
Legia Warszawa przegrała z Leicester City 1:3 (1:3) w 5. kolejce Ligi Europy. Mistrzowie Polski tym samym spadli na ostatnie miejsce w grupie C. Nowym liderem jest dzisiejszy zwycięzca z Premier League. Dla polskiego klubu była to trzecia porażka z rzędu w europejskich pucharach. Legia spadła też na ostatnie miejsce.
REKLAMA
Co ciekawe, pół godziny przed pierwszym gwizdkiem w Leicester, na oficjalnej stronie Legii Warszawa pojawił się wywiad z właścicielem klubu, Dariusza Mioduskiego. Dosyć długa lektura.
– Marzeniem sportowców są zwycięstwa, medale olimpijskie, przekraczanie swych barier, osiąganie zwycięstw. Chcemy wyjść z grupy. Zostały nam dwa mecze, w tym jeden u siebie ze Spartakiem. Wszystko w naszych głowach i nogach. Wierzę w drużynę – odniósł się do czwartkowego pojedynku w Anglii mistrzów Polski.
Niestety, Legia stanęła przed trudnym wyzwaniem i już po pierwszych 20. minutach polski zespół przegrywał 0:2. Warszawianie byli bardzo pasywni w defensywie i mieli też trochę pecha.
O taki może mówić Mateusz Wieteska, który przegrał pojedynek po przypadkowym odbiciu piłki, do której ostatecznie dopadł Patson Daka, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie już w 11. minucie. Choć defensor Legii od złej strony krył rywala, ułatwiając mu zadanie zdobycia gola.
Na 2:0 dziesięć minut później podwyższył James Maddison. Zabawił się w polu karnym z piłkarzami mistrzów Polski, ostatecznie przekładając swobodnie piłkę z prawej na lewą nogę i pakując ją do siatki.
Legia złapała jednak kontakt. Wilfred Ndidi zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym, co skończyło się odgwizdaniem jedenastki. Tej na gola nie zamienił co prawda Mahir Emreli, jego strzał wyczuł Kasper Schmeichel, ale przy błyskawicznej dobitce Filipa Mladenovicia Duńczyk był już bezradny.
Po golu na 1:2 Legia próbowała wykreować sobie kolejne okazje. Próbował m.in. ponownie Mladenović, ale piłka przeleciała po jego strzale tuż obok słupka. I kiedy wydawało się, że będzie coraz lepiej, cios ponownie zadali gospodarze. Tym razem pomógł im... Cezary Miszta, popełniając błąd przy rzucie rożnym.
20-latek, który zastępuje w bramce Legii nadal kontuzjowanego Artura Boruca, nie wybił piłki, z czego skorzystali gospodarze. A konkretniej Ndidi, rehabilitując się za sprokurowanie rzutu karnego, wyprowadzając zespół na zasłużone 3:1 do przerwy.
W drugiej części meczu gospodarze wyraźnie zwolnili tempo, przez co Legia mogła częściej próbować swoich sił na połowie Leicester. Niewiele z tego jednak wynikało, patrząc na konkrety pod bramką Schmeichela.
Z pewnością warto dostrzec obecność kibiców Legii na wyjazdowym meczu, którzy byli słyszalni właściwie na przestrzeni całego spotkania. Do tak głośnego głosu nie potrafili jednak dojść piłkarze mistrzów Polski.
W drugich 45. minutach na boisku z boiska zwyczajnie wiało nudą. Trochę też bezradnością, spoglądając na niektóre momenty, w których piłkarz będący przy piłce, rozkłada ręce pytając swoich kolegów, do kogo i gdzie ma zagrać. Ten przykład to akurat zachowanie kapitana Legii, Artura Jędrzejczyka.
Kilka razy gospodarze zatrudnili do pracy Misztę, ale młody Bramkarz Legii nie dał się zaskoczyć, tak jak w przypadku sytuacji przy golu na 1:3. Trener Marek Gołębiewski dokonał pięciu zmian, ale nie zdołał odmienić ani wyniku, ani poczynań drużyny na murawie.
Na domiar złego, w 90. minucie groźnie wyglądającej kontuzji doznał jeszcze Ernest Muci. A jak wiadomo, warszawski klub ma w ostatnich tygodniach sporo problemów kadrowych.
Zwycięstwo Leicester City dało awans angielskiemu klubowi na fotel lidera grupy C. Przed ostatnią kolejką każdy z zespołów może równie dobrze awansować, ale też zająć ostatnie, czwarte miejsce w stawce. To zajmują po pięciu meczach mistrzowie Polski, mając jednak tylko dwa punkty straty do czwartkowego rywala.
Leicester City - Legia Warszawa 3:1 (3:1)
Bramki: Patson Daka (11), James Maddison (21), Wilfred Ndidi (33) - Filip Mladenović (26)
W 26. minucie Mahir Emreli (Legia) nie wykorzystał rzutu karnego (Kasper Schmeichel obronił).
Żółte kartki: Thomas, Albrighton - Mladenović, Wieteska, Jędrzejczyk.
Sędziował: Deniz Aytekin (Niemcy).
Bramki: Patson Daka (11), James Maddison (21), Wilfred Ndidi (33) - Filip Mladenović (26)
W 26. minucie Mahir Emreli (Legia) nie wykorzystał rzutu karnego (Kasper Schmeichel obronił).
Żółte kartki: Thomas, Albrighton - Mladenović, Wieteska, Jędrzejczyk.
Sędziował: Deniz Aytekin (Niemcy).
Leicester: Kasper Schmeichel - Timothy Castagne, Daniel Amartey, Caglar Söyüncü, Luke Thomas - Boubakary Soumaré (62. Kiernan Dewsbury-Hall), Wilfred Ndidi, James Maddison (63. Ayoze Pérez) - Ademola Lookman (85. Marc Albrighton), Patson Daka (85. Kelechi Iheanacho), Harvey Barnes.
Legia: Cezary Miszta - Yuri Ribeiro, Mattias Johansson (46. Mateusz Hołownia), Mateusz Wieteska, Artur Jędrzejczyk, Filip Mladenović (71. Kacper Skibicki) - Ernest Muçi, Bartosz Slisz, André Martins (71. Jurgen Çelhaka), Luquinhas (78. Tomas Pekhart) - Mahir Emreli (78. Szymon Włodarczyk).
Czytaj także: