Czy piłkarska ekstraklasa powinna grać systemem wiosna - jesień?
Czy piłkarska ekstraklasa powinna grać systemem wiosna - jesień? fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Zmiana systemu rozgrywek ligowych w Polsce, to temat, który wraca jak bumerang. Statystycznie raz na rok, ktoś rzuca propozycję, by zamiast rozgrywać mecze w trybie jesień – wiosna, zacząć grać wiosna – jesień. Są nawet tacy, którzy uważają, że będzie to lek na całe zło i uzdrowi naszą piłkę.

REKLAMA
Wczoraj po raz kolejny rozgorzała dyskusja nad formą piłkarskich rozgrywek. Na łamach piątkowego „Przeglądu Sportowego” ukazał się tekst, w którym mogliśmy przeczytać o proponowanych przez ekstraklasowych działaczy reformach. Oprócz wspomnianej zmiany systemu rozgrywek, miałaby się zwiększyć liczba rozgrywanych meczów, a także miałby obowiązywać podział na dwie grupy, mistrzowską i spadkową.
– Od razu muszę zaznaczyć, że ewentualna zmiana systemu na wiosna – jesień nie wywinduje polskiej piłki na wyższy poziom. Bo to możemy osiągnąć tylko i wyłącznie dzięki dobremu szkoleniu młodzieży, a nie poprzez jakieś kosmetyczne zmiany, które nic nie dadzą. Właściwie to dostrzegam tylko jeden plus. Polskie drużyny coraz wcześniej zaczynają swoją przygodę z europejskimi pucharami, do których podchodzimy praktycznie z marszu i później mamy tego efekty. Może jakbyśmy grali w środku sezonu, to udałoby nam się troszeczkę dłużej pograć w Europie – powiedział w rozmowie z naTemat Czesław Michniewicz, były trener między innymi Lecha Poznań.
Nieco ponad dziesięć lat temu polska ekstraklasa była już podzielona na grupy. W sezonie 2001/02, bo o nim mowa, mieliśmy grupę mistrzowską i spadkową. Eksperyment się nie udał, o czym najlepiej świadczy fakt, że w ten sposób liga funkcjonowała tylko przez rok. Później wrócono do tradycyjnej formy rozgrywek. – Nie powinno się tak dzielić zespołów. To przecież jest zabijanie rywalizacji. Kibice lubią niespodzianki, lubią patrzeć jak takie, dajmy na to Podbeskidzie, przyjeżdża na Łazienkowską i sprawia sensację. To jest istotny element futbolu i głupotą byłoby zabierać tym, teoretycznie słabszym, możliwość gry z najlepszymi – kontynuuje Michniewicz.
"Podział ligi na grupy to zły pomysł" - twierdzi Czesław Michniewicz

Trudno odmówić Michniewiczowi racji. Wystarczy, że cofniemy się dwa sezony wstecz. Jeżeli podział na grupy miałby nastąpić po pierwszej rundzie, to Śląsk Wrocław wylądowałby w tej słabszej i walczyłby o utrzymanie. Tymczasem prowadzona wtedy przez Oresta Lenczyka drużyna na koniec sezonu zajęła drugie miejsce.
Zwiększenie liczby meczów też, według Michniewicza, nie sprawi, że nagle polska ekstraklasa będzie liczącą się w Europie siłą. – Tam przecież będą grały te same drużyny. Jak masz gorzką herbatę, to choćbyś nie wiem jak mieszał, to ona i tak będzie gorzka. Owszem powinniśmy rozgrywać więcej meczów, ale jakoś diametralnie to poziomu nie podniesie. A, że widzowie zobaczyliby więcej pojedynków typu Lech – Legia, Wisła – Lech? Cóż to nie są Gran Derbi i pewnie wszystkim by się to bardzo szybko znudziło – mówi Michniewicz.
Na dodatek taki podział doprowadziłby do jeszcze większych różnic w budżetach klubów z czołówki i tych słabszych. W polskiej lidze i tak jest spory problem z frekwencją na stadionach, a pewnie byłoby jeszcze gorzej gdyby odebrać możliwość gry tym mniejszym klubom z takimi firmami jak Lech, Legia czy Wisła. Nie ma się co oszukiwać, te drużyny przyciągają ludzi na trybuny.
Odśnieżanie stadionu we Wrocławiu

Podział na grupy wydaje się więc zbędny. Pozostaje więc idea gry w systemie wiosna – jesień, ale w tradycyjnej formie. Co by to dało? Piłkarze graliby przez dziewięć miesięcy w roku, z rzędu. Teraz maksymalnie grają cztery. Do tego nie omijalibyśmy bezsprzecznie najlepszych do kopania piłki miesięcy w Polsce, czyli czerwca i lipca. Problem pojawiałby się tylko przy okazji większych imprez piłkarskich, ale to nie jest przeszkoda nie do przeskoczenia. Ustalenie kalendarza rozgrywek co dwa lata tak, by nie kolidował z Mistrzostwami Europy czy Świata to nie jest jakaś wielka sztuka.
No i na koniec, chyba najważniejszy plus. Kibice mogliby oglądać piłkę w lepszych warunkach. Przecież przyjemniej jest usiąść w czerwcowy, ciepły wieczór na stadionie niż w przy 10 stopniowym mrozie w grudniu.