W wyniku działań rosyjskiej armii Mariupol jest obecnie jednym wielkim gruzowiskiem. Mimo to po wygranej Ukrainy w tegorocznej Eurowizji prezydent Wołodymyr Zełenski zadeklarował, że Eurowizja 2023 odbędzie się właśnie w tym mieście na południowym wschodzie Ukrainy. Pomoc w organizacji wydarzenia zadeklarowali Włosi.
Reklama.
Podobają Ci się moje artykuły? Możesz zostawić napiwek
Teraz możesz docenić pracę dziennikarzy i dziennikarek. Cała kwota trafi do nich. Wraz z napiwkiem możesz przekazać też krótką wiadomość.
"Wierzę, że nie po raz ostatni" – zaznaczył. Prezydent Ukrainy podał, gdzie chce zorganizować przyszłoroczną edycję. "Dołożymy wszelkich starań, by pewnego dnia gościć uczestników i gości Eurowizji w ukraińskim Mariupolu. Wolnym, spokojnym i odbudowanym" – ogłosił.
Zełenski podziękował wszystkim, którzy oddali swoje głosy na ukraińskich artystów. Przypomnijmy, że kwestia Mariupola padła ze sceny w Turynie. "Prosimy, pomóżcie Ukrainie i Mariupolowi, pomóżcie Azowstalowi" – zaapelował po występie lider zespołu Kalush Ołeh Psiuk.
Włosi chcą pomóc
Na apel Zełenskiego i artystów odpowiedzieli Włosi. Pomoc w organizacji oraz chęć podzielenia się doświadczeniami zadeklarowała dyrekcja telewizji RAI. Podobne zaangażowanie obiecał burmistrz Turynu Stefano Lo Russo. Zaznaczył jednak, że w pierwszej kolejności ma nadzieję, iż sytuacja w Ukrainie umożliwi organizację tego wielkiego europejskiego wydarzenia.
Jeśli nie, to Turyn może po raz kolejny zorganizować Eurowizję. Włoski dziennik "La Repubblica" już punktuje, co trzeba zrobić w Mariupolu, żeby spełniał wymogi organizatorów Eurowizji. Po pierwsze brakuje tam infrastruktury. W mieście musi działać międzynarodowe lotnisko, artyści, publiczność i realizatorzy potrzebują ponad 2 tysięcy pokojów hotelowych oraz obiektu na minimum 10 tys. widzów.
Przede wszystkim jednak dziennik podkreśla, że w Ukrainie musi się skończyć wojna.