
– Od czerwca ubiegłego roku w ogóle nie biegałam. To strasznie trudne, kiedy robiło się to ciągle przez kilkanaście lat. Nagle z ponadprzeciętnie sprawnej osoby stałam się inwalidką. Nagle zaczęłam dostawać cios za ciosem. Tym największym było to, że nie pojechałam na igrzyska – zdradziła Onetowi Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka, jeszcze rok temu czołowa polska biegaczka na 400 metrów, która do dziś nie wróciła do startów po trzech operacjach.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka jeszcze rok temu szykowała się do startu w igrzyskach olimpijskich i chciała wraz z koleżankami ze sztafety 4x400 metrów przywieźć z Tokio medal. Gdy "Aniołki Matusińskiego" sięgały po złoto w sztafecie mieszanej, a później po srebro w sztafecie, 28-letnia chodziła jeszcze o kulach i rozpoczynała dopiero ciężką walkę o powrót do zdrowia. Koleżankom z drużyny gratulowała medali i cieszyła się, że ma w sukcesach swój skromny wkład.
Los okazał się jednak bardzo surowy dla biegaczki, która do dziś nie wróciła na bieżnię, a komplikacje zdrowotne ciągną się za nią niemal od roku. Trzy zabiegi, miesiące rehabilitacji i oczekiwania na pierwszy po kontuzji start i... nic. Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka nadal nie może biegać, a po igrzyskach straciła też halowe MŚ w Belgradzie.
- Podniosłam rękawicę, jaką rzucił mi los. Najpierw miałam operację na dwa achillesy jednocześnie. Poprawiano też kości stopy i kość piętową. Potem, po czterech miesiącach trzeba było poprawiać lewą nogę. Dwa i pół miesiąca temu przeszłam trzecią operację. Prawa noga jest już całkowicie zdrowa, ale z lewą ciągle jest coś nie tak - wyznała nasza reprezentantka Tomaszowi Kalembie z Onetu.
Dziś nie ma gwarancji, że wróci do sportu i że będzie odnosić sukcesy. Sprinterka znalazła się na poważnym zakręcie, straciła ministerialne stypendium (nie była w Tokio, więc nie miała sukcesów...) i musi radzić sobie sama. Pomaga jej klub, OŚ AZS Poznań, pomaga poznański OSiR, została firma New Balance. Ale za kosztowną rehabilitację musi płacić w zasadzie sama, a bez niej nie ma mowy o powrocie do sportu i zarabianiu na siebie.
Nie mówiąc o sukcesach, za którymi idą pieniądze. - Od czerwca ubiegłego roku w ogóle nie biegałam. To strasznie trudne, kiedy robiło się to ciągle przez kilkanaście lat. Nagle z ponadprzeciętnie sprawnej osoby stałam się inwalidką. Nagle zaczęłam dostawać cios za ciosem. Tym największym było to, że nie pojechałam na igrzyska - nie kryje nasza czołowa biegaczka na 400 metrów, która z "Aniołkami Matusińskiego" sięgała po trzy medale MŚ i dwa ME. Zabrakło krążków na igrzyskach.
- Dziewczyny wróciły z Tokio z medalami, z czego bardzo się cieszę. Potem odnosiły sukcesy w sezonie halowym. Zaraz zaczną stawać na podium w kolejnym sezonie letnim, a ja nadal nie mogę biegać. Ten sezon zatem odpuszczam. Jestem jednak świadoma tego, że jeśli nie wystąpią w kolejnym sezonie halowym, to już na pewno zostanę skreślona ze szkolenia centralnego. I co wtedy? - zakończyła nasza sprinterka. Mamy nadzieję, że koszmar się zakończy i Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka wróci na bieżnię.
