
Właśnie ujawniono rzekomo zaadresowany do Joachima Brudzińskiego mail, który znalazł się wśród innych wiadomości upublicznionych w ramach tzw. "afery e-mailowej". Z treści korespondencji wynika, iż polityk miał pomóc członkom swojej rodziny znaleźć pracę.
Przypomnijmy, że od początku czerwca na rosyjskim Telegramie zaczęły pojawiać się domniemane maile z prywatnej poczty elektronicznej szefa KPRM Michała Dworczyka. W wywiadzie dla "Wprost" polityk zaznaczył, że używanie takiego adresu korespondencji nie było naruszeniem żadnych obowiązujących przepisów, a korzystał z nich, ponieważ "występuje w wielu rolach".
– Jeśli chodzi o materiały, które tam się znajdowały, nie było żadnych objętych klauzulą, nie było materiałów niejawnych w rozumieniu ustawy. Oczywiście były tam różne informacje wrażliwe, bo taki charakter ma wiele informacji w świecie polityki. Natomiast według mojej wiedzy nie było tam informacji klauzulowanych, niejawnych – stwierdził.
Teraz nowa "rola" w aferze najwyraźniej przypadła Joachimowi Brudzińskiemu. To do niego skierowany miał być mail rozpoczynający się od słów: "Cześć, wujku". Wiadomość pochodzi z 6 listopada 2008 roku. Polityk był wówczas posłem z ramienia PiS.
Treść maila zaadresowanego do Brudzińskiego
W mediach społecznościowych sprawę zaczęto szeroko komentować. "Sami skomentujcie treść. Ps. Poseł nie odnosi się do wycieku i do włamania" – czytamy we wpisie analityczki Anny Mierzyńskiej. "Biuro pośrednictwa pracy dla matki, ojca, brata, szwagra, siostrzenicy i bratanka. Koordynator - wujek Brudziński" – napisał Leszek Miller.
"Panie Brudziński przez ciekawość chciałbym wiedzieć, jak rozstrzygacie spór, gdy na jedno miejsce w Radzie Nadzorczej kandyduje siostrzenica i bratanica posła PiS. Kto wtedy wygrywa konkurs?" – dodał Roman Giertych.
