Polskie siatkarki w niedzielę od 19:30 będą walczyć o awans do 1/4 finału mistrzostw Europy z Ukrainą.
Polskie siatkarki w niedzielę od 19:30 będą walczyć o awans do 1/4 finału mistrzostw Europy z Ukrainą. Fot. FIVB

Ze zmiennym szczęściem w ostatnich latach grały polskie siatkarki w fazie pucharowej mistrzostw Europy. Biało-Czerwone w niedzielę (19:30) zagrają z Ukrainą o wejście do 1/4 finału. Polki będą faworytkami pojedynku, ale sobotni mecz Bułgarek ze Szwedkami (2:3) udowodnił, że wyższość trzeba pokazać na boisku.

REKLAMA
Patrząc na historię ostatnich startów, polskie siatkarki grały w kratkę na turniejach mistrzostw Europy. Bardzo dobrze było w 2019 roku, kiedy drużyna prowadzona przez Jacka Nawrockiego dotarła do najlepszej czwórki kontynentu.
Choć skończyło się na porażce z Turcją w półfinale i Italią w meczu o brąz, występ na ostatnich mistrzostwach Europy był dla Polek najlepszym od... dziesięciu lat. W 2009 roku Biało-Czerwone skończyły ME z brązowym medalem.
W obu przypadkach (2009 i 2019) cały turniej bądź część turnieju były rozgrywane w Polsce. Co bez wątpienia miało wpływ na dobre otwarcie, bądź zamknięcie zmagań przez naszą reprezentację. Inaczej jest w obecnie trwającym turnieju.
Polki grupowe zmagania rozegrały w bułgarskim Płowdiwie. Zaczęło się bardzo dobrze, od czterech zwycięstw z rzędu (Niemcy, Grecja, Czechy, Hiszpania). Magdalena Stysiak i spółka potknęły się dopiero na ostatniej przeszkodzie – Bułgarii.

"Prawe" najważniejsze

Nieprzypadkowo wyróżniliśmy polską atakującą. Można odnieść wrażenie, że od jej dyspozycji zależy, jak mecz będzie układał się wszystkim Biało-Czerwonym. Polki w meczu z Bułgarią popełniły też sporo własnych błędów w ważnych momentach. Zarówno na zagrywce, jak i ataku.
A kiedy w słabszej formie była Stysiak, nie pomogła nawet bardzo dobra dyspozycja naszego lewego skrzydła. Tu palmę pierwszeństwa dzierżyła Zuzanna Górecka. Jednak bez punktującego prawego skrzydła (czyt. atakujących), Katarzyna Wenerska nie poprowadzi skutecznie - i zwycięsko - gry Biało-Czerwonych.
Polki muszą też uważać na syndrom faworytek. W przypadku grupowego grania to akurat drużynie Nawrockiego wychodziło całkiem nieźle. Wyraźnie potrafiły ograć dużo słabsze Greczynki czy Hiszpanki.
Ukraina awansowała jednak z grupy do fazy pucharowej. Co już na początku powoduje, że trzeba uważać, żeby nie powtórzyć losu Bułgarek z soboty.
Przegrana gospodyń w Płowdiwie ze Szwecją jeszcze długo będzie siedzieć w głowach bułgarskiego teamu. Wydawało się, że Szwedki będą wygodnym rywalem dla Polek - gdyby te wygrały grupę. Stało się jednak inaczej i... może dobrze, że właśnie tak rozstrzygnęła się ostatnia kolejka grupowa w Bułgarii.
O ile Ukrainki nie napsują krwi Polkom. Wydaje się, że wszystko w rękach Biało-Czerwonych. Brak błędów młodej drużyny będzie wyzwaniem. Ale w fazie pucharowej nie ma już miejsca na pomyłkę większą, niż dwa przegrane sety.
Czytaj także:

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut