Polscy siatkarze to główny faworyt do medalu w Tokio, czy podołają wyzwaniu?
Polscy siatkarze to główny faworyt do medalu w Tokio, czy podołają wyzwaniu? Fot. FIVB

44 lata, 11 miesięcy i 22 dni - tyle czekamy na medal polskich siatkarzy w igrzyskach olimpijskich. Dokładnie 30 lipca 1976 roku Biało-Czerwoni zdobyli złoty medal w Montrealu. Czekamy już bardzo długo, kilka razy nasz zespół jechał po medal, raz nawet po triumf. I zawsze to samo. Porażka. Poczucie klęski. Później nadzieja. Budowanie na nowo. Czy w tym roku się wreszcie uda? W Tokio Biało-Czerwoni mają wywalczyć złoto. Wszyscy wierzymy, że są #GotowiNaTokio.

REKLAMA

Cały kraj nie spał, cały kraj kibicował. A siatkarze wyrwali złoto ZSRR

„I aut! Aut, nie było bloku!” – krzyczy, wręcz drze się w niebogłosy sprawozdawca TVP Wojciech Zieliński. W Polsce dochodzi piąta nad ranem, ale kraj nie śpi. Wszyscy przed telewizorami, emocje sięgają zenitu. Biało-Czerwoni walczą przecież w finale igrzysk olimpijskich. I to z kim! Z Ruskimi walczą. Mamy 1976 rok, ale mecze z Rosjanami wciąż mają swój smak, swój wymiar.
– Tak się to ułożyło w Montrealu, my mieliśmy ciężką grupę, a Rosjanie mieli bardzo łatwą. Konfrontacja nastąpiła dopiero na koniec turnieju – wspomina Edward Skorek, kapitan mistrzów świata, którzy na parkiecie spędzili w turnieju olimpijskim ponad 11 godzin. Rywale tylko pięć.
Oczywiście ZSRR to faworyt, gigant. A nasi próbują go pokonać i dokonują czegoś, co na długie lata zdefiniuje postrzeganie siatkarzy i samej siatkówki nad Wisłą. Tamten finał wygraliśmy po dwóch godzinach i 26 minutach walki. Nerwów. Cierpienia. Poświęcenia. Wygraliśmy 3:2 (11:15, 15:13, 12:15, 19:17, 15:7), choć lepiej jest chyba napisać: wyszarpaliśmy triumf rywalom. I po dziś dzień czekamy. Na taki triumf, na takie emocje, na taki zespół. Ile już czekamy? 44 lata, 11 miesięcy i 22 dni.
– Mamy szanse na medal, ale na jaki? Trudno to powiedzieć w tej chwili. Na pewno jest kilku pretendentów do walki o złoto. Turniej trwa przez całe igrzyska, jest długi i trzeba umieć sobie radzić na co dzień. Być skoncentrowanym na kolejnym celu, przez cały ten czas, co samo w sobie jest trudne. Igrzyska to inne granie niż w mistrzostwach świata czy Europy. Ale szansa jest, mam nadzieję, że nie tylko na brąz, ale też na coś więcej – analizuje Edward Skorek. On i jego koledzy ze złotej drużyny czekają na godnych następców, którzy pójdą wreszcie ich złotym tropem.

– Nasz zespół jest faworytem i stać go na to, żeby wygrać turniej olimpijski. Chłopcy już udowodnili, że są jednym z najlepszych zespołów na świecie, brakuje im tylko tego złotego medalu. Od tylu lat są na szczycie, mają wielką szansę na medal i mam nadzieję, że z niej skorzystają – dodaje inny członek złotej drużyny Wagnera, Ryszard Bosek. Wówczas lider drużyny, gwiazda światowego formatu. Później trener Biało-Czerwonych, menedżer, działacz. A dziś po prostu kibic.
Na ten medal czeka kilka pokoleń siatkarzy, którzy próbowali i którzy nie dali rady. W latach 80. nasz zespół zniknął z olimpijskich aren, wrócił w 1996 roku, ale przegrał wszystkie mecze. Regularna walka zaczęła się od Aten i igrzysk w 2004 roku.
– Zagrałem z drużyną w Atenach i Pekinie, w obu turniejach zatrzymywaliśmy się na ćwierćfinałach. W Pekinie ten mecz z Włochami, zapamiętałem go na długo (Polacy przegrali 2:3 - przyp. red.). Ja do Londynu już nie pojechałem na igrzyska, a nasz zespół znów przegrał w ćwierćfinale. Porażka z Australią (1:3 - przyp. red.) pokrzyżowała nam plany w grupie i znowu się nie udało – wspomina inny z wielkich, Piotr Gruszka. Jako 19-latek zagrał w Atlancie, później zaznał goryczy kolejnych porażek ćwierćfinałowych. Przyjęło się więc uważać, że ten etap jest dla nas magiczny, że ciąży jakaś klątwa.

Ćwierćfinał, ćwierćfinał i jeszcze raz ćwierćfinał. Przełamać klątwę i wziąć awans

– Ćwierćfinał dla nas był zmorą od 2004 roku. Nie jesteśmy w stanie przejść tego ćwierćfinału, sam miałem dwa razy okazję się na tym etapie wyłożyć – przypomina były kapitan kadry Marcin Możdżonek.
– Trzeba będzie w ćwierćfinale zaprezentować się najlepiej, jak to możliwe. I wytrzymać presję, a do tego napór przeciwnika – przestrzega Edward Skorek, legenda reprezentacji.
Ćwierćfinał zawsze jest trudny, bo to jeden jedyny mecz. Daje szansę awansu do strefy medalowej, ale nie można zagrać go po raz drugi – uważa Piotr Gruszka, rekordzista pod względem występów w drużynie narodowej.
– Czasem pojawia się myślenie, że przecież może się nie udać. Trzeba się przyzwyczaić do tego, że się jest faworytem, także w ćwierćfinale – dodaje Ryszard Bosek, przed którego atakami drżeli rywale na całym świecie. Także w finale olimpijskim z ZSRR.
– Jestem pewien, że nasza reprezentacja tym razem klątwę ćwierćfinałów przełamie i awansuje do półfinału – mówi Sebastian Świderski, przez lata filar Biało-Czerwonych, dwukrotny olimpijczyk.
Jak widać, wszyscy jak mantrę powtarzają słowo ćwierćfinał i odmieniają je przez wszystkie przypadki. Wygrać, podołać, pamiętać, przejść, awansować, zagrać. Nic w tym dziwnego, wróćmy na chwilę do historii naszych olimpijskich potyczek.

Ateny, 2004 rok. Polacy w ćwierćfinale nie są faworytem, dostają lekcję od Brazylii - 0:3 (22:25, 25:27, 18:25). Pekin, 2008 rok. Polacy w ćwierćfinale zaskoczyli Włochów, brakowało niewiele, przegrywają z Italią - 2:3 (19:25, 22:25, 25:18, 28:26, 15:17). Londyn, 2012 rok. Polacy są faworytem, ale zawodzą w fazie grupowej. W ćwierćfinale trafiają na Rosjan. Efekt? 0:3 (17:25, 23:25, 21:25). Rio de Janeiro, 2016 rok. Kadra nie gra dobrze, ale wygrywa. W ćwierćfinale czekają Amerykanie. I znów się nie udało - 0:3 (23:25, 22:25, 20:25). To nie przypadek. Cztery mecze, cztery porażki, raptem dwa wygrane sety. Klątwa ćwierćfinału.
Jaka jest recepta? Grać najlepiej jak to możliwe, wyjść na parkiet i wreszcie wygrać ten ćwierćfinał. Proste, prawda? Cóż, na igrzyskach nic nie jest proste. – Doświadczenie olimpijskie jest potrzebne, nie tylko jednostek, także całego zespołu. Odporność mentalna, na to co zrobi przeciwnik. Do tego odpowiedzialność za grę zespołu, za wynik. Nasza drużyna jest jedną z najlepszych na świecie i ma to coś – argumentuje Ryszard Bosek.

Celem siatkarzy złoty medal w Tokio. Czy są gotowi?

Cóż, odpowiedź poznamy dopiero w trakcie turnieju olimpijskiego. Nasz zespół musi najpierw wygrać grupę, co wcale nie będzie łatwe. Nieobliczalny Iran, Włosi, którzy są wielką niewiadomą. Później Wenezuela, Japonia i Kanada. A później ćwierćfinał. Siatkarze rozegrali niejeden trudny mecz, wychodzili razem z różnych opresji. Mają w składzie liderów – Michała Kubiaka, Bartosza Kurka, Wilfredo Leona, Pawła Zatorskiego. I są gotowi ogrywać Brazylię, USA, Rosję, Francję czy Argentynę, bo zapewne z którąś z tych ekip zagramy o półfinał.

Jest też nieobliczalny i pomysłowy Vital Heynen, który przyszedł do Polski, by wywalczyć medal olimpijski z Biało-Czerwonymi. Budował, zaskakiwał, czasem zachwycał, albo drażnił na przemian. Ale wciągnął zespół na poziom światowy. Nie ma samozachwytu, pychy, spoglądania z góry i braku szacunku. Widać pokorę, ciężką pracę i koncentrację na celu. Są sukcesy, każdą imprezę od mundialu w 2018 roku kończyliśmy na podium.
– Pamiętam moje pierwsze igrzyska, w Monachium. Mieliśmy wielkie szanse na medal, ale przegraliśmy pierwszy mecz i wszystko się rozsypało. Zajęliśmy dziewiąte miejsce – przypomina Ryszard Bosek. Wtóruje mu Edward Skorek. – Przez całe igrzyska są sukcesy i pojawiają się porażki, to wpływa na całą kadrę olimpijską i towarzyszy drużynie od początku. Bardzo ważna jest umiejętność koncentracji na celu. Myślę, że siatkarze podołają temu wyzwaniu – mówi nam legenda.

Porażki mają przekuć w naukę, siłą ma być doświadczenie

Czy wyciągnęliśmy wnioski z Aten, Pekinu, Londynu i Rio? Czy siatkarze będą skupieni przez cały turniej na celu, jakim jest medal? Czy unikniemy problemów wewnątrz drużyny, które mogą pokrzyżować plany? Czy sportowo podołamy wyzwaniom igrzysk? Do Tokio nasz zespół pojechał jako murowany faworyt, chyba po raz pierwszy w historii.
– Wszystkie znaki na niebie i ziemi, a zwłaszcza na boisku wskazują, że jesteśmy faworytem tego turnieju. Mamy tak mocną, doświadczoną i świadomą reprezentację, wiedzącą czego chce na boisku, żeby ten ćwierćfinał wygrać. Jestem przekonany, że przejdą ten etap bez większych problemów, obojętnie na kogo trafią. Będziemy cieszyć się grą w półfinale, a może i finale – przekonuje raczej oszczędny w ocenach hurraoptymistycznych Marcin Możdżonek.

Siła i klasa sportowa. Doświadczenie. Koncentracja na celu. Znakomita atmosfera. Wreszcie ciężka praca. To wszystko zawodziło przed laty. Tym razem ma być i będzie inaczej. Czy Polacy zdobędą medal w Tokio?
– Są gotowi – mówi Edward Skorek.
– Brakuje im tylko tego złotego medalu – dodaje Ryszard Bosek.
– Są faworytem – przypomina Piotr Gruszka.
– Jestem spokojny o ten zespół – mówi Sebastian Świderski.
– Będziemy cieszyć się ich grą – zapewnia Marcin Możdżonek.
Na koniec oddajmy głos człowiekowi, który ma za sobą porażki w Londynie i Rio, który jest sercem tej drużyny i jak mówią „grałby nawet z urwaną jedną nogą”. Michał Kubiak, kapitan reprezentacji Polski. Człowiek, który nienawidzi przegrywać i który dla Biało-Czerwonych zostawił mnóstwo zdrowia na parkiecie.
– Japonia jest moim drugim domem. Chcę zdobyć upragnione złoto – mówi bez ogródek, ale też fałszywej skromności czy zbędnego asekurowania się. Po niemal 45 latach Biało-Czerwoni mają jeden cel, wygraną w turnieju olimpijskim. Niewiele zabrakło, a pandemia pozbawiłaby naszych mistrzów świata życiowej szansy. Czekali rok i są gotowi. I wreszcie chcą dokonać czegoś, na co czekamy niemal 45 lat.
„I aut! Aut, nie było bloku!” – niech wykrzyknie po ostatniej piłce wygranej przez Polaków sprawozdawca. A później? Później będzie feta i miejsce w historii.
Więcej informacji na temat igrzysk olimpijskich w Tokio znajdziesz w naTemat. Jesteśmy #GotowiNaTokio.
Czytaj także:

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut