
Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami. Tak bez wątpienia mogą ocenić sytuację mieszkańcy Luizjany. Nie dość, że mierzą się z uderzeniem huraganu Ida, to jeszcze sytuacja w szpitalach nie należy do najciekawszych. Pracownicy obciążonych placówek drżą w niepokoju, co będzie, kiedy oprócz pacjentów covidowych znajdą się tam też osoby potrzebujące pomocy po zderzeniu z niszczycielską siłą natury.
REKLAMA
Huragan Ida uderzył w Luizjanę z prędkością do 257 km/godz. Blisko milion domów i firm pozostaje bez prądu, bez prądu jest także Nowy Orlean, który 16 lat temu został poważnie poszkodowany przez huragan Katrina.
Czytaj więcej: Milion domów bez prądu, powodzie i paraliż. Zobacz niszczycielską siłę żywiołu [FILMY i ZDJĘCIA]
Strach w Luizjanie jest tym większy, że tamtejsze szpitale i tak już są przepełnione. Spowodowane jest to sytuacją z koronawirusem. Biorąc pod uwagę całe USA, stan ten ma trzecią najwyższą liczbę zachorowań na C-19 w przeliczeniu na 100 000 mieszkańców.
Niespełna pięciomilionowa Luizjana notuje bardzo dużo przypadków koronawirusa. Średnia z 7 dni to ok. 4,3 tys. przypadków.
Dodatkowo odnotowuje się tam dość niski poziom zaszczepienia oraz występowanie wysoko zaraźliwego wariantu Delta. Wśród hospitalizowanych niezaszczepieni stanowią 90 proc.
Luizjana dotknięta przez koronawirusa
Gubernator Luizjany John Bel Edwards na konferencji prasowej mówił, że "konsekwencje huraganu kategorii czwartej, gdy szpitale są pełne, wykraczają poza to, co zwykle rozważają".– Rozmawialiśmy ze szpitalami, aby upewnić się, czy ich generatory działają, czy mają pod ręką znacznie więcej wody niż zwykle, czy mają pod ręką środki ochrony osobistej. To potężny i niebezpieczny huragan, porusza się szybciej, niż myśleliśmy, więc mamy trochę mniej czasu na przygotowania – mówił dr Joseph Kanter, główny specjalista medyczny Luizjany.
Luizjana, a szczególnie Nowy Orlean, ciężko przechodziły pierwszą falę pandemii wiosną 2020 roku. Wówczas szczyt zachorowań przypadł na początek kwietnia. Sporo osób zakaziło się 25 lutego podczas słynnego Mardi Gras. To huczne parady w ostatni dzień karnawału, które co roku przyciągają tysiące turystów. Ludzie bawili się bez żadnych ograniczeń, a wirus rozprzestrzeniał się w nieograniczony niczym sposób.
