
Joanna Koroniewska-Dowbor gościła ostatnio w programie "W moim stylu" na kanale Magdy Mołek na You Tube. Aktor zdradziła kulisy swojej kariery, ale także opowiedziała wiele szczegółów ze swojego życia prywatnego. Ujawniła, że w dzieciństwie przeżyła pożar w mieszkaniu. "To była trauma" – przyznała.
REKLAMA
Joanna Koroniewska-Dowbor jest znaną polską aktorką. Na szklanym ekranie zadebiutowała ponad 20 lat temu. Widzowie pokochali ją za rolę w serialu "M jak miłość", gdzie przez kilkanaście lat wcielała się w postać córki Lucjana i Barbary Mostowiaków.
W 2014 roku poślubiła Macieja Dowbora. Para doczekała się dwóch córek: Janiny i Heleny. Pomimo tego, że kobieta stara się stworzyć jak najlepszy dom dla swoich dzieci, sama nie miała najłatwiejszego dzieciństwa.
Artystka nie ukrywa, że wychowywała się bez ojca, mogła polegać tylko na mamie, która zmarła, gdy ta miała zaledwie 22 lata. Ostatnio celebrytka była gościem w programie Magdy Mołek "W moim stylu".
Podczas rozmowy dziennikarka zapytała Koroniewską-Dowbor, jaka była jej mama. – Moja mama z racji tego, że wychowywała mnie sama, była mamą, która dała mi taki rodzaj samodzielności, który dla dziecka, jest po prostu nie do przejścia. Ja byłam samodzielna od kiedy pamiętam, zostawałam sama w domu w wieku sześciu lat, nawet na noce. To był standard kiedyś – zdradziła.
Aktorka przeżyła traumę jako dziecko. – W trakcie tego zostawania w domu, przeżyłam pożar w mieszkaniu. To było na granicy świąt, bo była już choinka, obudziłam się ok. 22-23, słyszałam bardzo duży huk w bloku – relacjonowała.
– Próbowałam wejść do pokoju mamy i nie byłam w stanie, bo były płomienie w całym jej pokoju. Uciekłam z tego domu do sąsiadów, zapukałam, tam już się nie dało wejść. Sytuacja była o tyle groźna, że ja mieszkałam na parterze w 11 piętrowym budynku, więc właściwie sytuacja była dramatyczna – przyznała.
Choć miała zaledwie kilka lat, potrafiła zachować zimną krew w tej sytuacji. – Bardzo szybko została wezwana straż (...) to była trauma, i pomyślałam sobie od tamtego momentu, kiedy dzieją się u mnie ciężkie rzeczy, myślę, że wszystko jest po coś – stwierdziła.
– Ja wtedy przeżyłam to potwornie mocno, ale pamiętam, że myślałam sobie wtedy o tym, że jestem niesamowicie dzielna, bo nie dość, że próbowałam wyciągnąć moją mamę z płomieni, której na szczęście nie było, to jeszcze wezwałam od razu pomoc, czyli nie zablokowałam się w sobie – podkreśliła.
Czytaj także: