Wtorkowe Walne Zgromadzenie PZPN zgodnie z przewidywaniami, było pełne emocji
Wtorkowe Walne Zgromadzenie PZPN zgodnie z przewidywaniami, było pełne emocji Fot. Jakub Kaminski/East News

Dużo konkretów i przełomowe wyniki wyborów. Tak można podsumować Walne Zgromadzenie Polskiego Związku Piłki Nożnej, które we wtorkowe południe obserwowała futbolowa część kraju. Nowym prezesem został Cezary Kulesza, największym przegranym Marek Koźmiński, a przyszłość? Nieznana...

REKLAMA
Kadencja prezesa Zbigniewa Bońka dobiegła końca. Dotychczasowa głowa Polskiego Związku Piłki Nożnej na koniec zabrała głos, w swoim stylu. Chwaląc własną pracę (tj. swojego zespołu), ale i wskazując problemy, które wymagają rozwiązania.
– Gdzie widzę największe rezerwy? Polska piłka potrzebuje silnej piłki klubowej. Dopóki nie będziemy grać regularnie w Lidze Mistrzów czy Lidze Europy, sami będziemy do siebie strzelać. Musimy szkolić młodzież, ale z drugiej strony, jeśli chodzi o wartość sportową, nic z tego nie mamy – diagnozował Boniek.
Schodzący ze sceny prezes został wyjątkowo wyróżniony. Poprzez aklamację został wybrany na Honorowego Prezesa PZPN.

Oszczędności w sejfie

Przedstawiono również sytuację finansową PZPN. Pod tym względem odchodzącej drużynie zarządzającej należą się duże brawa.
Piłkarska centrala wypracowała 170 mln złotych. Co prawda 2020 rok PZPN zapisał na minus wart nieco ponad 50 mln, ale związane to było z pandemią, którą trudno było przewidzieć.
Sprawozdanie finansowe zostało jednak przyjęte przez delegatów.
Zanim doszło do wyborów, głos zabrakło jeszcze kilka postaci, które ubarwiły całą uroczystość. Ryszard Niemiec, były prezes Małopolskiego ZPN, odniósł się m.in. do nazwania go przez jeden z tygodników... esbekiem.
A wystąpienie miało dotyczyć sprawozdania Komisji Rewizyjnej. Skończyło się za to w tematyce Służby Bezpieczeństwa.

Ofensywa Koźmińskiego

Ciekawie było podczas wystąpienia "prawej ręki" prezesa Bońka, kandydata na jego następcę. Marek Koźmiński nie gryzł się w język.
Były reprezentant Polski zachowywał się na mównicy trochę tak, jakby miał pretensje o wynik, który w kuluarach był już znany. Po głowie dostało się m.in. Dariuszowi Mioduskiemu z Legii Warszawa, ale lista była długa.
Było nawet o... wódeczce, na którą Koźmiński nie chodził, wierząc w uczciwość oraz transparentność.
Zupełnie inaczej zachował się Cezary Kulesza, który choć był wyraźnie przejęty powagą sytuacji, krótko podziękował.
Zarówno przed wyborem, jak i po ich ogłoszeniu. Jakby już dobrze wiedział, że Koźmiński nie będzie mu zagrażał.
– To najważniejsze wydarzenie w moim życiu. Dziękuję za zaufanie. Piłka nożna to sport, który łączy Polaków. Zapraszam do współpracy wszystkich tych, którzy mają na sercu dobro polskiej piłki. Potrzebujemy zmian, obiecuję ciężką pracę. Proszę o wsparcie, bo łączy nas piłka – komentował po wyborze Kulesza.
Wynik 92 do 23 na korzyść nowego prezesa mówi jednak wszystko. To był prawdziwy nokaut, który pokazał wszystkim zwolennikom Koźmińskiego, jak nieudaną zaliczył kampanię. Nie robiąc nic, żeby zatrzymać coraz bardziej rozpędzonego rywala.
No, może prawie nic...
Z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że Kulesza wybrał swoich wiceprezesów.
Padło na: Henryka Kulę (sprawy organizacyjno-finansowe), Macieja Mateńkę (szkolenie) i Mieczysława Golbę (sprawy zagraniczne), Wojciecha Cygana (piłkarstwo profesjonalne) oraz Adama Kaźmierczaka (futbol amatorski).
Czytaj także:

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut