Iga Świątek.
Iga Świątek. Fot. Imago Sport and News / East News

22 wygrane mecze z rzędu ma na swoim koncie Iga Świątek. W sobotę walczyła przez trzy godziny i cztery minuty z Rosjanką Ludmiłą Samsonową o finał turnieju w Stuttgarcie, wygrała zażarty pojedynek 6:7(4), 6:4, 7:5 i zagra w czwartym kolejnym finale turnieju z cyklu WTA. 20-latka z Raszyna jest bardzo zmęczona, ma gorsze i lepsze momenty na korcie, ale wciąż wygrywa. I wciąż pisze historię.

REKLAMA

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google Iga Świątek śrubuje swój niebywały rekord kolejnych wygranych meczów, a przy okazji turniej po turnieju rozstawia rywalki po kątach. Wygrała kolejno zmagania w Dausze, Indian Wells oraz Miami, świetnie spisała się w Billie Jean King Cup w Radomiu, a teraz rozdaje karty w Stuttgarcie.

20-letnia Polka pisze historię, nie ukrywa że jest zmęczona, ale gra i walczy na kapitalnym poziomie. Przekonała się o tym Emma Raducanu w piątek, która przegrała z Igą 4:6, 4:6 walkę o półfinał.

A w nim nasza mistrzyni zmierzyła się z Rosjanką Ludmiłą Samsonową, czyli coraz lepiej radzącą sobie w elicie Rosjanką, dla której występ w Stuttgarcie to jeden z lepszych wyników w karierze.

Polka była faworytką, ale tym razem musiała walczyć nie tylko z rywalką, ale też z własnymi słabościami w drodze do finału Porsche Tennis Open. Już pierwsza partia pokazała, że tym razem nie będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Iga Świątek prowadziła już 3:0 i wpadła w dołek.

Pojawiły się błędy, a przestój w grze od stanu 4:1 kosztował naszą faworytkę sporo nerwów i utratę prowadzenia. Zrobiło się 4:4, po chwili 6:6 i o losach pierwszej partii decydował tie-break.

W nim Ludmiła Samsonowa rozpoczęła od prowadzenia 3:0 i już nie oddała go do końca partii. Zapachaniało na korcie niespodzianką, ale to był dopiero początek emocji w półfinale. Iga Świątek walczyła jak lwica i potrafiła przezwyciężyć swoje słabości.

W secie drugim nie brakowało nerwów, nie brakowało emocji i błędów, ale gra była bardzo wyrównana do stanu 4:4. W gemie numer dziewięć 20-latka z Raszyna pokazała wielką klase, wygrała podanie Rosjanki i po chwili doprowadziła do remisu w meczu (6:4).

A przecież seta trzeciego Polka rozpoczęła od prowadzenia 3:1, wydawało się, że ma już swój sposób na rywalkę. Nic bardziej mylnego, Samsonowa wygrała serwis naszej mistrzyni i zrobiło się 3:3.

Emocje sięgały zenitu, obie walczyły bez wytchnienia o awans do finału, a tablica wyników wskazywała remis 4:4 w secie numer trzy. Polka zaatakowała podanie Rosjanki, ale udało się jej wygrać własne podanie.

Ale zaraz tym samym odpowiedziała nasza liderka światowych list i znów był remis (5:5). I wtedy Ludmiła Samsonowa popełniła dwa poważne błędy, najpierw dała się skontrować Polce, a po chwili trafiła w aut i przegrała własne podanie.

W finale turnieju w Stuttgarcie już wcześniej zameldowała się notowana na trzecim miejscu na świecie Aryna Sabalenka. Białorusinka ograła wiceliderkę światowych list Hiszpankę Paulę Badosę 7:6(5), 6:4.

Teraz czeka ją starcie z dominatorką, bo tak wypada nazywać Igę Świątek. Polka zagra w czwartym finale imprezy z cyklu WTA z rzędu, na koncie ma 22 wygrane kolejne mecze i z pewnością apetyt na więcej. Starcie o tytuł rozpocznie się o godzinie 13:00.

Wynik meczu półfinałowego turnieju WTA w Stuttgarcie:

  • Iga Świątek (Polska) - Ludmiła Samsonowa (Rosja) 6:7(4), 6:4, 7:5
  • Czytaj także: