Onet: dyrekcja pogotowia dopisywała dyżury w grafiku.
Onet: dyrekcja pogotowia dopisywała dyżury w grafiku. Fot. Damian Klamka/East News

Onet donosi o nieprawidłowościach w warszawskim pogotowiu ratunkowym. Według ustaleń, dyrekcja warszawskiego pogotowia dopisywała ratownikom medycznym fikcyjne dyżury, które nigdy się nie odbyły.

REKLAMA

Dziury w grafikach

Warszawscy ratownicy medyczni, pełniący obowiązki w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego "Meditrans” byli wpisywani na dodatkowe dyżury i nic o tym nie wiedzieli. Miało to wynikać z dużych luk w grafiku.
Problemy z zapełnieniem grafiku pojawiły się w sierpniu, gdy rozpoczął się protest ochrony zdrowia w Białym Miasteczku 2.0. Ratownicy medyczni, jak zawsze, deklarowali swoją dyspozycyjność w konkretnych dniach, jednak w tym miesiącu zgłoszonych godzin było znacznie mniej. Zwykle byli gotowi pracować po 240-300 godzin w miesiącu, w sierpniu część z nich miała zamiar dyżurować nawet 2-3 razy mniej. W ramach protestu niektórzy składali też wypowiedzenia. W wyniku czego w grafiku były duże luki.

Sposób na pełny grafik

Dyrekcja pogotowia zaakceptowała grafiki pełne luk. Jednak w rzeczywistości sytuacja nie wyglądała dobrze. Ze stacji, z której dotąd jeździły do pacjentów cztery karetki, teraz w skrajnym przypadku mogła nie wyjechać nawet ani jedna. Rosło więc realne zagrożenie dla bezpieczeństwa mieszkańców Warszawy. Mimo to dyrekcja placówki uspokajała w mediach, że sytuacja jest pod kontrolą.
Jak przekonuje Onet, dyrekcja "Meditrans" w swojej dokumentacji zakłamywała rzeczywistość. "Najpierw tworzono grafiki prawdziwe, uwzględniające olbrzymie luki wynikające z braku dyspozycyjności ratowników. Jednak w następnym kroku, bez ich wiedzy, dyrekcja pogotowia dopisywała fikcyjne dyżury – tak, aby na papierze było ich więcej" – czytamy w artykule.

Dlaczego dyrekcja zakłamywała grafik?

Nieprawidłowości w tworzeniu grafiku mieli potwierdzić współpracujący z placówką ratownicy. Udostępnili oni redakcji Onetu grafiki w dwóch wersjach – jedna została uzgodniona z nimi, a w drugiej znalazły się dopisane, nieuzgodnione dyżury. Co potwierdza ich wersję wydarzeń.
"Meditrans" jednak zaprzecza. W wyjaśnieniu przesłany dziennikarzom, jednoznacznie napisano, że doniesienia o wpisywaniu dodatkowych dyżurów są niezgodne z prawdą.
Jednak ratownicy twierdzą, że jest to forma zastraszenia.
"Chcieli nas zastraszyć. Są w naszych kontraktach zapisy, które w przypadku niestawienia się przez nas na dyżur, pozwalają nałożyć na nas kary finansowe. Więc to był rodzaj bata na nas: przestańcie strajkować, stawiajcie się na dyżurach, a jak nie, to my sami wam je dopiszemy i wtedy będziecie musieli płacić" – czytamy.
Drugim powodem miały być kwestie formalne – pogotowie musi wykazywać przed Urzędem Marszałkowskim, że w pełni wywiązuje się ze swoich zobowiązań. “Grafiki, w wyniku strajku, zawierały ogromne luki. A na podstawie ich "poprawionej" wersji można było wykazać pełną gotowość systemu. Choć nie miało to zbyt wiele wspólnego z prawdą” – powiedział Onetowi jeden z ratowników.

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut