Tomek Rygalik
Tomek Rygalik Fot. Krzysztof Kozanowski

Tomek Rygalik – projektant oraz wykładowca prowadzący pracownię projektowania na Wydziale Wzornictwa ASP w Warszawie. Zrealizował wiele projektów dla prestiżowych klientów na całym świecie, jego projekty prezentowane były na wielu wystawach, m.in. w Berlinie, Londynie, Mediolanie, Monachium, Nowym Jorku, Tokyo czy Walencji. Długa lista publikacji zawiera m.in. takie tytuły jak ICON, Wallpaper, a także New York Times i Financial Times. Rozmowa z Tomkiem Rygalikiem to kolejny odcinek naszego cotygodniowego cyklu "Kariera w kulturze".

REKLAMA
W jednym z artykułów na twój temat przeczytałem, że jesteś osobą kultową. Jak to jest być osobą kultową?

Zaskoczyłeś mnie. Nie wiem jak się nią jest, ja nie poczuwam się. Myślę, że mam jeszcze bardzo dużo do zrobienia, by choć zbliżyć się do takiej rangi.
Osiągnąłeś już bardzo dużo. Skąd w ogóle wzięło się twoje zainteresowanie designem?

Zaczęło się nietypowo, bo jestem absolwentem klasy matematyczno-fizycznej w liceum, później zresztą poszedłem na Politechnikę, więc zupełnie nie zbliżałem się do kręgów artystycznych. Dopiero po paru latach studiów na architekturze zacząłem myśleć o tym, by gdzieś indziej szukać swojej drogi. Wybierając kierunek studiów dla siebie nie miałem pojęcia, że jest taka dziedzina jak wzornictwo.
Ciekawe, że nigdy nie studiując na ASP prowadzę tam teraz pracownię projektowania na Wydziale Wzornictwa. Ciekawe, bo kilkanaście lat temu nie byłbym w stanie przewidzieć takich kolei losu.
Uważasz, że w naszym kraju design łączy się z biznesem? Sam spotkałem się z producentem artykułów chemicznych, który na swojej stronie chwali się, że wygląd opakowań projektują marketingowcy, którzy oczywiście nie mają pojęcia o designie. Czy to zmienia się?

Zauważam, że w Polsce jest coraz większa świadomość i potrzeba pracy z fachowcami danych dziedzin. Czym innym jest praca marketera, a czym innym projektanta produktu. W większych, poważniejszych firmach ta świadomość jest równolegle większa.
Temat wzornictwa przemysłowego, czyli designu był zaniedbany w czasach komunizmu, kiedy zbliżył się bardzo do sztuki, a dobrze zaprojektowanych rzeczy użytkowych na rynku było mało. Projektanci oczywiście byli, lecz nie mieli większych szans skonfrontować swojej pracy z rzeczywistością. Wielu znanych twórców tamtych czasów projektowało genialne rzeczy, lecz zupełnie nierealne, pozostające w sferze sztuki lub marzeń, a nie powszechnego użytku. W przemyśle przylgnęła do nich etykietka „plastyk“, a znaczenie ich zawodu stopniało prawie do zera.
A po przemianach ustrojowych?

Na początku zalały nas rzeczy z Zachodu, gdzie indziej projektowane i produkowane . Zachłysnęliśmy się nimi. Teraz powoli pojawiają się całkiem nowe, realne inicjatywy tworzenia produktów od podstaw, ale czeka nas wielka praca by nadgonić te braki.
Wychowałeś się w latach komunizmu. Na ile tamta rzeczywistość i to oddalenie designu od produktów użytkowych, o czym wspominałeś, ma wpływ w twoich pracach?

Mam bardzo krytyczny stosunek do kultury materialnej opartej jedynie na produkcji i konsumpcji. Nie chcę powiedzieć, że jestem socjalistą, ale mam zdecydowanie lewicowe poglądy jeśli chodzi o gospodarkę i jej wytwory. Uważam, że współczesny świat nie znalazł złotego środka między koniecznością ciągłego rozwoju gospodarczego, a potrzebami i wymaganiami konsumentów czy rynku. Nie lubię gdy coś powstaje masowo w tej bezkrytycznej masie zbytku. Wprowadzanie rzeczy złych jakościowo do naszego życia prowadzi donikąd.
Poza tym podoba mi się ta cecha, która niewątpliwie wypływała z tamtych czasów niedostatku, którą można nazwać kombinowaniem. Tamte czasy pokazały ludziom w jaki sposób można przerabiać, uaktualniać produkty, jakiej mogą one ulegać ewolucji. W Polsce na przykład cały czas żywa jest kultura naprawiania, w krajach bardziej rozwiniętych zamiera ona absolutnie. Według mnie to bardzo wartościowe.
Dla bardzo wielu ludzi design kojarzy się z luksusem, z czymś niedostępnym. Dlaczego?

To największy problem. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że rzeczy, które ich otaczają zostały od początku do końca przez kogoś zaprojektowane. Wszystkie rzeczy stworzone przez człowieka, bez względu na to czy z górnej czy z dolnej półki, są dziełem jakiś projektantów. Społeczeństwu słowo „design” kojarzy się z rzeczami dziwnymi i drogimi, a przecież te nawet najprostsze rzeczy, z którymi codziennie się stykamy są przez kogoś zaprojektowane. To wszystko to jest właśnie design.
Jak design współgra z rzeczywistością kryzysową?

Trochę inaczej jest w Polsce gdzie wciąż nadrabiamy straty, trochę inaczej w bardziej rozwiniętym świecie. Paradoksalnie to ogromna szansa i czas prosperity dla projektantów. Wiele rzeczy trzeba na nowo przemyśleć i zaprojektować. Okazuje się, że to, co zostało stworzone wcześniej często nie spełnia swojej roli w świecie kryzysowym – jest nie adekwatne czy też zwyczajnie bezużyteczne. Nagle te wszystkie udziwnione, „awangardowe“ rzeczy nieprzystają do współczesnego świata. Choćby strata energii i materiału potrzebnego do wyprodukowania ich skłania do głębszych przemyśleń dotyczących samego projektowania.
Kryzys zmienia percepcję patrzenia na pewne rzeczy.

Zdedydowanie, bardzo oczyszcza.
Myślisz, że prostszy, „kryzysowy” design ma szansę przybliżyć się do przeciętnego odbiorcy?

Tak. Mniej wyabstrahowane z codzienności, a bardziej użyteczne, lepiej zaprojektowane przedmioty mogą zyskać aprobatę osób wcześniej niedoceniających projektowania. Według mnie problemem jest przede wszystkim brak świadomości czym jest design. Spotkałem się z dziennikarzem, który mówił o funkcjonalnym wzornictwie dla wszystkich, a mimo to jak padło słowo „design“ jako przykład pokazał udziwniony, nieracjonalny produkt. To musi się wreszcie zmienić.