracujący dla RPO zbadali pisma przygotowywane przez biuro Rzecznika i Mazowiecki Urząd Wojewódzki. Po kilku miesiącach żmudnej analizy eksperci stwierdzili, że urzędnicy popisują się na praktycznie każdym polu językowej niepoprawności. Kuleje gramatyka, stylistyka, interpunkcja i ortografia. Najcięższym grzechem biurokratów jest jednak zamiłowanie do stosowania zbyt wielu zdań wielokrotnie złożonych w jednym tekście. Przykład poniżej...

Dlatego już w ostatni weekend października w Warszawie RPO organizuje I Kongres Języka Urzędowego. Specjaliści od języka chcą zacząć na nim uczyć specjalistów od stosowania i tworzenia prawa używania znacznie bardziej komunikatywnego języka. Stworzone mają zostać też ogólne standardy poprawnej polszczyzny, które powinna obowiązywać w języku urzędowym.

"To język ezoteryczny" – Od dłuższego czasu taka akcja na rzecz uproszczenia języka urzędowego prowadzona jest w Skandynawii, a przede wszystkim w Szwecji. Bo i tam był to problem bardzo uciążliwy – mówi naTemat językoznawca prof. Jerzy Bralczyk. Jego zdaniem, przyczyny takiego stanu rzeczy leżą w specyficznej urzędniczej mentalności. – Dość często urzędnik myśli o tym, by być precyzyjnym. A precyzja jest przez niego rozumiana jako potrzeba wprowadzenia specjalistycznej terminologii i uszczegółowienia wszystkiego. Poza tym, urzędnik znając te specjalistyczne formuły uważa, że to, co napisał jest dość jasne. Trudno mu wyobrazić sobie innego człowieka zagubionego w gąszczu tych słów – tłumaczy.

Ja również bardzo często mam wiele kłopotów ze zrozumieniem tekstów oficjalnych. Czasem po prostu rezygnuję z jakichś dalszych działań, w innych przypadkach ufam, że nikt nie chce mojej szkody i zakładam, iż powinienem taki dokument podpisać

prof. Jerzy Bralczyk

językoznawca

Profesor zwraca również uwagę, że pociąg do stosowania wydumanych form bywa spowodowany chęcią stworzenia w ten sposób zamkniętego, elitarnego świata. – Taki język bywa ezoteryczny. To znaczy właściwy ludziom pełniącym władzę, mającym wyższość nad innymi. Oni uważają, że nie muszą pochylać się do zwykłego śmiertelnika. Tak było niegdyś z niezrozumiałym językiem kapłanów, którego profani nie mieli prawa zrozumieć – mówi.

Co specjalista napisał, specjalista odczytać musi – Ja również bardzo często mam wiele kłopotów ze zrozumieniem tekstów oficjalnych. Czasem po prostu rezygnuję z jakichś dalszych działań, w innych przypadkach ufam, że nikt nie chce mojej szkody i zakładam, iż powinienem taki dokument podpisać – mówi jeden z najbardziej cenionych polskich językoznawców.

Jerzy Bralczyk nie odrzuca też możliwości, że urzędnikami czy prawnikami kierują bardzo przyziemne powody. – Być może rzeczywiście jest tak, że prawnicy najpierw tworzą ten "język ezoteryczny", a potem sami stają się jego tłumaczami. To byłoby jednak najbardziej godne potępienia, ponieważ prowadziłoby do wytworzenia wyjątkowej zależności od specjalistów. Nie chciałbym aż tak źle o nich myśleć – podsumowuje.