Francois Hollande podczas swojej wizyty w Polsce.
Francois Hollande podczas swojej wizyty w Polsce. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Polacy traktują wizytę prezydenta Francji jako niebywale ważną i prestiżową. Tymczasem część komentatorów zwraca uwagę na zbyt dużą otwartość Polaków. – Chciałabym zobaczyć polskiego prezydenta, przemawiającego przed parlamentem francuskim – mówi badacz protokołu dyplomatycznego dr Janusz Sibora.

REKLAMA
Dr Janusz Sibora twierdzi, że polska strona zbyt łatwo uległa francuskim naciskom podczas przygotowywania wizyty. Według niego, francuski prezydent nie powinien przemawiać przed polskim parlamentem. – On musi na to zasłużyć. Francois Hollande zachowuje się jak właściciel winnicy, który dogląda, czy winogrona dobrze rosną – uważa nasz rozmówca.
Janusz Sibora
Badacz dziejów dyplomacji

Polska kreuje się na małe mocarstwo, szafujemy gestami, a nic z tego nie mamy.

Według Janusza Sibora, Polacy zapominają o "prztyczku w nos", jaki zafundował nam francuski prezydent. – Polskie media nie dostrzegły tego, co komentowała prasa francuska i niemiecka. Francois Hollande złożył kwiaty pod pomnikiem Marii Curie-Skłodowskiej. Podkreślił w ten sposób, że była wyemancypowaną, francuską socjalistką – uważa badacz.
Według Sibory, sposób przedstawiania tej wizyty przez polskie media jest wypaczony. Należy bowiem ściśle połączyć jej znacznie z wczorajszą wizytą premiera Francji w Niemczech. Według eksperta od protokołu dyplomatycznego, wczoraj w Berlinie zostało powiedziane wszystko to, co kluczowe w dzisiejszej wizycie. – Patrzymy na wyjątkowość tej wizyty, omijając sprawy najważniejsze. W Berlinie padło wczoraj jedno zdanie, które określiło prawdziwą wartość dzisiejszej obecności w Polsce. Premier Francji powiedział, że Hollande jedzie pokazać, że interesuje się Europą Wschodnią. To określenie, którego my nie lubimy. Hollande wybrał sobie nas jako partnera, który ma dawać prztyczek w nos Angeli Merkel – uważa Sibora.
Polska szafuje gestami
Według badacza dziejów dyplomacji, zbyt często udzielamy polskiego parlamentu przybywającym głowom państw. – Strona francuska oczekiwała gestu z naszej strony. W dyplomacji obowiązuje zasada wzajemność, a ja chciałbym zobaczyć, kiedy polski prezydent będzie przemawiał w parlamencie francuskim. Polska kreuje się na małe mocarstwo, szafujemy gestami, a nic z tego nie mamy – uważa Sibora.
Ekspert twierdzi, że Francuzi naciskali, by przemówienie odbyło się w Sejmie. – Wydaje mi się, że jest to dane na kredyt. Tak jak Obama dostał Nobla na samym początku kadencji "na zachętę". Uwiarygadniamy Hollande'a, który tu rozgrywa swoją politykę. Dał prztyczek Angeli Merkel, mówiąc o budżecie Unii Europejskiej, który "Nie może być zbyt niski, bo w tym przypadku będzie to Europa zniżkowa". Słowa te były skierowane w Angelę Merkel – ocenia dr Janusz Sibora.

Czytaj także: Prezydent Francji Francois Hollande w Polsce: Wspólnie będziemy bronić budżetu Unii Europejskiej