
"Cztery siostry 1925-1945" to kolejna odsłona trylogii "Zakładnicy wolności". Nina Majewska-Brown prezentuje fabularyzowane fakty na temat rodziny Zabierzyńskich, która tym razem musi zmierzyć się z szalonymi latami 30. XX wieku oraz wojenną zawieruchą. W tej części dowiadujemy się więcej nie tylko o losach Flory i Konstantego, ale także ich czterech córek.
REKLAMA
"Cztery siostry 1925-1945. Zakładnicy wolności" to druga część trylogii Niny Majewskiej-Brown o rodzinie Zabierzyńskich. Autorka w bardzo dokładny i wierny historycznie sposób opisuje dzieje Flory i Konstantego Zabierzyńskich oraz ich czterech córek wplatając ich dzieje w szerszy kontekst przemian w Polsce w latach 30. oraz w katastrofalny obraz II wojny światowej.
To nie jest kolejna nudna książka o historii. Jej fabuła jest wciągająca, a opisy w niej zawarte są bardzo dokładne. Z pewnością każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie.
Udało się nam porozmawiać z autorką "Czterech sióstr..." Niną Majewską-Brown. Podpytaliśmy ją trochę o fabułę i kulisy powstawania książki. Autorka zdradziła nam także, czy będzie kontynuowała opisywanie historii Zabierzyńskich po ukończeniu trylogii.
Gratuluję kolejnej, bardzo wciągającej historii, w której jeszcze raz zaprasza pani czytelników do domu Florentyny i Konstantego. Czasy się zmieniają, ale niektóre problemy rodzinne są cały czas takie same, jak na przykład zrzędliwa teściowa Flory, która dokazuje jej już od pierwszych stron "Czterech sióstr"...
Seweryna do dziś wspominana jest w rodzinie jako teściowa z piekła rodem. Przekonana o swojej słuszności, nieomylności, zakorzeniona w tradycji i przeciwna wszystkiemu temu co modne i nowoczesne. Wyznawczyni teorii, że wszystko, co dobre już było, że lepsze jest wrogiem nowego i tym samym wielka przeciwniczka podążającej z duchem czasu synowej.
Ten odwieczny pokoleniowy konflikt w wielu rodzinach niestety żywy jest do dziś.
Ale wracając do "nowych czasów" i związanych z nimi przemian, przy okazji poprzedniej książki rozmawialiśmy o archeologii czy feminizmie, czyli zmianom i modom, które towarzyszyły latom 20. XX wieku. Teraz pisze Pani o latach 30. XX wieku i nowinkach tych czasów, które bardzo gładko wplata Pani w fabułę. Wydaje się jednak, że podobnie jak w poprzedniej książce starsze pokolenie nie za dobrze przyswaja niektóre zmiany, a nawet traktuje je z wrogością...
Pojawienie się prądu dla wielu było przekleństwem i zagrożeniem, a przecież on rewolucjonizował niemal wszystkie płaszczyzny życia. Bicykle i samochody postrzegano jako maszyny z piekła rodem, a poza wszystkim nie wypadało, by prowadziły je kobiety, o nowych wynalazkach w postaci kosmetyków na bazie wapna palonego, arszeniku, rtęci na wypryski i smoły na włosy nie wspominając.
W Poznaniu w okresie międzywojennym były nawet trzy automatyczne kawiarnie. Nie sposób umknąć postępowi i raczej należy iść z duchem czasu, tylko nie wszystkim się to podoba. Stąd w rodzinie Zabierzyńskich liczne konflikty i podczas gdy Seweryna już mentalnie poprawia sobie poduszkę w trumnie, jej mąż, pasjonat nowinek technicznych, przeżywa drugą młodość, kupując najnowszy model samochodu.
Jak zwykle okazuje się, że wszystko jest w naszej głowie i tak wiele w życiu i relacjach z innymi zależy od naszego nastawienia do świata i ludzi, nawet jeśli różnią się od nas poglądami.
Ale Seweryna znajduje też coś dla siebie – fascynację okultyzmem i wróżbami. Skąd pomysł na ten wątek w Pani książce? Powiem szczerze, że bardzo mnie zaskoczył!
W rodzinnych archiwach zachowała się tabliczka do wywoływania duchów i niezwykle interesujący poradnik dla domorosłych hipnotyzerów. Powszechnie, zwłaszcza w tak zwanych wyższych sferach, z zaciekawieniem praktykowano wszystko to, co mogło dać odpowiedź, albo wyobrażenie o życiu poza ciałem, życiu po życiu.
Zresztą do dziś ten temat nas fascynuje, nic więc dziwnego, że nasi pradziadowie traktowali te eksperymenty, jako świetną zabawę, która ponoć mogła skończyć się nawet opętaniem. I chyba ten dreszczyk emocji i niebezpieczeństwa pociągał ich w tym procederze jeszcze bardziej.
W "Czterech siostrach" widzimy czasy od dojścia Hitlera do władzy aż do lat wojny. Florentyna, Konstanty oraz ich cztery córki muszą się dostosować do niemieckiej okupacji i odnaleźć się w wojennej zawierusze. O wydarzeniach na świecie dowiadujemy się z czytanych przez Florentynę gazet, książek i z jej rozmów z Konstantym. Szczególnie mocny jest fragment, w którym Florentyna rozmawia z mężem o Hitlerze i jego zamiarach po dojściu do władzy w 1933 roku, po czym komentuje swoją dyskusję słowami, że gdyby wiedziała, co się stanie kilka lat później, nie siedziałaby tak spokojnie w miejscu...
To niesamowite, w jakiej nieświadomości i ufności żyli ludzie tuż przed wybuchem wojny. Niewielu dostrzegało wielkie zagrożenie ze strony rosnącego w siłę Hitlera, mając nadzieję, że do wybuchu wojny nie dojdzie. W książce nieco obnażam mechanizmy i to, co działo się w kraju we wrześniu 1939 roku, a co było udziałem zwykłych ludzi.
Chaos i panika splatały się z histerycznymi ewakuacjami na wschód, gdzie wiele z rodzin po przejściu kilku kilometrów zwyczajnie zawracało do często już splądrowanych przez szabrowników domów.
Rzadko kto się spodziewał, że zmiany polityczne, które dokonały się w rządzie niemieckim w 1933 roku będą tak brzemienne w skutkach. Że powstanie Holokaust, a masowa eksterminacja ludności przybierze taki wymiar.
Mało kto pamięta, że urodzony w Środzie Wielkopolskiej naczelnik Kraju Warty, wzorowy nazista Arthur Greiser, był prekursorem wykorzystywania gazu, by zabijać więźniów, że mówił o rozgwieżdżonym niebie nad Łódzkim Gettem odnosząc się do żółtych gwiazd, które nakazał nosić Żydom, o jego brutalności i bezwzględności. Ale to też część poznańskiej i wielkopolskiej historii.
Nigdy nie poznamy odpowiedzi na pytanie, co by zrobiła Flora, gdyby mogła zajrzeć w przyszłość. Czy rodzina uciekłaby z kraju? Czy inaczej by się przygotowała do okupacji?
Wojna zmienia ludzi – mówi w książce Flora. Opisuje Pani w "Czterech córkach" historię Karalusa, na którego donosi jego własny brat. W rodzinie Florentyny taką zdradą jest ucieczka i bunt Klary, kucharki, którą wszyscy traktowali jak skarb rodziny.
Tylko ekstremalne sytuacje i to jak się w nich odnajdujemy, obnażają nasze prawdziwe oblicza, które dla nas samych mogą być wielkim zaskoczeniem.
Wojna wyzwoliła w ludziach emocje i zachowania, do których wcześniej nie byli zdolni. Obok donoszenia na siebie, bezwzględnej walki o przetrwanie, były też godne podziwu postawy, gdzie narażając własne życie i bezpieczeństwo najbliższych, zdobywano się na największe poświęcenie, ratując innych.
Wspomina pan o znajomym rodziny - Karalusie, którego za przysłowiową flaszkę wódki wydał brat. Klara okazała się równie wielkim zagrożeniem, bo postanowiła mścić się za to, że życie obsadziło ją w roli kucharki, a nie pani domu.
Ale należy w tym miejscu wspomnieć również o stacjonującym w Środzie Wielkopolskiej młodym esesmanie, który ostrzegając przed aresztowaniem, uratował rodzinę Błażejewskich, a potem córkę Florentyny i Konstantego – Marię. Zdrada, ale też przyzwoitość były po obu stronach konfliktu.
Racja, jego postawa była wyjątkowa. Pomówmy też trochę o tytułowych bohaterkach, czyli córkach Florentyny i Konstantego. Każda z nich jest inna. Różnią się, chociażby charakterami i życiowymi aspiracjami. Łączą je z kolei podobne perypetie i problemy tak jak w innych rodzinach. Skąd czerpała pani aspiracje, żeby tak dokładnie przedstawić cztery siostry?
Ze wspomnień rodzinnych, zapisków, listów i dokumentów. To niesamowite ile dobra oprósza nas gdy pracujemy z historykiem, Zbigniewem Jóźwiakiem, nad książką. Przez przypadek natrafiliśmy na zapiski z ucieczki na Wołyń najstarszej córki Wiktorii.
Potem w nasze ręce wpadł pamiętnik Zosi, która poznała smak zakazanej miłości zakochując się z wzajemnością w esesmanie, a ostatnio przez zupełny przypadek ze śmietnika zostały odzyskane cztery albumy ze zdjęciami rodziny.
Wpadamy na nowe tropy w archiwach, ale też pojawiają się nowi świadkowie, którzy potwierdzają to, o czym piszemy i podsuwają nowe wątki. To niesamowite jak żywa jest historia tej rodziny i jak szerokie zatacza kręgi. Wraz z nią dotarliśmy między innymi do Kozielska, z którego cudem uciekł stryj Zbyszka Jóźwiaka, jeden z bohaterów książki. To mało znana historia, którą opisujemy na łamach sagi.
Pisze pani także o pojawiających się wobec sióstr pewnych społecznych i towarzyskich oczekiwaniach. Na przykład na najstarszą z sióstr wywierano presję, żeby znalazła męża nie pytając ją o jej marzenia i o to, co chce robić w przyszłości.
Mariaże i aranżowane małżeństwa były na porządku dziennym. Florentyna i Konstanty nie byli wyjątkiem. Jak większość par z "pewnych" sfer nie pozostawiono im wyboru. Mieli szczęście, że uczucie się pojawiło i zaowocowało stworzeniem dużej, szczęśliwej, choć wielokrotnie doświadczanej przez los rodziny.
To była chyba jedyna rzecz, której zazdroszczono ludziom z czworaków, którzy zakochiwali się w sobie i mieli więcej swobody w doborze życiowego partnera.
Ale chyba nie byłaby to pani książka, gdyby nie poruszyła pani jakiegoś ważnego społecznie tematu, czy nie skomentowała jakiegoś konwenansu tamtych czasów. Mówię tutaj na przykład o wątku z ciążą Elżbiety, kuzynki Konstantego. W tamtych czasach ciąża dla niezamężnej panny była po prostu brzemieniem. Kobiety stygmatyzowano z tego powodu...
Tak to prawda, podobnie jak ciąża jednej z córek – Zosi, której ojcem dziecka nie dość, że był Niemiec, to w dodatku esesman. Obie dziewczyny znalazły się w fatalnym położeniu, gdzie to na nie, a nie na mężczyzn, spadła pełna odpowiedzialność za to co się stało.
Obie musiały uciec i dla obu życie wydawało się skończone. Takich rzeczy, przedślubnego seksu, nie wybaczano, a w przypadku Zosi, dodatkowo jej i jej partnerowi oraz rodzinie groziła śmierć.
To był czas, gdy ojcowie zaprowadzali synów do domów publicznych, by od profesjonalistek uczyli się arkanów sztuki miłosnej i nikt nie upatrywał w tym niczym złego. Żony na zdrady mężów przymykały oczy, bo od mężów były zależne.
Było to w powszechnym obyczaju, a lata dwudzieste, swoboda, kabarety i potańcówki sprzyjały towarzyskiemu rozluźnieniu. Pojawił się też typ kobiety wampa, który jednak w społecznej ocenie nie był najlepszym wzorcem dla dziewcząt z dobrych domów.
Obecnie w niektórych tzw. tradycyjnych rodzinach niestety jest nadal tak samo, czas zatrzymał się na początku XX wieku i ciąża bez ślubu to hańba nie do zmycia...
Bardzo nad tym ubolewam. W ciążę nie zachodzi się w pojedynkę, problem tylko polega na tym, że dziecko i jego wychowanie przypisane jest kobiecie. Wielu mężczyzn z łatwością i bezceremonialnie znika z życia niedawnych kochanek, zwłaszcza jeśli dziecko okazuje się upośledzone.
Zdecydowanie kobieta pod każdym względem ponosi większą "karę" za spłodzenie dziecka z kimś, kto nie jest jej stałym partnerem, mężem. I, mimo że pozornie żyjemy w pełnym nowoczesności i wyzwolenia XXI wieku, taka ciąża nadal dla wielu jest niezmywalnym piętnem.
Wróćmy jeszcze do książki, sporo miejsca poświęca pani także sytuacji Żydów m.in. na terenach wcielonych do III Rzeszy.
To chyba naturalne, bo przecież Żydzi byli członkami naszego społeczeństwa i nie sposób pominąć ich w opowiadanej historii. Mijaliśmy się na ulicach, robiliśmy u nich zakupy, nasze dzieci wspólnie się bawiły i dorastały.
W dodatku w czasie II wojny Żydówkę z dzieckiem ukrywała Marysia, a potem jej matka – Florentyna. Zabierzyńscy, jak podkreślała Flora, ratowali życie nie Żydówce, tylko człowiekowi. Dla nich nie miało znaczenia, jakiego jest wyznania i jakie ma przekonania.
Była prześladowaną kobietą z małym dzieckiem, której bezwzględnie trzeba było pomóc, nawet jeśli narażało się własne życie. Inną sprawą było to, jak to zrobić, bo ukrycie to jedno, a funkcjonowanie w ukryciu to drugie. To banalna, a jednocześnie niezwykle kłopotliwa kwestia dostarczenia jedzenia, wody, utrzymania higieny, etc. To nastręczało wiele problemów.
Czy przeczytamy o kolejnych losach rodziny Flory i Kostka?
Tak zdecydowanie, właśnie pracuję nad kolejnym tomem, poza tym odnaleźliśmy pamiętnik Zosi i też chciałabym go opublikować. Materiałów jest tyle, że saga rozrośnie się pewnie do pięciu tomów, ale też, po drodze, szykuję małą niespodziankę.
Zdecydowanie, jest na co czekać!
Tekst powstał we współpracy z wydawnictwem Bellona
