
Ta opowieść o rozpoczętej 110 lat temu wyprawie arktycznej dowodzi, iż życie pisze scenariusze trzymające w napięciu mocniej niż wszystko, co powstaje w głowach najbardziej utalentowanych pisarzy.
W klasycznych łańcuchach górskich, takich jak Himalaje czy Alpy, lodowce odróżniają się wyraźnie na tle współtworzących szczyty ścian, grani i pól śnieżnych. Na Antarktydzie znacznie trudniej wskazać takie granice. Lodowiec jest zatopiony w śniegu i lodzie, które otaczają go z różnych stron. Przeprawa przez niego budzi zrozumiałe obawy u polarników (…). Forsowanie lodospadów, czyli chaotycznych i pociętych szczelinami części lodowca, bywa nie lada wyzwaniem nawet dla najbardziej doświadczonych alpinistów z lekkimi plecakami, a co dopiero dla grupy z psami i saniami, na których ciągnięty jest ładunek ważący czterysta pięćdziesiąt kilogramów.
"Samotność polarnika. Najwspanialsza historia o przetrwaniu w dziejach wypraw odkrywczych" – fragment książki
Niepowodzenia pierwszego tygodnia mocno nadszarpnęły morale wszystkich trzech mężczyzn. Do mierzenia pokonywanej odległości służył prosty licznik: kółko przymocowane do sań, zliczające obroty i pozwalające określić, ile kilometrów grupa pokonała jednego dnia. Jednak, jak czytamy w dzienniku podróży Mawsona, już pierwszego dnia licznik „uległ poważnemu uszkodzeniu, gdy spłoszone psy przez kilka minut gnały na złamanie karku. Te przyrządy są zbyt delikatne i kruche do psich zaprzęgów poruszających się po lodzie”.
"Samotność polarnika. Najwspanialsza historia o przetrwaniu w dziejach wypraw odkrywczych" – fragment książki
Niemal stuletnia tradycja zimowania w warunkach polarnych, najpierw w okolicach północnego koła podbiegunowego, potem też na Antarktydzie, uczyła konieczności szukania zajęcia i rozrywki podczas długich mrocznych miesięcy. W trakcie AEA wieczory często umilała głośna lektura książek, przy czym miejsce na mównicy chętnie zajmował Mawson deklamujący utwory swojego ukochanego poety Roberta Service’a. McLean, poruszony wykonaniem wiersza The Cremation of Sam McGee, zanotował w swoim dzienniku: „Wiersze były realistyczne i pełne życia, emanowały męską siłą, w czym przypominały Mawsona, który je deklamował”.
"Samotność polarnika. Najwspanialsza historia o przetrwaniu w dziejach wypraw odkrywczych" – fragment książki
Całodzienna mordęga zaowocowała pokonaniem zaledwie „pięciu okupionych ciężką pracą mil”. Jak wspomina: wieczorem „zasłużyłem sobie na podwójną porcję gęstego wywaru z psich ścięgien. Uważałem wówczas, że rozkosz, jaką dawało zjedzenie czegoś innego niż zwykle, jest w stanie choć w niewielkim stopniu zrekompensować niedolę głodowania”. W dzienniku dodawał: „Codziennie sporo czasu zajmuje mi opatrywanie ran na stopach”.
"Samotność polarnika. Najwspanialsza historia o przetrwaniu w dziejach wypraw odkrywczych" – fragment książki
Mawson uszedł półtora kilometra w dół zbocza, gdy wreszcie jego oczom ukazała się zatoka. Wprawdzie nigdzie nie było widać statku, jednak zamiast poddać się rozczarowaniu, tłumaczył sobie, że okręt być może popłynął wzdłuż wschodniego wybrzeża, wypatrując jego zespołu. Pięć kilometrów dalej uwagę polarnika przyciągnął „jakiś ciemny punkt na morzu, majaczący na północnym zachodzie (...). Wyglądał jak płynący w oddali okręt. Czyżby Aurora?”. Jeśli to faktycznie była ona, czy odpłynęła już na dobre, czy krążyła tylko, kontynuując akcję poszukiwawczą?
"Samotność polarnika. Najwspanialsza historia o przetrwaniu w dziejach wypraw odkrywczych" – fragment książki
Materiał powstał we współpracy z Wydawnictwem Słownym.
