Policja bada teraz przyczyny i okoliczności wypadku, który w czwartek spowodował mieszkający w Irlandii kierowca z Polski.
Policja bada teraz przyczyny i okoliczności wypadku, który w czwartek spowodował mieszkający w Irlandii kierowca z Polski. Fot. Brian Lawless / Press Association / East News

Na autostradzie M6 w pobliżu miejscowości Galway w zachodniej Irlandii w zeszły czwartek doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Polak, który jechał pod prąd, doprowadził do czołowego zderzenia z samochodem, w którym znajdowała się trzyosobowa rodzina. Wszyscy zginęli na miejscu.

REKLAMA
W pobliżu irlandzkiej miejscowości Galway kierowane przez Polaka Jonasza L. auto zderzyło się czołowo z innym pojazdem, którym jechała trzyosobowa rodzina kurdyjskich imigrantów z Iraku. W wyniku wypadku zginął zarówno polski kierowca jak i rodzina. Wśród ofiar jest ośmiomiesięczne dziecko.
Oderwane podczas wypadku kawałki samochodów trafiły w inne nadjeżdżające auto. Kierująca nim kobieta odniosła obrażenia, ale jej życiu nic nie zagraża.
Z doniesień gazety "The Irish Times” wynika, że Jonasza L. już wcześniej kilka razy przyłapano na niebezpiecznej jeździe i posiadaniu narkotyków. Był karany przez irlandzkie sądy. Tym razem spowodował śmiertelny wypadek na autostradzie. Policja wciąż próbuje ustalić, co spowodowało, że Polak wjechał na autostradę pod prąd i to z prędkością dochodzącą do 120 km/h.

Możliwy motyw samobójczy

Dowody wskazują, że Jonasz L. miał świadomość niebezpiecznej jazdy i do momentu wypadku panował nad autem. Możliwe, że wjechał na autostradę przez pomyłkę ze względu na śliską drogę. Później jechał ponad kilometr pod prąd i migał światłami na nadjeżdżających kierowców.
Policjanci nie wykluczają jednak, że jego motywacją mogły być myśli samobójcze lub epizod psychotyczny. Przesłuchali oni w tym celu rodzinę i znajomych sprawcy śmiertelnego wypadku. "The Irish Times" podaje, że Polak już wcześniej leczył się psychiatrycznie.
Jonasz L. mieszkał w Irlandii od 15 lat. Pozostawił żonę i dwójkę dzieci. Rodzina Kurdów, której śmierć spowodował, osiedliła się w na wyspie w 2017 roku. Wcześniej mieszkała w Plymouth na południu Anglii.
Jak podaje "The Irish Times”, przyjaciel rodziny Kurdów zorganizował w Internecie zbiórkę pieniędzy po to, by móc odesłać ciała małżeństwa i dziecka do rodzinnego Kurdystanu i tam ich pochować. Początkowy cel, czyli 40 tys. euro, osiągnięto już w kilka godzin od rozpoczęcia zbiórki w poniedziałek. Pieniądze wpłaciło ponad 1,5 tys. osób.
Czytaj także:

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut