
Odznaczony przez Bronisława Komorowskiego Orderem Orła Białego profesor Norman Davies pozytywnie ocenia inicjatywę prezydenckiego marszu. Krytykuje też tych, którzy wzięli udział w konkurencyjnych obchodach, bo jego zdaniem to kwestionowanie istniejącego porządku politycznego. Historyk ocenia, że wkrótce czeka nas spadek temperatury emocji wokół katastrofy smoleńskiej.
REKLAMA
– Bardzo dobrze, że Bronisław Komorowski zorganizował marsz. Każdy, kto przyjeżdża do tego kraju, widzi że są napięcia, nie bardzo rozumieją co się dzieje, widzą kłótnie, ale nie rozumieją jej podstaw – komentował historyk odznaczony 11 listopada Orderem Orła Białego. – Bardzo wątpię, że ten marsz [prezydencki - przyp. red.] był na ekranach na świecie, bo dobra wiadomość, to żadna wiadomość – dodał. Zdaniem prof. Davies'a błędem jest mówienie o "dwóch Polskach". – Jest 40 milionów Polaków. Oczywiście nie ma jednolitego narodu, ale nie ma dwóch równych części – ocenił.
Zobacz też: Jerzy Buzek, Norman Davies i Adam Strzembosz z Orderami Orła Białego
Zdaniem historyka niepokojąca jest duża frekwencja na Marszu Niepodległości i hasła, jakie tam padały. – Nie uznają porządku, ale na całym świecie jest margines: ludzie, którzy nie uznają żadnego porządku, ludzie, którzy zawodowo dołączają się do niemal każdego protestu – opisywał prof. Norman Davies. – To co w Polsce jest złe, to duża 20-30 procentowa grupa ludzi, którzy nie uznają obecnego porządku demokratycznego – diagnozował.
Zdaniem historyka niepokojąca jest duża frekwencja na Marszu Niepodległości i hasła, jakie tam padały. – Nie uznają porządku, ale na całym świecie jest margines: ludzie, którzy nie uznają żadnego porządku, ludzie, którzy zawodowo dołączają się do niemal każdego protestu – opisywał prof. Norman Davies. – To co w Polsce jest złe, to duża 20-30 procentowa grupa ludzi, którzy nie uznają obecnego porządku demokratycznego – diagnozował.
Zdaniem historyka część odpowiedzialności za ten fakt leży po stronie polityków. – Ze zdziwieniem patrzę na to, co dzieje się w Sejmie - nie ma wymiany poglądów, propozycji, i biedny rząd próbuje działać bez pomocy opozycji, która powinna pozytywnie krytykować – mówił gość "Poranka Radia TOK FM". Opisywał też 11 listopada w Wielkiej Brytanii. Tam to dzień pamięci o ofiarach wojny, ale politycy obchodzą go ponad podziałami. – Kwiaty składają razem premier i lider opozycji, pokazując, że akceptuje obecny porządek – relacjonował.
Zdaniem naukowca źle na kondycję polskiego społeczeństwa wpływa działalność polityczna wokół katastrofy smoleńskiej. – Każdy naród ma ta takich ludzi, którzy są gorzcy, niezadowoleni, ale dlaczego tylu ludzi to kupuje i wierzy w te absurdalne rzeczy, tę całą herezję smoleńską? – pytał prof. Davies. – Z żalem widzę, że Kościół ma swoją rolę w tym, że naród jest podzielony. Gdy ludzie mają wątpliwości, to pole dla władzy duchowej, a tego nie widzę – dodał.
Zdaniem odznaczonego wczoraj Orderem Orła Białego naukowca, wkrótce spadnie temperatura sporu wokół katastrofy smoleńskiej. – Zawsze mówiłem, że ta gorączka spadnie tak szybko, jak powstała. Jest jednak grupa, która to pompuje i będzie im potrzebna inna sensacja, a jak jej nie znajdą, to gorączka spadnie – przewidywał prof. Norman Davies.
Opisywał też jak wyglądało śledztwo po katastrofie samolotu z drużyną Manchesteru United. Do katastrofy doszło w Niemczech, a jej badanie trwało 11 lat. – Ja to wszystko co się tu dzieje przeżyłem 50 lat temu. Gdy przyleciała trumna z ciałem mojego stryja, ojciec mówił "A skąd ja mam wiedzieć, że w trumnie jest stryj?". Katastrofa smoleńska nie jest unikalna, niestety takie rzeczy się zdarzają – podsumował.
