
62-latek z Haczowa na Podkarpaciu został oskarżony o zabójstwo, po tym jak śmiertelnie ugodził nożem włamywacza. Czy przekroczył granice obrony koniecznej?
REKLAMA
Do tragicznego wydarzenia doszło w minioną niedzielę po południu. 24-letni Mariusz S., notowany już za włamania i kradzieże, wybił okno w domu 62-letniego Mariana S. i próbował włamać się do środka. Wtedy został ugodzony przez właściciela nożem. Zmarł, zanim na miejsce przyjechała karetka. Marian S. pobiegł do sąsiadki wezwać policję. Miał 0,2 promila alkoholu. We wtorek usłyszał zarzut zabójstwa.
Sprawa z Haczowa wzbudza sporo pytań i wątpliwości, przede wszystkim dotyczących granic obrony koniecznej. "Teologia moralna mówi, że jak ktoś broni swojego mienia czy życia, to może posunąć się nawet do zabicia i nie ma wtedy żadnej winy" – mówi cytowany przez portal gazeta.pl ksiądz Józef Kandefer, który pracował z więźniami w rzeszowskim zakładzie karnym.
Do decyzji prokuratury nie ma zastrzeżeń Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości. "Decyzja prokuratury jest prawidłowa. Bo żeby uznać, że nastąpiły okoliczności obrony koniecznej, musiałby być bezpośredni zamach" – twierdzi.
Źródło: Gazeta.pl
