
Tegoroczne jasełka zaprezentowane przez uczniów z jednej ze szkół podstawowych w Ełku wywołały wiele kontrowersji. Oprócz postaci biblijnych wystąpili w nich także żołnierze z bronią. Według dyrektorki placówki Doroty Maksymowicz występ miał nawiązywać do sytuacji na polsko-białoruskiej granicy.
REKLAMA
Kontrowersyjne jasełka w Ełku
Nieodłącznym elementem zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia są szkolne jasełka, które jak co roku odgrywali uczniowie wielu szkół w Polsce. Bardzo nietypową interpretację tych świątecznych występów zaprezentowano w Ełckim Centrum Kultury.W spektaklu wzięli udział uczniowie Szkoły Podstawowej nr 4 w Ełku oraz kadeci Centrum Edukacji Mundurowej. Przedstawienie przygotowali siostra Goretti Mirecka ze Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Misjonarek w Ełku oraz ks. Rafał Przestrzelski. Dzieci do występu miał zachęcić wcześniej katecheta.
Jasełka wywołały duże kontrowersje ze względu na tematykę, która została poruszona. W pewnym na momencie na scenie pojawili się żołnierze w polskich mundurach, hełmach i z bronią. Mundurowi przyszli odwiedzić małego Jezusa.
Jak napisano "tematem spektaklu była obecna sytuacja na świecie w czasie pandemii, zagrożenia na wschodniej granicy Polski i samotności w rodzinie". Nie podoba się to wielu rodzicom oraz internautom. "Szkoła nie powinna mieszać dzieci w sprawy polityczne" – uważa jeden z komentujących.
"Jakie przesłanie miało nieść zmilitaryzowanie przedstawienia religijnego?", "Dlaczego dzieciaki za zgodą szkoły wciągane są w, bądź co bądź, zawiłą sytuację polityczną? Można by domniemywać, że powoli kierunkuje się myślenie młodego pokolenia na jednopartyjne" – argumentują koleje osoby.
"Żołnierze przyszli się pokłonić Jezuskowi"
Występu broni dyrektorka szkoły. – W corocznych przedstawieniach nie uciekamy od problemów współczesności i aktualnych wydarzeń. W tegorocznych, obok radości z nadchodzących świąt i rodzinnie spędzanego czasu, wyraziliśmy też niepokój wobec utrzymującej się pandemii i sytuacji na wschodniej granicy. Nie podejmujemy tych zagadnień politycznie i nie narzucamy stanowisk, ale też nie udajemy, że otaczający nas świat jest idealny – powiedziała Dorota Maksymowicz w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".Dyrektora palcówki nie widzi również nic złego w obecności żołnierzy na scenie. Tłumaczy, że "żołnierze przyszli się pokłonić Jezuskowi i go bronić". Chociaż do szkoły nie wpłynęła żadna skarga, Dorota Maksymowicz zapewnia, że każdy rodzic, który poczuł się urażony, może przyjść do szkoły i zobaczyć scenariusz jasełek.
W scenariuszu można odnaleźć jednak kolejne kontrowersyjne fragmenty występu. Konkretnie chodzi o zmodyfikowany na potrzeby jasełek tekst kolędy "Wśród nocnej ciszy", w której mowa m.in. o "wstępowaniu do szeregów" oraz odbudowywaniu Polski.
"Wśród nocnej ciszy, głos się rozchodzi. Wstańcie rodacy, Polska się rodzi. Wszelkie lęki porzucajcie, do szeregów pospieszajcie, gdzie ludu jest moc. Wspólnym ramieniem, zgodnym rytmem serc, wznieśmy Ojczyźnie dziś tysiące twierdz! Mózgiem, sercem i rąk siłą, odbudujem Polskę miłą. Nasz. Ojczysty Dom. Wśród nocnej ciszy, w niebo płonące, modlitwy ludu biją gorące. Przyjm w ofierze, Dziecię Boże, Gdańsk i góry, Śląsk, Pomorze, cały Polski Kraj" – cytuje gazeta.
