
– Kolejne pytanie... No ciężko cokolwiek powiedzieć – wypalił napastnik Biało-Czerwonych Krzysztof Piątek zapytany o przyczyny porażki z Węgrami, a chwilę wcześniej znacząco się uśmiechnął. Zdaniem naszego napastnika, wpadka na PGE Narodowym to wina pecha, a mecz był bardzo ciężki. Cóż, może następnym razem się uda?
REKLAMA
Krzysztof Piątek swoim wywiadem dla TVP Sport na pewno nie zdobył nowych fanów, a dla kibiców reprezentacji Polski jego słowa mogły być kuriozalne, albo po prostu przykre. Dziennikarz Jacek Kurowski zapytał piłkarza o to, co poszło nie tak. – Kolejne pytanie... No ciężko cokolwiek powiedzieć – wypalił napastnik Biało-Czerwonych, a wcześniej znacząco się uśmiechnął.
Nasz napastnik nie był chyba zadowolony, że musi opowiadać o porażce i analizować jej przyczyny. A szkoda, bo sam dobrego meczu nie zagrałi powinien wziąć na siebie odpowiedzialność. Nie zrobił tego, ale gęsto tłumaczył.
– Straciliśmy głupią bramkę po stałym fragmencie gry, gdzie Węgrzy stworzyli sobie tę jedną sytuację. No i ciężko. Odrabialiśmy straty i strzeliliśmy tę wyrównującą bramkę, ale niepotrzebna kontra i straciliśmy gola – tłumaczył napastnik Herthy Berlin.
Jak się okazało, to był naprawdę ciężki mecz. Nie trudny, nie wymagający, a właśnie ciężki. – Potem też było ciężko, bo Węgrzy się cofnęli. Musimy wyciągnąć wnioski i czekać na baraże – z tym akurat polemizować nie możemy, możemy tylko czekać cierpliwie.
Szczęście też nam nie chciało pomóc, nic tylko pech. – Tymoteusz Puchacz podbił tę piłkę przede mną i zmylił nas za plecami. Chciał uratować sytuację, nie ma co go winić. No, pech. (...) Węgrzy się pogubili, ale przyszedł pechowy kontratak i prosto stracona bramka – analizował Krzysztof Piątek. Szkoda, że było tak ciężko i że mieliśmy tyle pecha. Może następnym razem się uda?
Źródło: TVP Sport
Czytaj także: