
Komentatorzy takich tytułów, jak "The Guardian", "Sueddeutsche Zeitung" i "Le Figaro" przeważnie pozytywnie komentują reelekcję Obamy na prezydenta USA. Z kolei w rosyjskiej prasie pojawiają się zarzuty co do przebiegu samego głosowania.
To, że Amerykanie w oparciu o składane obietnice wybrali w środku szalejącego kryzysu ekonomicznego na prezydenta czarnoskórego kandydata, to jedno. Ale tym bardziej docenić trzeba fakt, że ponownie zagłosowali na niego, tym razem oceniając już nie słowa, tylko czyny realizowane podczas utrzymującego się dalej kryzysu. CZYTAJ WIĘCEJ
“Trudno sobie wyobrazić prezydenta walczącego o reelekcję, który startowałby z tak trudnej pozycji i ostatecznie tak widowiskowo wygrał” – pointuje Gary Younge. Gazeta zwraca jednak uwagę na fakt, że Obamie przyjdzie rządzić bardzo głęboko podzielonym społeczeństwem i ścierać się z Republikańską przewagą w Kongresie.
Obama twierdzi jednak, że jest w stanie pokonać wszelkie trudności i różnice. Chce pojednać ze sobą liberałów i konserwatystów, Republikanów i Demokratów, białych i czarnych, bogatych i biednych. CZYTAJ WIĘCEJ
Jak informuje strona rian.ru, w rosyjskiej prasie przeczytać można dużo na temat tego, że “Dziesiątki milionów Amerykanów, którzy poszli na wybory, aby zdecydować, czy prezydentem zostanie Barack Obama, czy Mitt Romney, napotkało w punktach wyborczych długie kolejki i różnorodne problemy techniczne utrudniające oddanie głosu”. Jak sugeruje autor przeglądu prasy takie informacje ukazały się w gazetach Vedomosti, Kommersant, Rossiiskaya Gazeta i Nezavisimaya Gazeta.
Czytaj też: Romneyowi zabrakło wiary w to, że naprawdę może zwyciężyć
Oddech ulgi i trzymanie kciuków za przyszłe sukcesy. Europejczycy, którzy zgodnie z wynikami badania brytyjskiego instytutu YouGov w 90% popierali Obamę, z radością przyjęli wiadomość o jego zwycięstwie. Trzeba jednak przyznać, że po pierwszej kadencji, która zawiodła oczekiwania wielu osób, dziś na horyzoncie pojawia się inna kwestia: w amerykańskiej polityce na ogół jest tak, że prezydenci w czasie drugiej kadencji prowadzą znacznie bardziej agresywną, interwencjonistyczną politykę międzynarodową. CZYTAJ WIĘCEJ

