
Ciuchy z drugiej ręki cieszą się dużą popularnością. Ich sprzedaż – tak jak wszystkich innych rzeczy – coraz częściej odbywa się przez internet. Czy to oznacza, że tradycyjne lumpeksy mogą zniknąć z ulic polskich miast?
REKLAMA
Na szczęście coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli jakiejś rzeczy można nadać drugie życie, to należy to robić. Jeśli coś nam się znudzi, możemy to sprzedać, a sami kupić coś używanego od kogoś innego. Nie trzeba wtedy zużywać kolejnych naturalnych zasób do produkcji nowych rzeczy. Dzięki temu pomagamy środowisku, czyli także samym sobie.
Jak wskazuje "Rzeczpospolita", kwestię odpowiedzialnej konsumpcji w modzie, badała firma PMR. Spośród badanych, którzy w ostatnich trzech miesiącach dokonywali zakupów ubrań, 50 proc. osób kupiło także jakieś używane ciuchy.
Lumpeksy vs internet
Coraz większą popularnością cieszą się aplikacje i strony internetowe, na których można kupić lub sprzedać ciuchy z drugiej ręki. Używane rzeczy coraz częściej oferują też duże sieci sklepów, szczególnie w swoich sklepach internetowych. Czy ty oznacza koniec tradycyjnych lumpeksów?Spośród wszystkich badanych przez PMR, przez internet używane ciuchy kupiło 22 proc. osób. Z kolei z second handów skorzystało 37 proc. pytanych. Lumpeksy są popularniejsze choćby od bazarów, targowisk, hipermarketów i outletowych centrów.
Jednak w przypadku popularności second handów widać tendencję spadkową. Jak podaje "Rzeczpospolita", w oparciu o dane Dun & Bradstreet, na polskich ulicach przez ostatnie 12 lat liczba takich sklepów zmniejszyła się o blisko 40 proc. W 2009 roku było ich 23,5 tys., teraz jest ich tylko 14,4 tys.
Jest jednak światełko w tunelu. – Proces kurczenia się liczby sklepów na polskim rynku wyhamowuje. Nie jest to zjawisko nowe, ale wyraźnie rysujące się w kilku ostatnich latach – przyznał w rozmowie z "Rzeczpospolitą" rzecznik Dun & Bradstreet, Tomasz Starzyk.
