
Świadectw studentów oraz absolwentów szkół teatralnych przybywa. Tym razem głos zabrała Joanna Koroniewska, która zamieściła w sieci mocny wpis dotyczący traum, jakie przeżyła w czasie studiowania aktorstwa. "Kiedy umierała na raka moja mama, byłam w trakcie prób do przedstawienia dyplomowego, od którego zależało moje być albo nie być na uczelni" – wspomina.
"Byłam 'pupilką' jednej z Profesorek, o której kilkanaście godzin temu wspomniała Weronika Rosati. Tak, na samą myśl o nazwisku Ewa Mirowska robi mi się niedobrze" – napisała Joanna Koroniewska.
Aktorka opisała pracę z wykładowczynią jako "niekończąca się walkę z upokorzeniem, wstydem i samymi najgorszymi emocjami". "Wybitna Pani Pedagog wymyślała mi ksywy, które raniły mnie do żywego. (...) Bawiła się chyba tym moim strachem, ewidentnie TO lubiła" – zauważyła.
Koroniewska przyznała, że nigdy nie wybaczy Mirowskiej jednej rzeczy. Dwa tygodnie przed spektaklem dyplomowym mama aktorki trafiła do hospicjum. "Byłam w tej sytuacji sama. Tak jak i sama była moja matka, która bardzo mnie potrzebowała" – czytamy we wpisie.
Joanna Koroniewska
"Oczywiście tego samego dnia, którego wyjechałam na próbę do Łodzi, moja mama umarła. W hospicjum. W samotności" – wspomina artystka. Jak sama przyznała, na tym się nie skończyło. "Uprzedmiotawianie nas. Łamany był każdy" – skwitowała.
Przypomnijmy, że po tym jak absolwentka Łódzkiej Szkoły Filmowej Anna Paliga opublikowała post, w którym oskarżyła wykładowców o psychiczne i fizyczne znęcanie się nad studentami, ruszyła lawina relacji innych aktorów, którzy również doświadczyli mobbingu na wydziałach aktorskich. Swoją historią podzieliła się m.in.: Tamara Arciuch, Zuzanna Lit czy Weronika Rosati.
