
Co jest nie tak z kanonem lektur?
Wielkimi krokami zbliżają się testy ósmych klas oraz egzaminy maturalne. I chociaż to ten drugi test bywa uznawany za jeden z najważniejszych na edukacyjnej ścieżce, to kwestia egzaminu ósmych klas wywołuje duże emocje wśród rodziców uczniów, którzy jeszcze na tym etapie są aktywniej włączeni w edukację swojego dziecka niż rodzice prawie dorosłych licealistów.Aleksander Fredro, „Zemsta”,
Jan Kochanowski, wybór fraszek i trenów, w tym tren VII i VIII,
Aleksander Kamiński, „Kamienie na szaniec”,
Adam Mickiewicz, "Reduta Ordona", "Śmierć Pułkownika", "Świtezianka", "Dziady" cz. II, "Pan Tadeusz" (całość),
Antoine de Saint-Exupéry, „Mały Książę”,
Henryk Sienkiewicz, "Quo vadis", "Latarnik",
Juliusz Słowacki, „Balladyna”,
wiersze wybranych poetów.
Mój syn czytający "Pana Tadeusza", zachowuje się, jakby nie czytał w ogóle tekstu w języku polskim. W internecie sprawdza wyrazy, których nie rozumie, a obok ma włączony filmik na Youtube z gotowy omówieniem sceny. Potem lekturę omawia jeszcze na korepetycjach – mówi mi znajoma mama 8-klasisty.
– Najlepiej idą mu te lektury, które na korepetycjach omawia z panią nauczycielką (świeżo po studiach). Rozpisują sobie takiego "Pana Tadeusza" jako zwykłą historię, w której syn po latach wraca do domu rodzinnego, poznaje dziewczynę, zakochuje się. Syn sam nie jest w stanie zrozumieć tekstu pisanego wierszem. Czytanie z nim lektur, to dramat – dodaje.
Młodzież czyta, tylko nie lektury
– To, co proponuje obecny kanon lektur, nijak ma się do tego, co rzeczywiście czytają młodzi. Paradoksalnie dzieci i młodzież czytają o wiele więcej, niż ktokolwiek mógłby pomyśleć. Lubimy opierać się na wynikach badań czytelnictwa, ale te wyniki zależą od metodologii – według niektórych nie czytamy wcale, jeśli nie przeczytamy minimalnej liczby książek, według innych samo "otworzenie książki" robi z nas regularnego czytelnika – wyjaśnia.Klasyka to nie "Pan Tadeusz", a "Harry Potter"
W rozmowach o lekturach kluczowa jest przepaść pomiędzy treścią lektur, sposobem przyswajania tych tekstów, a rzeczywistością, w której żyją dzisiejsi nastolatkowie. Musimy zrozumieć, że dzisiejsze dzieci żyją w zupełnie innej rzeczywistości niż np. ich rodzice czytający czy zachwycający się tymi samymi tekstami, do których dzisiejsi nastolatkowie nie umieją podejść.Młodzi ludzie sięgają do klasyków literatury, ale dla nich to nie jest „Pan Tadeusz”, a uniwersum „Igrzysk śmierci”, „Harry'ego Pottera”, "Percy'ego Jacksona”, „Baśnioboru” czy „Zwiadowców”. Poza tym młodzież czyta gatunek, o którym wcześniej nie było mowy, czyli fanfiki, a nawet wizualne opowieści publikowane np. na Tumblr, czego przykładem jest międzynarodowy bestseller "Heartstopper", opublikowany już w kilku tomach komiks o miłości dwóch chłopaków, w Polsce wydany przez Wydawnictwo Jaguar, i mający właśnie premierę na Netflixie.
Najgorsze co można zrobić książce, to zrobić z niej lekturę
Ktoś powiedział kiedyś, że "najgorsze co można zrobić z książką, to zrobić z niej lekturę", a to powiedzenie zdaje się sprawdzać, gdy o stosunek do czytelnictwa pytam uczniów podstawówek.Lubię przywoływać Josepha Campbella, który jest jednym z moich mistrzów – stworzył on koncepcję wspomnianego wcześniej monomitu, czyli podróży bohatera, o którą oparłem swoje książki, czyli „Szkołę bohaterów i bohaterek”. Kiedyś na zajęciach ze studentami i studentkami nowojorskiego uniwersytetu Campbell czytał im bardzo długą listę lektur. Po kolejnym tytule jedna ze studentek wstała i powiedziała „ale przecież nie zdążymy tego przeczytać na egzamin”. On zszokowany zapytał: „ale na jaki egzamin? To są lektury na całe życie”. I to jest podejście, które powinniśmy przyjąć.
Lektury z serii "Bóg, honor, ojczyzna"
W roku 2021 Przemysław Czarnek wprowadził do kanonu lektur szkolnych dzieła Jana Pawła II i Karola Wojtyły, stały się pozycjami lektur uzupełniających. Z kanonu lektur zniknęła natomiast ciesząca się wielką popularnością seria Rafała Kosika "Felix, Net i Nika", więc lista lektur ponownie stała się jednym wielkim anachronizmem.Próba podporządkowania nie ma prawa się udać, czego dowodem jest słynna zasada 3xZ: zakuć, zdać, zapomnieć. Jeśli naprawdę chcemy się czegoś nauczyć, np. języka obcego, żeby bez problemu posługiwać się nim w kontakcie z zagranicznymi klientami, to chodzimy na polecane kursy, oglądamy seriale po angielsku, rozmawiamy w tym języku, używamy atrakcyjnych aplikacji, czytamy interesujące nas oraz przydatne w naszej profesji teksty, osłuchujemy się, staramy się swobodnie posługiwać słownictwem. Raczej nie zakuwamy, byle zdać (bo przed kim?), a tym bardziej by zaraz to zapomnieć.
Chodziłem do koszalińskiego "Dibulca", liceum, które było uznawane za "elitarne", przez lata przodowało w rankingach. Utarł się tam pewien dowcip. Jeśli uczniom ze "zwykłego" liceum nauczyciel zada nauczenie się książki telefonicznej na pamięć, odpowiedzą „ale po co?”. Uczniowie z naszego liceum odpowiedzą: „na kiedy?”. I mam wrażenie, że cały polski system edukacji funkcjonuje w ten sposób. Uczeń musi "nauczyć się książki telefonicznej na pamięć”.