
Okazuje się, że również policja jest winna stratom po Marszu Niepodległości. Radiowóz zakopał się na świeżo ułożonym torowisku, co stało się obiektem drwin uczestników Marszu. Tramwaje Warszawskie wyliczają, że będzie trzeba naprawić trawiaste torowisko.
REKLAMA
Niektórzy komentatorzy, mówiący o liczbie policjantów zgromadzonych wczoraj w stolicy, mówią wręcz o demonstracji siły. Jak się okazało, działania prewencyjne były chyba uzasadnione, bo nie obyło się bez zamieszek. Samochody policyjne były poukrywane w bocznych uliczkach w okolicach ronda Dmowskiego, Placu Konstytucji czy w okolicach Agrykoli.
Pech chciał, że kilka samochodów zaparkowano również na odnowionym niedawno torowisku wzdłuż ulicy Marszałkowskiej. A tu, zamiast asfaltu, od zaledwie kilku tygodni rośnie trawa.
Około godziny 18.40, już po zakończeniu Marszu Niepodległości, jeden z radiowozów zakopał się, co stało się obiektem drwin maszerujących. Pojawił się śmiech i szydercze okrzyki "Zadzwońcie po policję!". Na miejscu był wczoraj nasz reporter, który nagrał niezręczną sytuację. Jak twierdzi, zniszczenia są widoczne na kilkudziesięciu metrach.
Straty skomentował rzecznik Tramwajów Warszawskich. – Na naprawę zniszczonej nawierzchni z trawy będziemy musieli wydać kilkaset złotych, bo trzeba będzie częściowo odtworzyć darń – mówi Michał Powałka w rozmowie z gazeta.pl. Radiowóz został usunięty dopiero po tym, jak na miejscu zdarzenia pojawił się specjalny pojazdy, przystosowany do poruszania się również po szynach.

