Zagraniczna prasa przeważnie w pozytywnych słowach komentuje wybór Baracka Obamy na prezydenta USA.
Zagraniczna prasa przeważnie w pozytywnych słowach komentuje wybór Baracka Obamy na prezydenta USA. Claudio Divizia / Shutterstock.com

Komentatorzy takich tytułów, jak "The Guardian", "Sueddeutsche Zeitung" i "Le Figaro" przeważnie pozytywnie komentują reelekcję Obamy na prezydenta USA. Z kolei w rosyjskiej prasie pojawiają się zarzuty co do przebiegu samego głosowania.

REKLAMA
“Drugie zwycięstwo Obamy nie jest już tak spektakularne jak poprzednie, a jednak pod wieloma względami robi o wiele większe wrażenie” – tytułuje swój komentarz do wyniku amerykańskich wyborów “Guardain”. Korespondent gazety, Gary Younge, wskazuje, że choć po ogromnym entuzjazmie z 2008 roku tym razem nie było już śladu, ważne jest co innego.
"Guardian"

To, że Amerykanie w oparciu o składane obietnice wybrali w środku szalejącego kryzysu ekonomicznego na prezydenta czarnoskórego kandydata, to jedno. Ale tym bardziej docenić trzeba fakt, że ponownie zagłosowali na niego, tym razem oceniając już nie słowa, tylko czyny realizowane podczas utrzymującego się dalej kryzysu. CZYTAJ WIĘCEJ


“Trudno sobie wyobrazić prezydenta walczącego o reelekcję, który startowałby z tak trudnej pozycji i ostatecznie tak widowiskowo wygrał” – pointuje Gary Younge. Gazeta zwraca jednak uwagę na fakt, że Obamie przyjdzie rządzić bardzo głęboko podzielonym społeczeństwem i ścierać się z Republikańską przewagą w Kongresie.
“Jego największym obciążeniem były olbrzymie oczekiwania, które sam rozbudził w swoich przemówieniach. Dlatego podczas swojego pierwszego wystąpienia po reelekcji Obama zaproponował zmiany. Prezydent wie, że stracił wiele z magicznej aury, jaka mu kiedyś towarzyszyła. Dlatego teraz musi zaproponować wyborcom politykę małych kroków.” – pisze Sebastian Gierke z “Sueddeutsche Zeitung”.
Niemiecki dziennik, podobnie jak “Guardian”, podkreśla, że Amerykanie co najmniej od czasu wyborów w 2000 roku są bardzo podzielonym społeczeństwem.
"Suddeutsche Zeitung"

Obama twierdzi jednak, że jest w stanie pokonać wszelkie trudności i różnice. Chce pojednać ze sobą liberałów i konserwatystów, Republikanów i Demokratów, białych i czarnych, bogatych i biednych. CZYTAJ WIĘCEJ


Jak informuje strona rian.ru, w rosyjskiej prasie przeczytać można dużo na temat tego, że “Dziesiątki milionów Amerykanów, którzy poszli na wybory, aby zdecydować, czy prezydentem zostanie Barack Obama, czy Mitt Romney, napotkało w punktach wyborczych długie kolejki i różnorodne problemy techniczne utrudniające oddanie głosu”. Jak sugeruje autor przeglądu prasy takie informacje ukazały się w gazetach Vedomosti, Kommersant, Rossiiskaya Gazeta i Nezavisimaya Gazeta.

Czytaj też:
Romneyowi zabrakło wiary w to, że naprawdę może zwyciężyć
“Europa, która czekała na sukces dotychczasowego prezydenta, z radością powitała ciągłość władzy w Białym Domu, jednak z napięciem obserwuje możliwe zmiany w polityce zagranicznej Obamy” – pisze “Le Figaro”. Komentator gazety obawia się przede wszystkim tego, że prezydent elekt będzie skłaniał się ku agresywnym interwencjom militarnym w różnych częściach świata.
"Le Figaro"

Oddech ulgi i trzymanie kciuków za przyszłe sukcesy. Europejczycy, którzy zgodnie z wynikami badania brytyjskiego instytutu YouGov w 90% popierali Obamę, z radością przyjęli wiadomość o jego zwycięstwie. Trzeba jednak przyznać, że po pierwszej kadencji, która zawiodła oczekiwania wielu osób, dziś na horyzoncie pojawia się inna kwestia: w amerykańskiej polityce na ogół jest tak, że prezydenci w czasie drugiej kadencji prowadzą znacznie bardziej agresywną, interwencjonistyczną politykę międzynarodową. CZYTAJ WIĘCEJ