
Już w styczniu rozpocznie się sądowy proces Roberta Biedronia z Ruchu Palikota. To efekt zajść z 11 listopada 2010 roku, po których – wtedy jeszcze nie poseł – został oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej policjanta na służbie.
Podczas Marszu Niepodległości Biedroń wraz z grupą lewicowych bojówkarzy i anarchistów usiłował zablokować przemarsz legalnego pochodu. Maszerujący narodowcy zostali obrzuceni kamieniami. Interweniowała policja. Jak wynika z aktu oskarżenia, to właśnie podczas szamotaniny z funkcjonariuszami policji usiłującymi odsunąć grupę zadymiarzy Biedroń miał najpierw chwycić jednego z policjantów i próbować wyrwać mu pałkę. Kiedy to się nie udało, według świadków uderzył policjanta w twarz. CZYTAJ WIĘCEJ
Sam Biedroń w sprawie głosu zabrać nie chciał, jego prawnik tłumaczy, że policjanci mają "własny interes, by przedstawić przebieg wydarzeń nieco inaczej, niż wyglądał on w rzeczywistości". Robert Bierdoń już jesienią 2010 roku utrzymywał, że to nie on uderzył policjanta, a sam został pobity w radiowozie.
Zatrzymanie Biedronia z 11 listopada 2010 roku
Cały tekst przeczytasz w "Rzeczpospolitej"

