W niedzielę w Warszawie kolejna odsłona polskiego klasyku. Legia będzie chciała zatrzymać rozpędzonego Lecha.
W niedzielę w Warszawie kolejna odsłona polskiego klasyku. Legia będzie chciała zatrzymać rozpędzonego Lecha. Fot. Jan Bielecki/East News

Legia Warszawa i Lech Poznań. Dwie wielkie piłkarskie marki na krajowym podwórku zmierzą się w bezpośrednim pojedynku 11. kolejki PKO Ekstraklasy. Nie będzie to jednak mecz na szczycie tabeli. O ile Lech się tam zadomowił, w trudnej sytuacji znajdują się mistrzowie Polski.

REKLAMA
Legia Warszawa to największy paradoks piłkarskiego sezonu 2021/22 w Polsce. Mistrzowie Polski z jednej strony potrafią prezentować się świetnie w europejskich pucharach, będąc liderem grupy w Lidze Europy. Wyprzedzając takie firmy jak włoskie Napoli czy angielski Leicester City.
Równolegle trwająca rywalizacja w PKO Ekstraklasie nie jest już dla drużyny ze stolicy tak łaskawa. Drużyna trenera Czesława Michniewicza popełnia błąd za błędem, nie mogąc pokazać takiego stylu, jaki pozwala na regularne punktowanie w rozgrywkach pucharowych.
Efekt jest taki, że Legia do niedzielnego meczu z Lechem Poznań przystąpi jako piętnasta drużyna tabeli, mając zaledwie dwa punkty przewagi nad strefą zagrożoną spadkiem.
Legia z ośmiu rozegranych meczów przegrała aż pięć. Choć w Warszawie tylko raz, 2:3 z Rakowem Częstochowa. Kibice mistrzów Polski czekają jednak na ligowe zwycięstwo od 18 września.

Efekt trenera Skorży

Zupełnie inne nastroje panują w Poznaniu. Scenariusz z okazji obchodzonego w bieżącym sezonie stulecia klubu układa się jak na razie bardzo dobrze. Drużyna odżyła pod wodzą nowego trenera. Maciej Skorża dał impuls, na który w Poznaniu czekali od dobrych kilku lat.
Lech na wyjeździe przegrał raz, 24 września z Jagiellonią Białystok (0:1). Stracił też punkty w Częstochowie, choć akurat z Rakowem remis 2:2 na ich terenie, można uznać za niezły rezultat.
Lech ma wiele argumentów, którymi straszy ligowych rywali. Ostatnio przekonał się o tym Śląsk Wrocław. Drużyna trenera Jacka Magiery ze stolicy Wielkopolski wyjechała z kompromitującą porażką aż 0:5.

Ofensywne argumenty

Kibice przed niedzielnym klasykiem powinni zacierać ręce na dużą liczbę goli. Po obu stronach są bowiem ludzie, którzy co rusz mogą rozrywać defensywne szyki przeciwnika.
Legia ma Mahira Emreliego i Tomasa Pekharta. Lech może za to odpowiedzieć duetem: Mikael Ishak oraz Joao Amaral. Do tego są też wchodzący coraz poważniej do dorosłej piłki Polacy, u gospodarzy Bartosz Slisz, po stronie gości Jakub Kamiński.
Wreszcie jest też historia pojedynków na linii Warszawa-Poznań. Poprzednia dekada upłynęła pod znakiem walki o mistrzostwo Polski właśnie Legii z Lechem. Warszawianie zdobyli trzy tytuły, jedno wicemistrzostwo, a Poznaniacy raz byli najlepsi i trzykrotnie drudzy.

Zadziała magia Warszawy?

Lech może się jednak obawiać serii, którą w stolicy ma bardzo kiepską. Poznaniacy po raz ostatni wygrali na terenie Legii w październiku 2015 roku. Od tego czasu mistrzowie Polski zaliczyli aż siedem kolejnych wygranych nad rywalem z Poznania.
Na podtrzymanie tej serii liczy zapewne trener Michniewicz. Człowiek, który swoją poważną karierę trenerską zaczynał właśnie w Lechu. Teraz z nożem na gardle musi gromadzić punkty w lidze. Świetne występy w Lidze Europy mogą nie wystarczyć w ostatecznym rozrachunku.
Legia bardzo słabo rozpoczęła sezon, a dodatkowo mecz z Lechem ma swój prestiż, więc ewentualna porażka mogłaby zostać odebrana co najmniej źle. Za to trener Skorża z pewnością chciałby się przypomnieć warszawskim kibicom, w końcu też pracował w Legii.
Bilans rywalizacji obu trenerów na korzyść dla Skorży. Od ich pierwszego spotkania minęło siedemnaście lat. W dziesięciu spotkaniach trzy razy wygrywał Michniewicz, padł jeden remis i sześciokrotnie górą był aktualny trener Lecha. Bilans bramkowy 15:8 na korzyść Skorży.
11. kolejka PKO Ekstraklasy
Legia Warszawa - Lech Poznań (g. 17:30)
transmisja: Canal+, TVP Sport
Czytaj także: