Katarzyna Ankudowicz straciła ciążę.
Katarzyna Ankudowicz straciła ciążę. fot Artur Zawadzki/REPORTER

Katarzyna Ankudowicz udzieliła wywiadu, w którym opowiedziała o stracie ciąży. – "Zrobisz sobie następne". Usłyszałam też takie komentarze – wyznała. Aktorka podzieliła się też swoją opinią na temat opieki zdrowotnej w Polsce.

REKLAMA
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
  • Katarzyna Ankudowicz 1 kwietnia w poście na swoim Instagramie przekazała przykrą wiadomość o poronieniu.
  • Aktorka udzieliła wywiadu, w którym wyjawiła szczegóły tego bolesnego doświadczenia, jednocześnie zaznaczając, że chciałaby się z nim oswoić.
  • Gwiazda zdradziła, jakie komentarze otrzymała po opublikowanym wpisie.
  • Artystkę zaskoczyło też to, że lekarze nie potrafią przekazywać jasnych informacji kobietom, które poroniły.
  • Ankudowicz o reakcjach w internecie na informację o stracie ciąży

    Kilka tygodni temu Katarzyna Ankudowicz w publikacji na Instagramie zdobyła się na szczere wyznanie. Podzieliła się informacją, że straciła ciążę. W ostatniej rozmowie z "Dzień dobry TVN" postanowiła poruszyć ten temat. Przyznała, że odzew po jej wpisie był ogromny.
    Jednak zdarzały się też bardzo przykre komentarze. – Są kobiety, a właściwie promil ich, reagowały krzykiem wręcz, że to nie płód, a dziecko... Druga strona, ta bardzo już płytka, brzmiała: 'zrobisz sobie następne'. Usłyszałam takie komentarze – powiedziała aktorka.

    Ankudowicz o opiece medycznej w Polsce

    Ankudowicz opisała też, co działo się po poronieniu – jak wyglądała cała procedura. Zwróciła uwagę na to, że w tym temacie opieka zdrowotna w Polsce ma jeszcze wiele do zrobienia. Odczuła duży brak empatii. Zabrakło też doinformowania na temat tego, co dalej.
    – Wychodząc z gabinetu dostałam wiadomość, że jest ryzyko sepsy, ale nieduże... Że jest ryzyko krwotoku, ale nieduże... Ta techniczna strona była tak tajemnicza, że nie wiedziałam, co z tym zrobić. Trzeba znaleźć język żeby mówić o tym fachowo, ale delikatnie – oceniła gwiazda.
    – Dostałam komunikat od pani doktor, że ciąża może usunąć się samoistnie. Zaleciła, że tak będzie najzdrowiej, ale możemy też umówić się na zabieg do szpitala. (...) Pani powiedziała też, że "załatwi" mi miejsce w szpitalu. Ale dlaczego załatwi? Dlaczego nie ma miejsca w szpitalu dla takich ludzi? – dodała.
    – Poszłam za sugestią lekarki i czekałam, ale okazało się, że usunięcie ciąży nie następowało – relacjonowała. Okazało się, że zabieg można wykonać w niedzielę wieczorem, a pobyt w szpitalu może się przeciągnąć do trzech dni. Jednak już w poniedziałek artystka miała zawodowe zobowiązania.
    – Zapytałam, czy możemy jeszcze poczekać. To było ciężkie, bo "to coś" umarło. Jest tam tkanka, która jest jakimś zagrożeniem. Jechałam autem 5-6 godzin autem do Nowego Targu, tam grałam, wsiadam w auto z powrotem i co, jeśli coś zacznie się dziać? Wszyscy poczekają na mnie na stacji benzynowej? Później kolejne nagrania. Byłam w jasnym garniturze, a przede mną publiczność, bałam się, że cała zaleję się krwią. Ogarnęła mnie bezradność – zwierzyła się.
    Finalnie do usunięcia się ciąży doszło, gdy Ankudowicz była już w domu ze swoim partnerem. – Byliśmy z partnerem w domu, kiedy to się działo. Mogliśmy być w tym razem. Ale gdyby to się wydarzyło gdziekolwiek indziej, to jest historia, której nie da się ukryć. Nie chodzi o to, żeby gadać o tym przy kawie, ale żeby zdać sobie sprawę, że to część życia. To, co możemy zrobić, to w sposób delikatny okazać empatię – podsumowała.
    Czytaj także: